Zapraszam do mojego wideo, w którym będzie subiektywnie o systemie bezdętkowym i dlaczego mi nie podszedł.

Jak przysporzyć sobie wiele wiadomości prywatnych na Instagramie albo Fejsie? Powiedzieć w poprzednim filmie, że świadomie i z ogromną ulgą zrezygnowałem z systemu bezdętkowego w rowerze szosowym. Dzisiaj wyjaśnię Wam dlaczego, moim zdaniem, to rozwiązanie jest po prostu beznadziejne.

Jeśli to wideo było dla Ciebie przydatne, a chcesz wesprzeć moją działalność to zapraszam do mojego sklepu na https://www.prawie.pro oraz Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/

Każdy z nas inaczej używa swojego roweru i pewnie miałby inne doświadczenia niż moje. Ja przejechałem niecałe 60 000 km na szosie z czego 1/4 mając koła i opony krzyczące wielkim napisem Tubless Ready. Skoro „ready”, to pomyślałem, że wywalę dętkę, zmienię opaskę wewnątrz opony i zainstaluje specjalne wentyle. Do tego całość zaleję mlekiem. Dlaczego? Ponieważ mówi się, że to rozwiązanie jest szybkie. Spadają opory toczenia, spada masa wirująca, a w razie przebicia nie trzeba wymieniać dętki. Mleko wszystko samo załata. Wystarczy je potem jedynie uzupełnić. Toż to jest przecież wspaniałe rozwiązanie, od lat stosowane z powodzeniem w MTB.

Po kilku tygodniach usłyszałem od jadących za mną, że coś się stało z moimi spodenkami. Są podejrzanie mokre od tyłu oraz w kroku. W pierwszej chwili przeraziłem się. Zadałem sobie pytanie, czy to już jest ten wiek, że tracę kontrolę? Nie. Okazało się, że przebiłem oponę a mleko pod wpływem siły odśrodkowej przyozdobiło mi dolną część garderoby całym swym jestestwem. Pojawiła się drobna dziura. Jakby szpilka wbita w moją nową bezdętkową, superszybką oponę za cenę jednej pary spodenek. Mleko jednak spełniło swoje zadanie. Sikało, ale uszczelniło kapcia. Na szczęście miałem ze sobą nabój i mogłem z powodzeniem po 10 minutach postoju uzupełnić ciśnienie. Jednak był to ogromny błąd. Ciśnienie zbyt drastycznie wzrosło, a korek utworzony z mleka wyleciał. W sumie spędziłem 40 minut nad rozprawką na temat wyższości szybkiej jazdy nad tempem uciekania mleka wraz z dwutlenkiem węgla, którego zaczyna mi już brakować.

Cudem jednak udało się dojechać do domu co chwilę się zatrzymując i sprawdzając czy oby na pewno opona została załatana. Udało się. Przebiłem oponę, nie posiadałem dętki, jednak dotarłem do mety. Prowizoryczna łatka stworzona przez bezglutenowe mleko mnie uratowała. Jednak co z tego, skoro po kilku dniach załatane miejsce znów zaczynało ciec, a ja tym razem zmarnotrawiłem kolejną dawkę mleka, które jest w podwójnej cenie benzyny.

Identyczna historia miała miejsce jeszcze 3 razy. Zmieniałem rodzaje uszczelniacza, przerobiłem prawie wszystko co było na rynku, stosowałem inne ciśnienie, pompowałem azotem, odświeżaczem z toalety, zmieniałem ciśnienia, konsultowałem się z różnymi mechanikami. Wynik był zawsze ten sam. Niewielka dziura to loteria. Zawsze wymaga to zatrzymania się i zmarnowania sporej liczby minut oraz stresu. Trzeba uważać z ciśnieniem. Raz trzymać oponę dziurą do góry, raz do dołu, potem zakręcić. Potem nie kręcić. Odmówić trzy koronki… Znajomi chcą jechać, a Wy się zastanawiacie co robić. A może na szybko założyć dętkę. No tak. Tylko trzeba zmienić wentyl i przedłużkę. Mieć klucz do wentyli. Gdzieś tu był w tym moim zasobniku… Znalazł się klucz, ale przydałyby się jeszcze kombinerki, bo wentyl zakleił się od mleka.

Zorientowałem się, że w razie dalszego wypadu i tak muszę wozić ze sobą dętkę, klucz do wentyli, różaniec oraz pompkę. Taką najzwyklejszą, bo nabój jest ryzykowny. Do tego okazuje się, że wentyle często zatykają się mlekiem i ich pompowanie jest niemożliwe. Raz na jakiś czas trzeba zawór wykręcić, przeczyścić np. uciętą linką hamulcową albo szprychą.  Tylko skąd wezmę linkę. WIEM. KUPIĘ LINKĘ I SZPRYCHĘ i będę ją wozić! Tylko trzeba uważać, aby nie uszkodzić opony. Najlepiej to byłoby ją zdjąć. A, no i na przyszłość uważać, aby parkując rower zawsze wentyl był odwrócony do góry nogami. Inaczej mleko nie będzie miało jak spłynąć. Trzeba też bardzo pilnować ciśnienia. Jak zostawicie koła na dłużej bez kontroli, to może się rozszczelnić a całe mleko jeszcze szybciej wyparować. Z kolei jeśli za dużo wrzucisz powietrza to okaże się, że podczas słonecznego dnia wewnętrzna opaska uszczelniająca nie wytrzyma i wszystko pójdzie w szprychy. Wiem coś o tym.

Miało być tak cudownie. Wyższe prędkości, lepszy komfort, niezawodność i święty spokój. Okazało się, że jest gorzej niż z szytkami. Mój pech, brak umiejętności mechanicznych i sposób eksploatacji sprawił, że znienawidziłem bezdętki. Gdy ktoś mnie pyta co wybrać mówię, że i tak jadąc gdzieś dalej, niż wokół komina, będzie trzeba zabrać dętkę. W zwykłym systemie po 10 minutach jesteście gotowi do dalszej jazdy po złapaniu kapcia. W przypadku tublessa, bierzecie udział w loterii narażając się na większe koszty i dodatkowo więcej zmarnowanego czasu na troski. Mleko i bezdętka jest spoko, ale w MTB. Z zalet tego systemu, w przypadku szosy, moim zdaniem, zgadza się jedynie komfort tłumienia nierówności. Szczerze? To już lepiej założyć kapcia 28C. Ja tak zrobiłem. Aktualnie jeżdżę na nieco szerszej oponie i ciśnieniu 6.5 atmosfery. Nie czuję większych oporów toczenia, za to łatwiej znieść wszelkie dziury.

 Dużo więcej w wideo, do którego obejrzenia serdecznie zapraszam.

Prawie.PRO Made in Poland

-9%
299,00 
16,99 
328,99 
-43%
Koniec serii
89,99 
349,99 
-9%
299,99 
-13%
69,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *