Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Sprawianie sobie małych przyjemności. Co robić, aby unikać jedzenia i picia (35)
/

Dzisiaj o alternatywnych małych przyjemnościach zamiast rzucania się do lodówki. Szczęścia w niej nie znajdziemy. Wręcz przeciwnie. Gdzie ja znajduję ukojenie? Jeśli ten podcast okazał się dla Ciebie przydatny, a chcesz wesprzeć moją działalność to zapraszam do mojego sklepu na https://www.prawie.pro oraz Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/

Cześć.

Tutaj Leszek.

Wracam do nagrywania podcastów i już od pewnego czasu, przez myśl przewija mi się taki temat, do którego bardzo często wracacie w pytaniach wysyłanych do mnie, zarówno na Facebooku, jak i na Instagramie. Odpowiadam na swoich social mediach na Wasze pytania.

Jakiś czas temu mówiłem o tym, że jest to moja forma rekompensaty, albo sposobu odwdzięczenia się za to, że dzięki Prawie.PRO, i dzięki Wam, mogę się utrzymywać. To jest moja praca. Być może górnolotnie powiem, że nawet misja – wprowadzanie początkujących, albo tych, którzy mają jakieś wątpliwości, które ja potrafię rozwiać z perspektywy różnych swoich doświadczeń, choć oczywiście ktoś powie, że one nie są zbyt rozbudowane.

Tym tematem, tym podmiotem lirycznym jest alkohol, do którego wiele osób wraca, nie tylko w narracji kierowanej do mnie, ale także w swoim codziennym życiu.

Wielu z nas ma rytuały. Ja też je miałem. Celowo nie mówię tutaj o alkoholiźmie, bo to być może jeszcze nie jest taki etap, w którym należy bardzo głośno bić na alarm. To są właśnie, wspomniane już, nawyki. Podobnie, jak złym nawykiem może być, przykładowo, codzienne spożywanie słodyczy, podobnie może być spożywanie alkoholu podczas każdego letniego wieczoru, czy też każdego weekendu. Znam kilka osób, które mają tego typu problem. Ostatnio pisał do mnie chłopak, który powiedział, że rozpoczyna proces odchudzania i jakie ja bym mu dał, wypisane od myślników, rady dotyczące redukcji masy, tak, żeby mógł stracić do najbliższych wakacji, do najbliższego górskiego wyjazdu, te 10 kg. Ja mu napisałem w bardzo prosty sposób: słuchaj, odrzucasz wszystkie niepotrzebne węglowodany proste, odrzucasz alkohol a eliminując te dwie różne rzeczy, dochodzisz w pewnym momencie do wniosku, że musisz jeść zdecydowanie więcej warzyw. Ale co z tym alkoholem? Jeju, dlaczego alkohol NIE? Dlaczego mówisz, że nie piłeś przez pół roku w zupełności alkoholu, wtedy, kiedy byłeś na ostatniej prostej do wymarzonej sylwetki, albo wymarzonej wagi, bo sylwetka moja nie jest wymarzona – jeszcze. Alkohol, to jest bomba kaloryczna – musicie sobie uświadomić, że czysty etanol ma taką samą dawkę energii jak czysty tłuszcz. To jest dla mnie bardzo obrazowe. I wiem, że jedno piwo to jest 250 może 300 kalorii, ale jeżeli przemnożymy to razy 5, to w ciągu tygodnia spożywamy bardzo dużo tych kalorii. Już nie mówiąc o tym, że alkohol wzmacnia apetyt. Już nie mówiąc o tym, że mało, kto pije jedno piwo, nie mówiąc już o tym, że niektórzy w weekend wypijają 5 piw, albo robią 0,5 litra, bądź też wypijają wino a nie piwo, bo jest mniej kaloryczne. Owszem, jest mniej kaloryczne, ale o 50 – 100 kalorii? Nie da się, moim zdaniem, chudnąć bez odrzucenia właśnie tego nawyku, schematu picia alkoholu w sposób regularny, bez względu na to, czy pijemy raz w tygodniu do upadłego, czy trzy razy po troszku. Takie przynajmniej jest moje zdanie na ten temat.

