Mam tak, że lubię i nie lubię próbować nowych rzeczy. Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Dlatego niechętnie pewnego słonecznego dnia dosiadłem przełajówki, a konkretnie prototypowego egzemplarza nowego Krossa Vento CX 4.0.

Przesiadka z typowej szosy na taką maszynę początkowo nie zaskakuje aż tak bardzo. Na pierwszy rzut oka widzimy trochę inne, szersze, uterenowione opony Mitas X-Field 33C i napęd 1×11. Reszta niemal taka sama – podobna geometra aluminiowej ramy z karbonowym widelcem, kierownica typu baranek i nawet agresywna pozycja.

Większy dysonans poczułem dopiero po wyjechaniu taką konfiguracją na asfalt. Nagle okazuje się, że opory toczenia są dużo wyższe, inna jest też aerodynamika całego zestawu, a prędkości duuużo niższe niż w przypadku typowej szosy. Dlatego w głębi Leszka pomyślałem sobie, że taki rower jest bez sensu… a potem wjechałem na szuter…

W sumie to nie pamiętam kiedy ostatnio zboczyłem rowerem z asfaltu. To jakbym przekroczył jakiś portal i wpadł do innego świata. W pogoni za innymi bardzo szybko zacząłem przekonywać się o swoim braku techniki i odpowiedniej kondycji. Zdziwiłem się, że tutaj trzeba pracować nie tylko nogami, ale włączyć muszę także głowę, tors i ręce. Moje tętno, pomimo niskich prędkości szybko zaczęło zbliżać się do progu. Cholera. To stres czy brak przygotowania do jazdy po singlu?

Mam wrażenie, że odkryłem kolarstwo niejako na nowo. Zaczynam dostrzegać nowe możliwości jakie daje rower będący połączeniem szosy z terenówką. Po drodze już knułem plany na wykorzystanie tego typu sprzętu… Na tych wertepach obijały mi się pod głową myśli… a co by było jakby czymś takim jeździć zimą po śniegu? Jest to być może jakaś alternatywa dla trenażera i urozmaicenie tygodniowego planu treningowego, który można rozbudować o jazdę ogólnorozwojową. Tutaj w końcu pracuje o wiele więcej partii mięśniowych i doskonalimy także technikę. W ostateczności można też ćwiczyć bieganie z maszyną pod pachą. W końcu ten segment rowerów jest do tego stworzony.

W kwestii samego Kross Vento CX 4.0 ciężko silić mi się na coś w rodzaju testu tego roweru. Po pierwsze to egzemplarz prototypowy, po drugie jestem przełajową dziewicą, stąd wydawanie jakichkolwiek opinii byłoby niepoważne. Mogę za to stwierdzić, że Kross dość rozsądnie kalkuluje cenę tej maszyny. Za 6 000 zł mamy napęd SRAM będący mieszanką Apexa z Rivalem. Do tego oczywiście dwie tarcze typu Flat Mount, które trochę zaskoczyły mnie swoją bezwzględnością. Do tego aluminiowa rama z ergonomiczną rurą górną,  uzupełniona o kompozytowy widelec, co poprawia komfort jazdy.

Mój komfort psychiczny poprawiło przełamanie pierwszych lodów na przełaju i otworzyło moją głowę na szukanie nowych doznań, także poza szosą. Myślę, że sporadycznie, także poza sezonem fajnie będzie na czymś takim powalczyć w lesie, śniegu i błocie. XC daje możliwość bezkarnie się wyszaleć, ubrudzić, spocić i poprawić ogólną kondycję. Dzisiejsza wycieczka naprawdę dała mi sporo do myślenia… Pomyślę nad zakupem czegoś takiego. Zacznę od pedałów i butów. Tak, będę kompletować ten zestaw podobnie jak pierwszy komputer – kupując myszkę i klawiaturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *