Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Bezwładność stresu i zmęczenia, a nasilenie nawrotów lęku i depresji (117)
Loading
/

Chcesz mnie wesprzeć? 🛍 Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://prawie.pro/pc/sklep/
📸 Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/
📸 Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro

Dzisiaj temat, który sobie zanotowałem bodajże pół roku temu, kiedy troszeczkę gorzej się czułem. I w notatniku wielkimi zwłaskami powstało zdanie: „Bezwładność stresu”. Bardzo krótkie, ale wymagające bardzo dużego rozwinięcia, zwłaszcza, w szczególności w przypadku osób takich jak ja, być może takich jak Ty, które to niekiedy właśnie walczą z gorszym samopoczuciem, tym psychicznym, z tymi momentami gorszymi.

Oczywiście słabszy moment w naszym życiu nie musi świadczyć o chorobie, to jest codzienność. Bo jeżeli byśmy mieli wychodzić z założenia, że wszystko zawsze jest constans, zawsze wszystko jest dobrze, nie ma żadnej sinusoidy, to dobre samopoczucie nie byłoby dobrym, a złe nie byłoby złym. I to jest w pełni normalne, że każdy z nas ma jakiś kryzys, można mieć gorszy dzień, można mieć gorszy tydzień, rok… I trzeba się nauczyć z tym żyć. Że nie zawsze musi być dobrze.

Ale niekiedy łatwiej jest walczyć z chwilami, z momentami tymi gorszymi wtedy, kiedy rozumie się ich genezę, przyczyny. Łatwiej się wtedy z tym pogodzić.

I ja zauważyłem u siebie taką prawidłowość, że jeżeli mam bardziej stresujący okres – ogółem, bez względu na to, czy to by była kwestia problemów osobistych, finansowych, zawodowych, czy jakieś nieszczęśliwe zdarzenie w naszym życiu – to jest to zasiewanie takich ziarenek, które później niestety bardzo często będą kiełkować. I tym nie należy być w zupełności zaskoczonym. Być może niekiedy jest to właśnie sposób do motywowania nas do tego, żeby naprawdę próbować zauważać pewne schematy, dzięki którym będziemy mogli unikać stresujących sytuacji.

Ja się przez cały czas w życiu tego uczę. Czasami nawet chyba, wydaje mi się, że za bardzo nadgorliwie robić dla świętego spokoju rzeczy, przez co w przyszłości być może będę miał właśnie więcej tego świętego spokoju. Ja tak miałem kiedyś w przeszłości chociażby z urzędem skarbowym, że zawsze wolałem się sześć razy upewnić, pięć razy policzyć, czy dobrze zapłaciłem wszystkie te podatki, niż potem niepotrzebnie stresować się tym, że przyjdzie jakiś polecony. I najczęściej przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie i to nie jest fajne. Bo to jest znowu właśnie wrzucanie kolejnego ziarenka, które potem znowu będzie kiełkować i będzie się mściło po kilku różnych tygodniach.

I właśnie najgorsze są te wszystkie kumulacje stresu. I zazwyczaj jest tak, że wtedy kiedy nie idzie w robocie, wtedy też zaczyna coś się sypać w domu, nie wiem, na treningu okazuje się, że już nie jesteś taki, jaki byłeś, byłaś dwa miesiące temu, jeszcze waga nie daj Bóg ci wzrośnie, albo ktoś powie coś nieprzyjemnego na jakimś rodzinnym spotkaniu… I wtedy człowiek po prostu nagle przekracza tę linię, poniżej której po prostu ma gorszy moment, gorszy okres. I jego występowanie będzie potem determinować być może twoje samopoczucie za dwa tygodnie. Albo wtedy, kiedy tak jak teraz – nagle przyjdzie jesień.

I spłacasz dług. Spłacasz dług wysiłku, ciągłego napięcia właśnie gorszym samopoczuciem. I wtedy, kiedy ja sobie to uświadomiłem, to okazuje się: „Ha, no tak!”. Też jednocześnie nie chodzi o to, żeby sobie samemu przepowiadać: „O, za chwilę będę czuć się gorzej, bo teraz mam stres, bo przebiegł mi właśnie ten czarny kot, więc teraz na pewno wydarzy się jakaś tragedia”. No nie, to też trzeba sobie moim zdaniem poukładać w głowie.

Ale mówię to głównie z tego względu, że musimy znajdować przez cały czas czas dla siebie, czyli trochę sobie higienizować tę codzienność. I ja bardzo… i właśnie mi się w tamtym tygodniu włączyły takie bezpieczniki, kiedy sobie pomyślałem: „Kurczę, za dużo pracowałem w tamtym tygodniu i muszę coś z tym zrobić, nawet jeżeli coś miałoby być niedopięte na ostatni guzik, to ja muszę… muszę wrócić do bardziej regularnego snu, muszę wrócić do właśnie tego dawkowania sobie roboty, mimo że wszystko teraz wydaje się najważniejsze i pilne”. To jednak nie – robota jest dużo mniej ważna niż ewentualne przyszłe konsekwencje wynikające z tego, że za dużo pracuję, a za mało czasu skupiam się na aktywną regenerację.

Aktywna regeneracja to nie chodzi mi tylko i wyłącznie o sport, ale aktywna regeneracja to jest także sen i pilnowanie tego naszego stałego harmonogramu. Bo bardzo wysoko stawiam sobie właśnie sen. Nie sprawdzam chorobliwie na zegarku, jak wyglądała moja ostatnia doba i jaki jest wynik tego snu, ale jest to jeden z takich czynników, który staram się kontrolować, wiedząc też, że urządzenia sportowe nie do końca zawsze muszą mieć rację, nie zawsze muszą prawidłowo zliczyć sen, wszystkie wybudzenia oraz to, w jakiej jesteś fazie. To są jeszcze urządzenia, kurczę, które potrafią się mylić. I teraz nawet ostatnio miałem okazję testować Apple Watcha, bo wkrótce przygotowuję się jak co roku do zrobienia takiego wideo, które mówi o zmianach chociażby w tym zegarku.

Ale nie ufam temu. Ufam bardziej swojemu własnemu rozsądkowi nie tylko wtedy, kiedy patrzę na elektronikę, ale również wtedy, kiedy po prostu dzieje się dużo wokół mnie. I też taką, wydaje mi się, ciekawą genezą mogą być chociażby wymagania rodzinne wobec nas samych, gdzie to co chwilę się orientujemy: „Kurczę, ode mnie cały czas ktoś coś chce i cały czas ktoś ode mnie czegoś oczekuje, a ja nie mam siły. I ja nie mogę wszystkim pomagać zawsze i nie zawsze muszę być na baczność. Czasami muszę stawiać sobie te granice”.

Ale nie mówię tego w stosunku tylko i wyłącznie do rodziny, bo czasami ktoś może być taki w pracy na przykład twojej – niezwykle atencyjny, wymagający bardzo dużo skupienia. To może być także toksyczny szef. I jemu też trzeba ustawić te granice, bo właśnie nie ma nic cenniejszego od zdrowia psychicznego i nie ma nic cenniejszego od zaoszczędzenia sobie kilku dni kryzysu, które są wywołane właśnie przez to, przez naszą służebność.

Owszem, trzeba być dobrym człowiekiem, trzeba być pomocnym, trzeba być dobrym, sumiennym pracownikiem, ale są pewne granice. Niewłasnym kosztem. Łatwo się mówi: „zmień robotę, zmień szefa”. Ale… ale nie stój bezczynnie, nie oczekuj właśnie tej kolejnej katastrofy, którą potem będzie trzeba w jakiś sposób odżałować, spłacić.

Bo ja też wielokrotnie już to spłacałem i już wielokrotnie sobie udowadniałem, że właśnie przez to, że ja nie byłem wystarczająco asertywny, przez to, że ja brałem całe obciążenie psychiczne czy też cały stres na siebie za wszystkich dookoła, potem ja na samym końcu zostawałem z tym wszystkim sam.

I to wydaje mi się, że jest cholernie ważne. Wszystko na rzecz tego, żeby nie budować sobie właśnie tej bezwładności stresu, zmęczenia, gdzie to orientujemy się, że po trzech tygodniach my jesteśmy kompletną dętką. Nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować i właśnie bardzo często w takich momentach jest, że zostaje się z tym samemu. Bo wtedy, kiedy byłaś pełna energii, byłeś pełen energii i rzucałeś się wszystkim do pomocy, to okazuje się, że jesteś niesamowicie lubiany, potrzebny. A wtedy, kiedy musisz się wycofać, bo nie jesteś w stanie funkcjonować w sposób normalny, bo po prostu masz zły moment, to człowiek bardzo często jest sam.

I to uczy trochę egoizmu. To uczy czasami stawiania siebie na pierwszym miejscu. Czy to jest zdroworozsądkowe? Jeżeli bierzemy te słowa, które mówię, w sposób w miarę racjonalny, wypośrodkowany, a nie zero-jedynkowy, to tak. Tylko ciężko jest to zrozumieć i naprawdę trzeba zaliczyć kilka mocnych uderzeń prosto w twarz od życia czy też od innych ludzi, żeby to zrozumieć.

Że ja muszę mieć swoje własne bezpieczniki, ja muszę mieć swoje czerwone linie, których nie mogę przekraczać. Poza oczywiście wyjątkowymi sytuacjami. Ale na co dzień nie mogę ich przekraczać i nie mogę być gąbką wszystkich wokoło, bo każda gąbka ma swoją pojemność, po przekroczeniu której zaczyna się z niej wylewać woda. I wszystkie złe emocje to jest właśnie ta woda, a gąbką jest nasz mózg, który ma ograniczoną pojemność. I to zawsze musi się wylać i ten dług zawsze będzie trzeba w swoim życiu spłacić.

Kiedy to człowiek chce, nie chce – musi zrobić krok wstecz, usunąć się gdzieś do cienia, poleżeć kilka dni w łóżku i to sobie wszystko wypłakać, albo nagle zacząć się na nowo dziwić, że wróciły mi ataki paniki, że znowu gorzej śpię, że nie potrafię pohamować u siebie apetytu, że do tego wszystkiego spada ogółem życiowa determinacja do robienia czegokolwiek, bo nagle odzywa się w tobie zapomniana już przez ostatnie miesiące czy też lata depresja, nerwica, stan ciągłego napięcia, z którym nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ale to jest właśnie kwestia konsekwencji tego, co się działo kilka tygodni temu na przykład.

I że to właśnie wtedy, kiedy mamy do czynienia ze stresem, ze zmęczeniem, wtedy trzeba myśleć o tym, co być może przez to wszystko wydarzy się za trzy tygodnie.

I ja właśnie staram się o tym myśleć. Dlatego praca nie jest najważniejsza, zwłaszcza w takich momentach, kiedy to u mnie pojawia się… nie wiem, pojawia się raz: taki perfekcjonizm, dwa: że lęk, tak jak w okresie jesiennym, że: „Kurczę, no to teraz sezon się kończy, to na pewno skończą mi się pieniądze, to się muszę zabezpieczyć na sześć razy, żeby teraz w tym okresie wszystko szło tak jak należy. Może poszukam błędów, może coś jeszcze poprawię, może zrobię dwa razy więcej treści, może coś…”.

Nie. Nie mogę pracować po 12 godzin, bo wiem, że właśnie pracuję na rzecz tego, że będę się gorzej czuć potem, że będę ten dług spłacać, że organizm mi się upomni o to. I bardzo podobnie jest w przypadku, nie wiem, chociażby przetrenowania. Bo to jest podobny mechanizm, tyle że taki w zupełności, w 100% fizyczny. Jeżeli przedobrzysz z ilością i intensywnością treningów, to masz o wiele większe szanse, że się rozchorujesz. Nie chciało ci się dzisiaj odpuścić treningu, to za trzy tygodnie albo za tydzień twój organizm położy cię przymusowo do łóżka i zamiast zwykłego przeziębienia będzie to angina.

Kurczę, no też tak nieraz miałem, przez to też trochę spokorniałem, wychodząc z założenia, że nie w każdym tygodniu muszę zrobić każdy jeden trening idealnie od linijki i nie w każdym tygodniu, i nie każdego dnia muszę zamknąć wszystkie kręgi. Bo czasami można przegapić pewne sygnały ostrzegawcze, czyli znowu przekroczyć w tym przypadku – ale fizycznie – pewne linie, które stawia nam nasz organizm, przez co układ odpornościowy też się poddaje.

A wtedy, kiedy przykładowo jesteśmy chorzy, to też trzeba zauważyć, że bardzo często jest tak, że nasza głowa też na tym cierpi.

Przepraszam, ale dokończę kawę, którą robię sobie już trzeci raz i za każdym razem mi stygła dzisiaj. Ale taki jest urok poniedziałków.

Dzisiaj właśnie z tym przesłaniem, z tą notatką… przesłaniem – jak to zabrzmiało! Dzisiaj właśnie z tą notatką i z tymi słowami chciałem powiedzieć nieco więcej ciepłego w stosunku do osób, które tak jak ja mają problem z asertywnością. Ja już trochę mniej, bo sobie to ćwiczę, tylko się nie da zrobić z dnia na dzień, to się trenuje przez lata. I czasami mi było też, nie ukrywam, wielokrotnie wstyd z tego powodu, że musiałem powiedzieć „nie”. Albo że musiałem się właśnie schować w cień, żeby to nie musieć się potem chować w cień nie z własnego wyboru, tylko ze względu na to, że moja głowa nie domaga.

Bo to jest paskudne uczucie: chcieć wyjść z cienia, ale nie móc. Myślę, że sporo osób, które mnie obserwują i które mnie znają, wiedzą jak to jest. Jest to paskudne.

Bardzo dziękuję. I do usłyszenia.

 

Prawie.PRO Made in Poland

(2) 274,99 zł
?
Druga -10%
(81) 94,90 zł
?
(2) 299,99 zł
?
(8) 399,59 zł
?
Druga -10%
(8) 99,99 zł
?
(3) 349,99 zł
?
(2) 349,00 zł
?
(16) 579,99 zł
?
Druga -10%
(31) 98,59 zł
?
Druga -10%
(21) 199,50 zł
?
(9) 597,59 zł
?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Bezwładność stresu i zmęczenia, a nasilenie nawrotów lęku i depresji (117)
Loading
/

Przeczytaj również: