Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Nie mam czasu na sport i odchudzanie. O łączeniu pracy ze sportem (7)
/

Nie mam czasu na sport i odchudzanie – to najczęściej powtarzana fraza osób otyłych. Jak często jest to bezmyślnie powtarzana wymówka? Naprawdę nie masz 40 minut dziennie?

Chcesz wesprzeć moją działalność? Możesz to zrobić wybierając moją odzież made in Poland na https://prawie.pro. Obserwuj mnie również na Instagramie: https://www.instagram.com/prawie_pro

Cześć.

Tutaj Leszek.

Dzisiaj o łączeniu sportu z pracą, czyli tzw. nie mam czasu. Już wielokrotnie na ten temat się wypowiadałem, przy okazji różnych wideo na You Tubie, do którego odsyłam. Zachęcam Was także do tego, żebyście odwiedzili mnie i obserwowali na Instagramie, to, tak jak Wam też już kiedyś wspominałem, bardzo mi pomaga w rozwoju, i nowym sposobie na życie, i w tym, żeby kiedyś to, co zrobię w najbliższej przyszłości, właśnie było moją jedyną pracą. Łączenie sportu z pracą – chyba nie ma niczego lepszego.

Większość z nas amatorów, nie ma możliwości skupienia się tylko i wyłącznie na sporcie. Każdy z nas z czegoś musi żyć. Podejrzewam, że większość z nas ma na koncie jakieś kredyty, i niestety praca okazuje się dla nas priorytetem, choć tego nie chcemy, podobnie zresztą jest z rodziną, ale w tym wszystkim, wydaje mi się, że powinniśmy znaleźć czas dla siebie. Sport może być taką enklawą, do którego nie będziemy raczej nikogo wpuszczać. Wszystko pod warunkiem, że nie zabraknie nam determinacji do tego, żeby naprawdę uprawiać ten sport, albo naprawdę odmienić swoje życie, albo żeby naprawdę schudnąć, albo żeby poprawić swoją wydolność, być może w przyszłości nie zachorować na chorobę wieńcową, nie mieć wylewu albo też cukrzycy.

To jest bardzo podstawowe pytanie; czy masz cel? Jeżeli masz cel i szukasz tej motywacji, determinacji do uprawiania sportu, to myślę, że mimo wszystko znajdziesz czas na ten sport i łączenie sportu z pracą nie będzie tak trudne i to jest kwestia najbardziej podstawowa.

Drugie zagadnienie to jest posiadanie własnego rytmu treningowego. Ja wielokrotnie wychodzę z pracy, przykładowo o godzinie 20. Wielokrotnie wychodzę o godzinie 19. W szczycie sezonu letniego zdarza się tak, że wychodzę z roboty o 16.00, czy o 15.30, robię trening i z powrotem wracam do biura. Na szczęście mam taką możliwość. Podejrzewam, że nie każdy z Was ma, choć jakby pogadać z szefem, a nasz tryb pracy jest typowo zadaniowy, to być może nie miałby nic przeciwko temu. Oczywiście do tego dochodzi także, w wielu przypadkach przedszkole, że trzeba odebrać malucha albo trzeba go wręcz zawieźć, ale wydaje mi się, że czasami można się dzielić tymi obowiązkami deklarując jasno i czytelnie, że środy, piątki oraz niedziele to są dni, kiedy ja potrzebuję godziny dla siebie po to, żeby uprawiać sport.  Wydaje mi się, że jest mądrze prowadzić wszelkiego rodzaju kalendarze treningowe, chociażby w głowie, po to, żeby organizować sobie życie w taki sposób, żeby ten czas na sport znaleźć. W większości przypadków ludzie, którzy mówią, że nie mają na to czasu, tylko mówią, i muszą bardzo długo przekonywać samego siebie do tego, że to jest bardzo wygodny slogan: NIE MAM CZASU.

Znam ludzi, którzy naprawdę nie mają czasu i jakby spędzić jeden dzień z nimi, to myślę, że większość z osób, które mówią, że nie mają 30 czy 40 min. dziennie na uprawianie sportu, zmienią swoje zdanie. To są obiektywne przyczyny, albo obiektywny tryb życia, czy prowadzenia własnego biznesu, który uniemożliwia robienie czegokolwiek innego, przynajmniej w tygodniu. Naprawdę znam ludzi, którzy pracują po 16 godzin na dobę, przez cały czas będąc w biegu pomiędzy samochodem, samolotem a siedzibą własnej firmy. Tak, tutaj też jest ciężko. Jednak mimo wszystko ja, w bardzo wielu przypadkach też bym mógł powiedzieć, że nie mam czasu. Prowadzę dwie firmy. Bardzo dużo rzeczy jest na mojej głowie i bardzo często wychodząc z tej roboty, nie mam siły kompletnie na nic – nie fizycznie – psychicznie, bo czuję się tak zdołowany albo tak zmęczony walką z wiatrakami, z różnymi klientami, którzy mają różne dni, którzy płacą albo nie płacą, gdzie to trzeba walczyć z papierami, urzędami skarbowymi, organizować sesje zdjęciowe, być w plenerze kilkanaście godzin, albo wyjechać na drugi koniec świata. Nie wiem czy Was to zmotywuje, nie odbierajcie tego absolutnie, jako sposób na tanie przechwalanie się, ale nawet, jeżeli wyjeżdżam w delegację to zawsze coś robię. Zabieram ze sobą chociażby buty do biegania i stój i tam na miejscu, wtedy, kiedy inni zaczynają jeść kolację i pić piwo podczas wieczornego party, ja poprzedzam to wszystko, przykładowo, godziną biegania. Jeszcze nie opublikowałem tego odcinka, ale mam w zanadrzu wideo z Teneryfy, gdzie Wam właśnie pokazuję to, jak wygląda moja delegacja, i że nie zawsze, ale najczęściej coś robię będąc tam na miejscu w delegacji. Wychodzę z założenia, że te pół godziny lub godzinę dziennie, jeżeli chcę, jeżeli bardzo się zepnę, jeżeli sobie wszystko poukładam i zorganizuję to znajdę.

Tak jest też w większości przypadków. To nie jest kwestia braku czasu. To jest wygodna wymówka, bo jeżeli jest determinacja i są chęci to 90% z nas, mówiących, że nie ma na to czasu, znajdzie go. Wiele jest takich, z resztą, sytuacji w moim życiu, gdzie ja mam ułożony kalendarz treningowy. Trenuję średnio 6 dni w tygodniu, czasami jest to 6 treningów, czasami jest to 8 a czasami też 9, i zwłaszcza w sezonie startowym, mam bardzo duży problem ze zorganizowaniem swojego życia w taki sposób, żeby zrobić to, co chcę zrobić, ale, z czym to się wiąże? Z tym, że czasami przyjdę wcześniej do pracy, czasami dłużej posiedzę jednego dnia, po to, żeby następnego sobie odebrać, tak jakby, dodatkową godzinę wolnego, czasami jest tak, że troszeczkę popracuję z domu po godzinach albo właśnie wracam po treningu z powrotem jeszcze do roboty, żeby coś tam nadgonić. W innym przypadku mógłbym powiedzieć, że nie mam na to czasu. Tak samo o 20, będąc w domu, czy o 21 wychodząc z roboty, teoretycznie też mi się nie chce, ale dzisiaj to już funkcjonuje u mnie na takim etapie, że ja nie słyszę już tego „nie chce mi się”, bo mam tak głęboko zakorzeniony odruch i rytm treningowy, że po prostu robię to, co mam robić bez zastanawiania się wręcz. Mam postawiony jakiś cel, tygodniowy, miesięczny, półroczny i roczny i po kolei każdy z nich realizuję, choćby się waliło i paliło.

Rzecz jasna, są przyczyny obiektywne, które nie będą sprzyjały układaniu czy też realizacji planu treningowego; jest to choroba, są to ewentualne kontuzje, są to sytuacje, wtedy, kiedy organizm broni się, żeby za wszelką cenę czegoś nie robić; to jest, przykładowo etap, kiedy zaczyna łapać nas jakaś infekcja. W takiej sytuacji możemy się tylko dobić, bo organizm w rzeczywistości manifestuje: ej daj mi spokój, potrzebuję sporo energii, żeby móc walczyć z wirusami, czy też bakteriami. Są właśnie kwestie związane z naszym zdrowiem, chociażby to fizycznym, gdzie to czujemy się przetrenowani; masaż i rolka nie pomogła, jest ryzyko, że zrobimy sobie krzywdę – wtedy też należy odpuścić, bo wszystko jest, tak mi się wydaje, kwestią zdroworozsądkowości. Nie możemy przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Ja czasami łapię siebie na tym, że faktycznie nie daje sobie odpowiedniej dozy regeneracji, ale jest to też po części związane z tym, że uprawiając sport, dużo lepiej się czuję. Czasami są takie dni, kiedy jestem przytłoczony, kiedy jestem zestresowany i wiem, że pomimo tego, że nie powinienem dzisiaj trenować, to lekko, ale jednak coś zrobię.

Odruchem moim właśnie też jest kompaktowanie, zippowanie pracy, czyli danie sobie 3 – 4 godzin, gdzie mówię sobie, że nie zajmuję się absolutnie niczym tylko raz ciach załatwiam temat i po temacie, odhaczam wszystko. Skupiam się, tak jakby dwukrotnie pracując trochę szybciej, być może czasem mniej dokładnie, ale udaje mi się wyjść z pracy wtedy, kiedy chcę. Rzecz jasna, pojawiają się czasami telefony, które mi zakłócają mój tryb funkcjonowania i się okazuje, że zamiast wyjść o 18.00 wyjdę o 18.30 – no trudno, czasami się to zdarza.

Bardzo pomocne, w tym wszystkim, o czym Wam mówię, są właśnie te krótkodystansowe cele. Krótkodystansowym celem może być chociażby cel tygodniowy. Są już dziś, współcześnie, różnego rodzaju aplikacje, które współpracują z zegarkiem sportowym, bądź też z telefonem, i mamy w nich konkretne zadania do wykonania, albo konkretne limity. Dla mnie takim limitem, niezmiennym od roku, jest przejechanie 210 km tygodniowo +/–. W przypadku roweru to nie jest wszystko. Bardziej powinienem tu liczyć czas, bo czasami jeżdżę po górach, czasami jeżdżę po płaskim, czasami biorę udział w jakichś ustawkach, gdzie to okazuje się, że tych kilometrów leci dużo więcej niż powinno niewspółmiernie do ilości wysiłku. To samo tyczy się biegania, to samo powinno się u mnie tyczyć również basenu, ale przyznam Wam szczerze, że odpoczywam, przynajmniej mentalnie, od pływania, którego po prostu nie lubię, ale obiecuję się wkrótce zmotywować sam do tego, żeby nieco więcej pływać, żeby nie tylko kształtować sylwetkę, ale także przygotowywać się do sezonu 2020. I to jest właśnie cel taki średniodystansowy, który przez cały czas mam gdzieś tam w głowie, i który też mnie motywuje do tego, żeby stale, i w poście i w karnawale, trenować i ten czas znajdować.

Także podsumowując. Kwestia nr 1 to jest determinacja. Jeżeli jest determinacja i jeżeli jest motywacja, to 90% z nas, mówiących, że nie ma czasu znajdzie go, bo 40 min. dziennie znaleźć to w większości przypadków nie jest absolutnie problem. Kwestia nr 2 to jest odpowiednia organizacja pracy a także życia rodzinnego, czasami również pomoc innych współdomowników w tym, żebyśmy mieli możliwość posiadania czasu dla siebie. Kwestia nr 3 to są, wcześniej wspomniane cele tygodniowe, długofalowe i średniofalowe, z których będziemy samych siebie rozliczać – to jest bardzo istotne.

W tym wszystkim może tez nam pomóc, wydaje mi się, trener albo różnego rodzaju plany treningowe, które są dostępne licznie w Internecie, bo to daje nam poczucie wypełnienia jakiejś misji i buduje u nas znów, tę konsekwencję i determinację, i dużo łatwiej, tak mi się wydaje, jest w takiej sytuacji, kiedy jesteśmy sami ze sobą, albo z trenerem umówieni na coś. Wtedy czas musimy znaleźć, bo przed nami jest jakiś cel i to jest, wydaje mi się, najistotniejsze. A rezultaty tego wszystkiego, o czym Wam mówię; w większości przypadków to będzie na pewno redukcja masy i wierzę, że spora część z Was słucha mnie oraz ogląda, ponieważ wiecie jak kiedyś wyglądałem a jak wyglądam teraz, nr 2 to jest zdrowie a nr 3 to jest nasze samopoczucie. Ostatnim punktem będzie ogromna satysfakcja z tego, że coś robimy, robimy to stale i cieszymy się z każdego najmniejszego sukcesu. Mamy swoją własną ostoję, swoją własną enklawę, swój własny świat, w którym działamy tylko i wyłącznie dla samych siebie – nie dla innych – dla samych siebie i dla własnej potężnej radości z uprawiania sportu, której życzę.

Dzięki.

Cześć.

Prawie.PRO Made in Poland

-15%
279,99 
399,00 
-6%
299,99 
297,00 
549,00 
0,00 
39,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Nie mam czasu na sport i odchudzanie. O łączeniu pracy ze sportem (7)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.