Home / About Us

Jestem Leszek Śledziński. Oto moja historia.

  • About us
  • Our story
  • Mission
  • Careers

Choć urodziłem się w 1987 miałem okazję wiele doświadczyć. Klęski, osobiste dramaty, sukcesy. Awanse, zwolnienia, myśli samobójcze, euforia. Uśmiech, płacz. Chorobliwa otyłość i balansowanie na granicy niedowagi. Jednak nigdy się nie poddawałem i pomimo tak wielu niepowodzeń staram się nie patrzeć w tył. Moje życie i doświadczenia to historia błędów, których przytoczenie pozwoli Tobie ich uniknąć.

Tak naprawdę nie nazywam się Leszek

W dokumentach moje imię to Lech. Przez pomyłkę, albo na skutek wpływu Lecha Wałęsy. Rodzice i babcia wciąż się spierają czy to Tata źle mnie zarejestrował, czy urzędnik pomylił Leszka z Lechem. To dwa różne imiona. Dlatego na przykład mając zarezerwowany lot na imię Leszek nie wsiadłbym do samolotu (sprawdzone). 

Miałem być Leszkiem na cześć nieżyjącego brata mojej Mamy, który zmarł mając zaledwie pół roku. Z tego też względu zawsze wszyscy w rodzinie mówili mi Leszek. Dopiero w pierwszej klasie podstawówki zarówno moi rodzice jak i ja sam przekonałem się, że formalnie jednak mam na imię Lech. 

Dzieciństwo w latach 90

Dzieciństwo to najważniejszy okres każdego z nas. W tym okresie kształtuje się charakter, wrażliwość, wartości, pewność siebie, empatia oraz wzorce. 

Ja dorastałem w latach transformacji. W dobie wysokiego bezrobocia, ogólnej biedy przy towarzyszącej wszystkim niepewności. Moje szkolne otoczenie było papierkiem lakmusowym trudności społecznych i patologii. Nasiąkałem złym wpływem i stawałem się taki sam jak reszta. Późniejsza przeprowadzka, kompletna zmiana otoczenia dała mi możliwość rozpocząć wszystko od nowa.

Paradoksalnie zamiana wielkomiejskiej szkoły na mniejszą była prezentem od losu. W innym przypadku być może całe moje dzieciństwo jak i dorosłe życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Bardzo często o tym myślę i uważam, że zmiana otoczenia dała mi szansę szybciej dojrzeć, dostrzec błędy i rozpocząć jeszcze raz od białej kartki. Być może był to ostatni dzwonek. 

Zacząłem być bardziej zaangażowanym w naukę, rozwój swoich pasji. Chciałem udowodnić, że nie jestem złym dzieckiem. Unikałem toksycznych znajomości, do tego stopnia, że więcej czasu spędzałem z dziewczynami niż chłopakami. Jako już nastolatek wolałem mieć wizerunek lalusia, niż popalać papierosy na przerwach. Wbrew pozorom wiele dzięki temu zyskałem. 

Jednocześnie czułem mocny pociąg do angażowania się we wszystkie szkolne wydarzenia. Być może chciałem czuć się zauważony, bądź jako dziecko spłacić swoją przeszłość. Nie umiem tego wytłumaczyć. Uwielbiałem brać udział we wszelkich wydarzeniach pozalekcyjnych. Zarówno tych o charakterze humanistycznym, jak i sportowym. Uwielbiałem też lekkoatletykę, ale największą miłością nadal pozostawał rower i radio.

W ramach zajęć dodatkowych jako dzieciak pisałem „scenariusze” przedstawień, pantomimy i m.in. Za sprawą jednej z nich pierwszy raz otarłem się o lokalną rozgłośnię.

W tajemnicy przed wszystkimi siedząc popołudniami z książką telefoniczną na kolanach obdzwaniałem stacje radiowe w poszukiwaniu „patronów medialnych” jednego z wydarzeń szkolnych w których brałem udział. Miałem wówczas 14 lat, marzenia, dziesiątki kaset z nagranymi programami radiowymi, których teksty znałem na pamięć. Przez pół roku prasowałem sobie koszulę i zbierałem pieniądze na perfumy, których użyję w dniu pierwszej wizyty w studiu radiowym. Problem był tylko jeden. Nikt mnie nie chciał.

Join our team

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit, sed diam nonummy nibh euismod tincidunt ut laoreet dolore magna aliquam erat volutpat.

See all jobs