Wiele osób zapomina o tym, że alkohol stoi u podstaw wszystkich zaburzeń dotyczących odżywiania się, nieprawidłowego wyglądy, czy też nadwagi – bo tego się nie liczy. Nie liczy się, bardzo często, kaloryczności samego alkoholu. Mówi się tylko, że piwo jest nieco bardziej kaloryczne, bo do tego dochodzą jeszcze węglowodany, które są zawarte, chociażby, w samym jęczmieniu, ale nie liczy się właśnie tego etanolu, który znajduje się w każdym jednym napoju alkoholowym, czy też w każdym jednym mocniejszym trunku. Moim zdaniem, można przez tydzień ładnie jeść, trzymać się diety, po to, żeby to potem w sobotę, albo w niedzielę, lub w piątek, po prostu, zniweczyć na jednej imprezie; wyzerować cały wysiłek, który ponosiliśmy od poniedziałku do czwartku, czy też do piątku. Z tego względu ja zrezygnowałem z alkoholu, i ja rezygnując z alkoholu zauważyłem, że mniej jem – po prostu, bo mi się nie włącza ta gastro faza, którą często przegapiamy w między czasie.

U mnie to wyglądało w taki sposób, że jeżeli były sprzyjające warunki pogodowe, to ja lubiłem sobie wieczorem właśnie napić się jakiegoś kraftowego piwa. Bardzo dużo osób mnie zresztą o to pytało: jak to było, że ty kolekcjonowałeś kapsle piw kraftowych i z dnia na dzień zrezygnowałeś z tego? Tak. Przestałem chodzić do sklepów specjalistycznych, zacząłem unikać w sklepach półek gdzie są rozstawione nowości kraftowe i dla mnie wypicie piwa, aktualnie, to jest wydarzenie, ale nie stały harmonogram. Owszem, pójdę na imprezę, ale pójdę na imprezę raz na trzy tygodnie, przykładowo, na której będzie znajdować się alkohol. Z drugiej strony oduczyłem się tego, że jak idę na imprezę, to ja muszę za każdym razem pić. Nie, to nie jest prawda – nie muszę za każdym razem pić. Ja nie miałem problemu z alkoholem, właśnie, jako samym alkoholem. Nie było moją motywacją, chociażby, poprawienie swojego samopoczucia, czy też rozluźnienie, bądź też ułatwianie zasypiania. Te rzeczy, o których Wam teraz mówię, czyli picie alkoholu dla lepszego samopoczucia albo picie alkoholu po to tylko, żeby się upić, jest już powodem do tego, żeby troszeczkę wszczynać alarm, moim zdaniem.

Rozmawiałem też z osobami, które, przykładowo, mówiły mi o tym, że już we wtorek planują w swojej głowie, co będą piły przez weekend. To, moim zdaniem, też nie jest w pełni normalna sytuacja. Tak samo, jak nie jest w pełni normalnym zachowaniem stawianie sobie jakichś postanowień, bo jeżeli stawiamy sobie postanowienia dotyczące tego, że teraz, przez półtora tygodnia nie piję, to znaczy, że już chyba mamy problem. Większość ludzi nie musi stawiać sobie postanowień nie picia alkoholu; po prostu go nie piją. To jest, moim zdaniem, już taki moment, który skłania nas do refleksji. Warto, po prostu, w tej sytuacji, zacząć się zastanawiać na tym, żyjąc w tym trybie, za 5 czy 10 lat, czy nie będziemy mieli naprawdę dosyć dużego problemu z alkoholem, jako alkoholem, którego nie będziemy pić dla smaku. To jest, moim zdaniem, drugie światło ostrzegawcze.

