Nie tak dawno relacjonowałem składanie tej maszyny. Dzisiaj wracam po 907 km aby powiedzieć, że miałem rację. Dla takiego amatora jak ja taki rower jest totalnie bez sensu.

Żartowałem. Znaczy, nie żartowałem. Bo to prawda. Ten rower kupiłem dla wyglądu, dźwięku, komfortu. Nie dla sportu. Nie dla prędkości, choć różnice są odczuwalne, nie tylko w porównaniu z moim szosowym Trekiem, ale przede wszystkim z poprzednim rowerem TT, który w porównaniu z tym nowym waży tyle co betoniarka i prowadził się jak betoniarka. No to tak nagadałem, że teraz na pewno go nie sprzedam. 

Tak naprawdę najwspanialszą różnicą jak dla mnie są bezprzewodowe przerzutki SRAM z systemem BLIP, który miałem okazję już raz zgubić.

Chodzi o to, że są dwa miejsca w których można ukryć przyciski do zmiany przełożeń. Wcześniej w rowerach do jazdy na czas hamowało się w tej pozycji, a zmieniało biegi w tej. Teraz można hamować, robić nawrót na zawodach i jednocześnie w tym samym czasie zbijać przełożenia. 

A no i wreszcie mam hamulce… tarczowe. Nie oszukujmy się. Na mało, których zawodach nie padało przez ostatnie dwa lata, więc tę różnicę odczuwam i przychylam się do głosów, że Shimano robi lepszą hydraulikę niż SRAM, gdzie każde dłuższe hamowanie sprawia wrażenie jakby miało być ostatnim.

W każdym razie – dla tych dwóch rzeczy – czyli systemu BLIP i tarcz warto było wymienić rower.

Tak samo jak dla tego kokpitu, który wolny jest od owijki. Ktoś wreszcie pomyślał i zastąpił ją grubą gumą i piankami. Wygląda to ładniej, jest bardziej komfortowe i praktyczne. Zabezpieczony jest też rant dolnego skrzydła, który wiecznie się obijał w strefie zmian od kontaktu z innymi rowerami.

Ta maszyna to też mój pierwszy kontakt że SRAMem. Tajwańczycy wrzucili tutaj najwyższą grupę RED, która i tak w niczym mi nie pomoże. Jednak miło popatrzeć na karbonowy wózek z ceramicznymi łożyskami, podotykać skrajnie odchudzony łańcuch i kasetę. 

Choć najlżejsza z tego całego zestawu jest przednia przerzutka, której nie ma. Jest taki trend, który możecie obserwować nawet na Tour de France. Coraz więcej maszyn ma z przodu tylko jeden blat. Za to zakres przełożeń na kasecie jest większy. Tutaj to 10-33, czyli ta kaseta jest o 3 ząbki większe od tej w mojej szosie. Z kolei z przodu 48 zębów. To oznacza, że do 10% może dałbym radę tym zakręcić, nie sprawdzałem, bo się troszkę pouszkadzałem przez co ortopeda kazał ograniczyć moją szaleńczą moc lewej nogi. 

W każdym razie brak przerzutki z przodu to mniej problemów. Mniej wagi, regulacji i zamieszania w trakcie jazdy. Masz dwa przyciski szybciej i wolniej. 

Ta przednia tarcza jest tak skonstruowana, że pomimo braku przedniej łyżki łańcuch ma się trzymać stabilnie na wertepach ograniczając ryzyko jego spadnięcia. A no właśnie – brak zmiany biegów z przodu ogranicza ryzyko spadania łańcucha.

Minus jest taki, że potrafi być głośniej gdy z tyłu wrzucasz na większe zębatki. Wówczas łańcuch jest wyraźnie skrzyżowany, ale pewnie uznano, że skrajnych przełożeń ktoś taki jak ja będzie używać sporadycznie. Spoiler – nie będzie sporadycznie. I nie pomoże w tym nawet carbonowa korba czy ceramiczny wkład suportu.

Ceramika jest też w tych śmigłach przez które ludzie zatrzymują się na skrzyżowaniach, żeby sprawdzić czy to produkuje prąd. Niestety nie. Z kolei dźwięk bębenka sprawia, że Ci sami ludzie zaczynają uciekać. Ciężko oddać to na filmie, ale dźwięk jest po prostu piękny co zachęca to tego, żeby częściej nie pedałować. Gdy raz osiągnąłem na tym Giancie 40 km/h zjeżdżając z Giewontu zaczęły mnie gonić dzieci, bo myślały, że ktoś zakręcił kołem fortuny. Ale tak, to jest dobre porównanie. 

Mniej dobra to jest folia, którą zabezpieczyłem widelec i tylny trójkąt. Wyszło to dramatycznie. Na szczęście taka gruba folia samochodowa z czasem sama potrafi wchłonąć bąble, których wyszły mi dziesiątki. Przez to sporo czasu jeździłem sam, bo inni kolarze chcący się złapać na koło bali się, że jest to nowa odmiana ospy rowerowej. Dzisiaj jest już dużo lepiej, ale mimo to zapisałem się wstępnie do kolegi Macieja na zimowe oklejanie by rower służył dłużej w dobrej kondycji wizualnej.

Dobra, a ile to wszystko co tutaj upchano realnie daje. Moje pierwsze wrażenie, jeszcze przed złamaniem śródstopia było takie, że 2,5w/kg pozwala osiągnąć na płaskim bez wiatru 35,6 km/h. Na szosie to 34. Przekroczenie 40 km/h wymaga już o jeden wat na kilogram więcej. Może około 3.4 przy moim wzroście, mojej budowie i pozycji. To oczywiście nie labolatorium, ale można przyznać, że ten rower z tymi wszystkimi bajerami daje 1-2 km/h przewagi. To dużo, choć nie mam jeszcze stuprocentowej pewności ze względu na to, że przez ostatnie 3 tygodnie pedałuję na 1.5 nogi, nie mając w dodatku szczęścia do bocznego wiatru. 

A no właśnie zapomniałbym – taka konstrukcja, zwłaszcza w pozycji na modlitewniku to żagiel jak w Darze Młodzieży. A dwa śmigła mają taką powierzchnię jak jeden dysk. Ten rower uczy trzymania się nieco dalej od krawężników.

O czym ja mówiłem? A… To jest rower do ostrej jazdy, gdzie bez formy nie odczujesz żadnej różnicy. A im jesteś mocniejszy, tym zysk będzie większy. Śmigła, ten kokpit, aerodynamika ma znaczenie powyżej 38, 40 km/h, wkładając cały czas powyżej tych 3 w/kg w korbę z pomiarem mocy. Na długich prostych, jak na Gassach, Kanale Łączany i przede wszystkim na zawodach z zabezpieczoną trasą. Bo na tym rowerze ciężko będzie się uprawiać turystykę czy tuptanie, co wyjaśniłem dwa lata temu w filmie pod tytułem „Dlaczego nie chcesz roweru do jazdy czas”. 

Z tego też względu tę maszynę zabieram gdy jadę sam, na płaskie, chcę się bardziej zmęczyć, odmóżdżyć, spocić, przygotowując się do duathlonu lub triathlonu. To też rower, którym będę pewnie robić maksymalnie 3 000 km. Przez co wystarczy na lata, jak mój poprzedni. 

A przy tym jest to absolutna fanaberia. Rower z segmentu marginal gains, który został wyspecyfikowany z myślą o Team Jayco AlUla na czasówki Tour de France. Choć zauważyłem, że zamiast śmigieł pojawiły się u nich dyski. 

Na koniec najważniejsze. Rower amatorowi jak ja ma dawać radość. Ma sam z siebie swoją zarabistoscia wyciągać Cię na trening gdy się nie chce. Ma katalizować złe emocje, wymęczyć nogi i uwolnić głowę. Zrobi to każdy sprzęt na który Cię stać i który Ci się podoba. Nowy i używany. Z dyskie, śmigłami, albo zwykłymi aluminiowymi kołami. Bez względu na to czy ktoś powie że ten rower jest za dobry czy za słaby względem Twoich umiejętności. Ja mam rower, który kompletnie nie licuje z moją formą. Jest skrajnie na wyrost. Jednak mam radość. I to moja sprawa. Tak samo jak sprawa sąsiada jest to jak duży ma telewizor i czy zna się na produkcji filmowej czy też nie. 

Dbaj o siebie i o swoją pasję. Nie odkładaj nieczęsto na później. Lepiej umrzeć biednym i szczęśliwym. 

 

Prawie.PRO Made in Poland

Drugi do torby -10%
(80) 58,99 zł
PRO
(2) 849,99 zł
(3) 19,99 zł
Druga para -15%
(82) 49,99 zł
Idealne także na trenażer
(16) 439,00 zł
Druga -10%
(22) 199,50 zł
(1) 539,00 zł
(11) 0,00 zł
(6) 649,00 zł
Idealne także na trenażer
(144) 399,99 zł
Druga -10%
(12) 125,99 zł

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Przeczytaj również: