Cześć, tutaj Leszek. Co się dzieje z Twoim ciałem, głową i formą wtedy, kiedy zdecydujesz się jesienią i zimą porzucić rower? I dlaczego moim zdaniem po prostu nie warto?
Dzisiaj ja jestem tą gadającą głową. Jak dla mnie to jest chyba taki najmniej wdzięczny okres – właśnie ten moment przejściowy, który trzeba przetrwać. Sam żałuję, że siedzę teraz w pracy. Podwójnie siedzę ostatnio w pracy po to, żeby móc w listopadzie spędzić dwa, trzy tygodnie w Hiszpanii, pracować zdalnie i właśnie toruję sobie drogę do pracy zdalnej, żeby móc mieć taką możliwość.
Większość z nas czeka teraz walka z chłodem. Nie każdy pracuje też do 15:00 i może sobie jeszcze koło 16:00 zaliczyć to godzinne czy półtoragodzinne okienko pogodowe – zwłaszcza wtedy, kiedy tak jak dzisiaj pięknie świeci słońce i są super warunki. Ja sam dzisiaj nie zdążę, żeby wsiąść na szosę na zewnątrz i wykorzystać tę chwilę ze słońcem, więc znowu wpadnie trenażer pomimo ładnej pogody. Mam swoją własną psychologiczną granicę – około 13 stopni. Poniżej 13 stopni już chyba nie chce mi się tak ubierać i wolę faktycznie wsiąść na trenażer.
Ostatnio to liczyłem: chyba już siedem lat, aż siedem zimowych sezonów jeżdżę na Zwifcie. Zakup mojego pierwszego trenażera to była jedna z najlepszych decyzji zakupowych w moim życiu – numer dwa zaraz po zakupie swojego pierwszego roweru szosowego. Uważam, że to narzędzie zimą po prostu nie ma wad.
Jedyna wada jest taka, że nie jeździsz na zewnątrz, nie trenujesz techniki jazdy, tylko siedzisz w czterech ścianach. Ktoś powie też, że to jest nudne, ale moim zdaniem wszystko zależy od tego, z jakiej platformy korzystasz i czy weźmiesz sobie stamtąd jakieś gotowe plany treningowe, żeby codziennie ta jazda nie wyglądała tak samo.
Z punktu widzenia osób, którym zależy na tym, żeby lepiej się czuć – zwłaszcza w takich okresach przejściowych – warto się po prostu porządnie zmęczyć. Wtedy produkujemy strasznie dużo endorfin, zauważamy, że spada apetyt, jakoś lepiej się zasypia, mamy w życiu cel, a nie tylko schemat praca-dom i oglądanie smutnych krajobrazów na zewnątrz, kiedy dzień jest bardzo krótki. Mam tak, że jak wsiądę wieczorem zimą na trenażer i zrobię sobie godzinny czy półtoragodzinny trening, potem jestem zupełnie innym człowiekiem. To w pewien sposób euforyzuje – bardzo podobnie jak bieganie. Rozumiem biegaczy, zwłaszcza tych biegających zimą na zewnątrz. Choć początkowo wydaje się to niekomfortowe, na mózg działa po prostu niesamowicie.
To głównie motywuje do regularności: samopoczucie, a po części oczywiście wygląd fizyczny, jeśli komuś zależy na tym, żeby nie przytyć. Nie będę Wam tutaj prawił o odchudzaniu, bo o tym już było i jeszcze będzie z naukowego punktu widzenia.
Moim zdaniem trenażer jest w stanie dać dwa razy więcej niż jazda na zewnątrz. Dlaczego? Ponieważ zazwyczaj jazda na trenażerze jest krótsza i bardziej skoncentrowana. Można wykorzystać ten czas na to, żeby robić rzeczy, które przygotują nas do wyzwań w kolejnym sezonie. Bardzo lubię jeździć pod górę na trenażerze, chociaż wiem, że to brzmi abstrakcyjnie. Łatwiej mi się skoncentrować na równym oddawaniu mocy, łatwiej jest przyzwyczaić nogi do cięższej pracy. Często jeżdżę na stojąco. Zwłaszcza gdy mieszkamy na płaskim terenie, w centralnej Polsce, wcale nie jest łatwo znaleźć podjazdy po 10–12%. Dużo zależy od tego, czy zdecydujesz się na trenażer, który realnie jest w stanie to odwzorować.
Kupując maszynkę za około 2000 zł – myślę o czymś takim, co sam mam, czyli np. Wahoo KICKR CORE – masz symulację właściwie prawie wszystkich podjazdów w Polsce (symuluje do około 16–17%). Jeśli ktoś nie miał okazji jeździć po pagórkowatym terenie, to jest super sposób na przygotowanie się do tego, żeby w przyszłym roku jeździć więcej po górach, wybrać się na południe Polski czy za granicę, albo przygotować się do zawodów wymagających sprawnego pokonywania podjazdów. Zjazdów na trenażerze człowiek się oczywiście nie nauczy – to jest ta wada, o której mówiłem, że nie ma to nic wspólnego z techniką jazdy na szosie.