Jeżeli pijemy alkohol nie dla smaku, to, po co? Żeby coś odreagować? Moim zdaniem, niczego nie powinno się odreagowywać alkoholem, bo to znaczy, że mamy jakiś duży problem, który jest zakorzeniony gdzieś znacznie głębiej. Często ludzie, którzy cierpią na głęboko zakorzenioną depresję, problemy emocjonalne, niespełnienie, problemy nerwowe, ucieka właśnie w kierunku alkoholu. To jest ta ucieczka. A jest dużo alternatyw, w które można popłynąć, a nie będzie to alkohol. Z tego też względu, bardzo często na różnych filmach, a nawet w ramach swoich podcastów, mówiłem o tym, że często, osoby otyłe, stanowią odzwierciedlenie swojego stanu psychicznego. Nie wszyscy, ale często tak się zdarza – skąd to wiem? Wiem to po sobie i wiem to na podstawie kontaktu z naprawdę wieloma różnymi ludźmi, z wieloma różnymi problemami, które do mnie piszą. Okazuje się, że zajadamy, lub zapijamy coś. Bardzo dużo osób otyłych to nie są ludzie, którzy lubią, tylko i wyłącznie, jeść chipsy i stołować się tam, gdzie nie powinny. To są również osoby, które spożywają często, bardzo duże ilości alkoholu, albo spożywają go na tyle regularnie w niewielkich ilościach, że tych kalorii gromadzą, mimo wszystko, zbyt wiele, na przestrzeni czasu tygodni, miesięcy, lat. Ja to zauważyłem, w pewnym momencie, u siebie, że ja, swoje frustracje, niepowodzenia, głęboko zakorzeniony ból, odreagowuję jedzeniem i kupowaniem sobie piwa – codziennie, albo prawie codziennie. Pijąc jedno, dwa przed snem, dla rozluźnienia, albo dla rozwoju pasji, albo dla smaku, jednakże, w którymś momencie doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Pomimo tego, że miłośnicy piwa będą Wam mówili, że codziennie jedno piwo nie jest czymś złym, to ja, na przestrzeni ostatnich lat, doszedłem do wniosku, że to, co robiłem w przeszłości, jednak nie było do końca zdrowe i racjonalne. Ja wiem, że Czesi piją więcej od nas, Polaków, bo jest to, po prostu, zakorzenione u nich w ich kulturze, ale nie jest to, moim zdaniem, do końca zdrowe. Nie jest to OK. Tak samo lampka wina do obiadu we Włoszech, w Hiszpanii jest czymś w zupełności normalnym, ale jeżeli, wydaje mi się, byłbym Włochem, czy Hiszpanem, i chciałbym zdrowo żyć, to bym jednak z tego zrezygnował.

Wiem, że jestem troszeczkę zerojedynkowy, ale uważam, że zwłaszcza na etapie redukcji i brania się za siebie, warto jest, w ogóle, zrezygnować z tego alkoholu, bo ciężko jest wypić jedno piwo. Jak już otworzymy pierwszy kapsel, to za chwilę pojawi się drugi i pojawi się trzeci i to będzie te 900 kalorii w zupełności nam, do niczego niepotrzebnych, nawet po bardzo dużym wysiłku. Zawsze warto jest wytwarzać u siebie ten taki schemat nagradzania się akurat nie alkoholem. Pomyślmy o czymś innym. Ponieważ możemy właśnie samych siebie wsadzić na sanki, na których nie chcemy potem jechać. To bardzo szybko człowiekowi wchodzi w krew, właśnie ten, dokładnie przez cały czas powtarzany schemat. Bez względu na to, czy będzie to piwo, czy będzie to whisky wieczorem po ciężkim treningu, myślę, że po prostu – nie warto. O wiele fajniej jest sobie kupić tabliczkę czekolady czy zjeść orzeszki solone, które, OK, też nie są najzdrowszą rzeczą, na jaką się możemy zdecydować, ale alkohol nie musi być regularnym rytuałem. Nic się nie stanie, jeżeli będziemy pić raz na dwa lub trzy tygodnie jedno lub dwa piwa, ale cztery w tygodniu to już jest słabo, moim zdaniem. Może przesadzam, ale ja, dopóki tego nie zrozumiałem – nie chudłem, albo chudłem w sposób bardzo nieefektywny. Wtedy, kiedy stałem się troszeczkę, „księgowym” ilości wypijanych piw w swoim życiu, szło mi dużo lepiej – naprawdę. Dlatego, moim zdaniem, warto jest się zastanowić, czy nie mamy jakiegoś powtarzalnego schematu i ile tego alkoholu jest w naszym życiu oraz jak często o nim myślimy, bo być może, to jest tylko zasłona dymna, za którą znajdują się dużo poważniejsze problemy, od których, cały czas, nawet podświadomie, uciekamy. Fajnie jest rozwiązywać te problemy w inny sposób i odreagowywać je w zupełności inaczej. Proponuję zakup czegoś na rower, albo generalnie odreagowywanie swoich codziennych problemów poprzez sport, albo nagradzanie siebie w nieco inny sposób, niż jedzenie i picie.

Dziękuję Wam za dzisiaj i do usłyszenia już za tydzień na moim podcaście. Ich pełna lista teraz, także znajduje się na Prawie.PRO. Fajnie będzie, jeśli odwiedzisz mnie także na Instagramie albo na Facebooku.

Cześć.

Prawie.PRO Made in Poland

349,99 
349,99 
15,99 
-9%
39,99 
100,00 
279,99 
97,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Sprawianie sobie małych przyjemności. Co robić, aby unikać jedzenia i picia (35)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *