Jeśli to wideo było dla Ciebie przydatne i chcesz wesprzeć moją działalność, to zapraszam do mojego sklepu:  https://www.prawie.pro  na mój Instagram:  https://www.instagram.com/prawie_pro/ lub Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/  a także do zakupu mojej książki: https://www.empik.com/prawie-pro-wygraj-siebie-lech-sledzinski,p1320924407,ksiazka-p

Zapraszam do mojego wideo, w którym będzie o strachu i niespodziewanych okolicznościach pomagających go pokonać.

To nie jest opowieść o triathlonie. Nawet nie o sporcie.

Podmiotem lirycznym są: słabości każdego z nas, strach, unikanie konfrontacji z problemami, rola drugiego człowieka w naszym życiu, poczucie wsparcia, które jest w stanie sprawić, że każdy z nas będzie mógł zmierzyć się nawet z najczarniejszą traumą. Czasem słyszę, że moje emocjonalność jest niemęska, nudna, monotonna. Ale jeśli taki właśnie jestem? Jeśli nie umiem i nie chcę udawać macho niepewnie stojąc na ziemi? Jeśli wiem, że mówienie o problemach prowokuje innych do poszukiwania analogii w swoim życiu?

Tak rozpoczyna się historia zawodów, które zapamiętam do końca swojego życia.

Start wypada w momencie dla mnie szczególnym. Gdy forma fizyczna okazuje się nieistotna a samopoczucie psychiczne ma o wiele większe znaczenie. Nie wszyscy mnie znają. Nie każdy zna moją genezę. Jestem sportowcem – amatorem z problemami. Moim głównym była wieloletnia depresja i zaburzenia lękowe towarzyszące mi od 14 lat, które w gorszych chwilach wracają. Są dni, gdy staję się bezbronny względem prostych wyzwań, jak choćby pływanie po otwartym akwenie. Mój mózg źle interpretuje bodźce. Włącza się paniczny strach, który można porównać do pozostawienia mnie samego na szczycie wysokiego na 400 metrów masztu bez możliwości zejścia z niego. Włącza mi się mechanizm ucieczki, który jest niebezpieczny.

Dlaczego boję się tak bardzo wody? Ponieważ w 2017 roku topiłem się we Włoszech w miejscowości Pesaro, gdy bez asekuracji wypłynąłem 1000 metrów od brzegu(!) Tam po raz pierwszy doświadczyłem ataku paniki w wodzie. Od tego czasu walczę, celowo eksponując siebie na lęk. Tak bardzo chcę się go pozbyć, tak bardzo chcę uprawiać triathlon. Tak mocno chcę ćwiczyć swój charakter uodparniając się na strach, by lepiej sobie radzić ze wszystkimi innymi problemami.

Dzisiaj jednak staję przed ścianą; na rozgrzewce pływackiej dopada mnie pierwszy silny atak. Uciekam z wody. Uciekam! Są 3 minuty do startu a ja jestem już wykończony. Zgłaszam się jako ostatni do organizatora oświadczając swoją decyzję. Pierwszy raz w życiu rezygnuję ze startu. Nie dam rady. Są momenty, kiedy trzeba dostać kopa w dupę, gdy ktoś musi wziąć Cię za ramię i przeciągnąć na drugą stronę. Skutecznie.

Dostając wsparcie od drugiego człowieka można przezwyciężyć wszystko!

Dlatego tak strasznie ważne jest, by nie zakładać maski, by nie udawać że wszystko jest dobrze, gdy jest dokładnie odwrotnie. Ja to zrobiłem. Pomimo niewytłumaczalnej fobii. Dla mnie największymi demonami w życiu jest odrzucenie, brak akceptacji albo właśnie WODA. Przezwyciężając ją, damy radę poradzić sobie z całą resztą zmartwień – wystarczy za podmiot podstawić dowolny inny życiowy problem. Stawienie jemu czoła okaże się najlepszą decyzją. Tak było w tym przypadku. 11 minut i po problemie. Pozostaje niesamowita radość i satysfakcja. Reszta to bułka z masłem.

Na ujęciach od Czarka i Milana wbiegam do strefy zmian, zdejmuję piankę i wsiadam na rower. Wiem, że to może głupie, ale w tym słowie „DZIĘKUJĘ”, kryje się bardzo dużo mojej wdzięczności, że ktoś mi kibicuje. Tak, jestem nadwrażliwy. Te kilka słów nieadekwatnie dodaje mi mocy i wiary w samego siebie. Jednak dość użalania się. Dla mnie esencją zawsze będzie rower. Jazda na czas to jest to co kocham najbardziej. Dla niej mogę się topić w wodzie i rzygać na biegu. Dzisiaj czuję wyraźne zmęczenie. Pokazuje mi to moje tętno. Bardzo wysokie jak na tę moc. Nie pomaga też wiatr na pierwszych kilometrach. Jednak na powrocie udaje mi się nieco nadrobić, zbić puls i oszczędzać energię na bieg.

Przejechanie 22 km zajęło mi 35 minut z prędkością 38,4 generując średnio 255 W. Było to prawie maksimum na jakie było mnie stać. Pozostawiłem sobie rezerwę na okoliczność biegu na dystansie 5.5 km. Odbębniłem go poniżej oczekiwań, bo powyżej 25 minut. Nie zwalam na podbiegi, ani upadł. Po prostu zabrakło mi już mocy, jednak obiecuję się poprawić następnym razem w Katowicach, mniej tracąc sił na strach.

Sport i ten kanał uczy mnie akceptować samego siebie jakim jestem. Jestem pierdolnięty i dobrze mi z tym. Odnajduję w tym ogromną radość; w pokonywaniu słabości, w docenianiu każdego, najmniejszego nawet gestu wsparcia, z poznawania wspaniałych ludzi. Dzielę się problemami mając satysfakcję z tego, że mogę pokazywać innym, że nie są sami, bez względu na to kto z czym walczy.

Trzeba tylko zacząć próbować, a na pewno się uda!

Dużo więcej w wideo, do którego obejrzenia serdecznie zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.