Trenażer jest super do rozwijania takich umiejętności jak wydolność tlenowa i beztlenowa. Jest niesamowicie skutecznym spalaczem kalorii i codziennym zastrzykiem hormonów szczęścia – pod warunkiem, że robimy to regularnie. Bo to, co jesienią i zimą wydaje mi się najważniejsze, to właśnie regularność. Mam swój tygodniowy harmonogram, w którym np. w poniedziałki nie jeżdżę, ale we wszystkie inne dni mam zadany konkretny trening: jednego dnia podjazd pod górę na czas, potem dłuższa sesja tlenowa rozwijająca wytrzymałość, innym razem mocniejsze interwały, które pozwalają się wyszaleć i faktycznie wpływają na poprawę VO2max. Tę poprawę wydolności widać potem po kilku miesiącach zimowej jazdy, kiedy na wiosnę wychodzimy na zewnątrz.
Odbieram te wszystkie korzyści wypracowane w zimowych miesiącach. Jeżdżąc na zewnątrz w chłodzie nie zawsze chce się robić brutalne interwały. Tak samo słabo robi się na zewnątrz test FTP – najlepiej wykonać go na trenażerze, wykorzystując gotowe plany treningowe na Zwifcie czy Rouvy. Jest to połączone z zabawą i pozwala budować konsekwencję. Te aplikacje, choć czasami wydają się infantylne i gamingowe, są świetną metodą na budowanie nawyku.
Ten nawyk dotyczy nie tylko codziennej powtarzalności, ale ujęcia tego w harmonogram tygodniowy. Wiadomo, fajnie byłoby poświęcić więcej czasu, ale to zależy, ile kto ma wolnych chwil i jaką ma sytuację domową. Często nawet 2 godziny w tygodniu to jest super wynik – o niebo lepszy niż nierobienie niczego przez jesienne i zimowe wieczory. Bo po kilku miesiącach bezruchu orientujemy się, że straciliśmy nie tylko wydolność (którą da się odbudować), ale zaczynamy nowy sezon z bonusową wagą, np. 2–3 kilogramy na plusie. Do tego dochodzi osłabiona wydolność, nieprzyzwyczajone cztery litery, które na nowo muszą się zaadaptować do siodełka, odzwyczajone nogi i stracone okazje do wypracowania formy.
Oprócz jazdy po górach bardzo cenię sobie dłuższe, prawdziwie tlenowe jazdy w trybie ERG, który wymusza pedałowanie z określoną mocą przez określony czas. Do tego wszystkiego mam trenera Dawida, który kontroluje moje treningi i poziom zmęczenia. Współpraca z trenerem i realizowanie planu bardzo mnie motywuje. Często po prostu mi się nie chce, ale głupio mi się potem tłumaczyć, dlaczego czegoś nie zrobiłem – więc wsiadam i robię to dla świętego spokoju. I zawsze po 10 minutach, kiedy już siedzę na trenażerze, mówię sobie: „Jak dobrze, że się dzisiaj zdecydowałem!”. Choćbym był nie wiadomo jak zmęczony pracą umysłową przed treningiem, nigdy przez te 7 lat nie zdarzyła się sytuacja, żebym żałował, że wsiadłem na trenażer, albo żebym na wiosnę nie czuł z tego korzyści.
Trenażer to dla mnie także psychiczna odskocznia. Podczas treningu staram się skupić wyłącznie na jeździe. Nie zawsze mi się to w pełni udaje, ale zazwyczaj głowa odpoczywa – kiedy pracujesz intensywnie i leje się z Ciebie pot, mózg się wyłącza. Trudno wtedy myśleć o pracy i problemach. Jesteś tu i teraz w wirtualnym świecie i robisz coś wartościowego dla siebie. To jest dawka zdrowego egoizmu, która każdemu z nas się przydaje.
Oczywiście ktoś powie, że od trenażera o wiele lepszy jest rower bardziej uniwersalny niż szosa na okres jesienno-zimowy, odpowiednie ciuchy, bo przecież „nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania”. Pełna zgoda – w weekendy można pojeździć na zewnątrz, zwłaszcza że przy krótkim dniu właściwie tylko weekendy zostają do dyspozycji. Ale na trenażerze jest po prostu więcej okazji do jazdy, bo weekend nie zawsze musi być pogodny, a po pracy warunki na zewnątrz bywają obiektywnie niebezpieczne. Wielu kolarzy łączy to hybrydowo: gravel w weekendy, a w tygodniu trenażer. To świetny kompromis, który pozwala utrzymać rytm i konsekwencję.
Dla mnie de facto nie ma różnicy, jaki jest miesiąc – każdego miesiąca ruszam się dokładnie tyle samo. Godziny spędzone za kierownicą na zewnątrz w sezonie są oczywiście wyższe (obozy, wycieczki, ustawki), ale na trenażerze mniejszą ilość czasu rekompensuje wyższa intensywność. Wychodzi mi około 6 godzin intensywnej jazdy w tygodniu zimą wobec 10 godzin na zewnątrz latem. W okresie od połowy października do końca marca robię na trenażerze około 3–4 tysięcy kilometrów. Patrzenie na same kilometry bywa mylące, bo na trenażerze jeżdżę po górach – na 12-kilometrowym podjeździe pod Alpe d’Huez wykonuję pracę będącą ekwiwalentem 60 kilometrów na płaskim, wjeżdżając w 51 minut w trupa do odcięcia.
Pamiętam swoje dawne czasy sprzed 10 lat, kiedy nawet chodząc do klubów fitness zimą, gubiłem motywację. Konsekwencję tracimy wraz z ciepłymi dniami – to normalne, że kiedy dni są krótkie i ponure, człowiekowi się nie chce. Wpadamy w błędne koło: nie ruszam się, bo mi się nie chce; nie chce mi się, bo się nie ruszam. Jeśli ktoś ma gorszy, bardziej stresujący moment w życiu, to w połączeniu z brakiem ruchu i szarówką kumuluje się w kilkumiesięczny zjazd nastroju. Znam to doskonale po sobie.
Dlatego największą wartością aktywnego trybu życia jest dla mnie to, jak się czuję. O ile mniej jest tych gorszych dni, o ile bardziej jestem efektywny umysłowo w pracy i jak czuję się, kiedy schodzę z trenażera – problemy sprzed godziny nagle stają się o wiele mniejsze. Mocna jazda, choć bywa bolesna, robi najwięcej dobrego dla naszej głowy. Oczywiście z zachowaniem balansu, bo przetrenowanie przynosi odwrotny skutek. Warto korzystać z gotowych planów treningowych na platformach – one dbają o różnorodność, a różnorodność rozwija organizm i sprawia, że treningi nie są nudne.
Dziękuję Wam za to, że jesteście tutaj ze mną. Przypominam też o moim sklepie – dbam o to, żeby wszystko sprawnie funkcjonowało podczas moich wyjazdów i pracy zdalnej z Hiszpanii. Dziękuję za Wasze wsparcie i za to, że tworzymy tę społeczność!
Zapraszam do obejrzenia całego materiału wideo powyżej. Odwiedź mój sklep z odzieżą kolarską uszytą w Polsce: https://prawie.pro/sklep/


Na Rower
Koszulki kolarskie
Spodenki kolarskie
Bluzy kolarskie
Kurtki kolarskie
Skarpetki
Rękawiczki
Podkoszulki, potówki
Do Biegania
Nogawki, Rękawki, Ochraniacze
Na trenażer
Koszulki i kurtki biegowe
Dodatki
Książki i Audio
Czapki
Bidony
Koszulki i Bluzy Casual
Kawa
Kominy
Prawie.PRO Made in Poland
Koszulki kolarskie
Koszulka kolarska męska Prawie.PRO 350W. Czerwona
Koszulki kolarskie
Koszulka kolarska damska Prawie.PRO 350W. Czarna
Na Rower
Spodenki Kolarskie męskie Prawie.PRO 500W Cargo Gravel Czarne
659,99 złPierwotna cena wynosiła: 659,99 zł.629,99 złAktualna cena wynosi: 629,99 zł.Najniższa cena z 30 dni: 629,99 zł
Na Rower
3 Skarpetki kolarskie, do biegania Prawie.PRO 200W Białe Lewa + Prawa + Zapasowa
Koszulki kolarskie
Kombinezon Kolarski Prawie.PRO 500W Elastic Interface
Na Rower
Spodenki kolarskie damskie Prawie.PRO 350W. Czarne
Na Rower
Spodenki kolarskie męskie Prawie.PRO 300W. Czarne
TOP FB
Portfel Kolarski Prawie.PRO CORDURA® Granatowy
TOP FB
Czapka kolarska z daszkiem Prawie.PRO 300W Różowa PROsiak
Koszulki kolarskie
Koszulka kolarska męska Prawie.PRO 190W. Biała
Do Biegania
Kombinezon Triathlonowy męski Prawie.PRO Aero Polska
Bluzy kolarskie
Kurtka kolarska Prawie.PRO EDC Plus Zero Wind Unisex
YouTube Prawie.PROWszystie filmy
Przeczytaj również:
Pierwszy start bez pianki na triathlonie i trasa rowerowa przy 36 stopniach: Lotto Triathlon Energy Lidzbark 2019
Najczęstsze zaniedbania techniczne roweru: Stuki, luzy, ogumienie i napęd
B’TWIN TRIBAN 520: Dane techniczne, cena i opinie
Cube 120: Opine, Cena, Dane techniczne
Odchudzanie: Dlaczego śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia?