Jednak po kolei. Co to jest ten duathlon. To zawody na ktorych się najpierw biegnie, potem jedzie na rowerze i potem znów biegnie. Wszystko to robi się na czas włącznie z przebieraniem butów i odkładaniem wszystkiego na miejsce.

Jednak broń boże nie zrozumcie, że mam lekceważące podejście. Trema oczywiście jest. Jednak czasami trzeba umówić się z samym sobą, że dzisiaj robię wszystko, ale na 80% swoich możliwości. Tym bardziej, że nie czuję się do końca zregenerowany. Błędem moim zdaniem jest ciśnięcie zawsze na maksa, bo robi się to kosztem kolejnych zawodów, albo kolejnych kilometrów. 

Dlatego pierwszy bieg 5 km po lesie zrobiłem delikatnie zwracając uwagę na lewą nogę, która ostatnio trochę zaczęła dawać o sobie znać. Tym chyba się najbardziej stresowałem. Jednak o dziwo dałem radę trzymać tempo 4:30 na kilometr i po 24 minutach byłem w strefie zmian po rower.

Do przejechania było około 22 km. Mówię około, bo jak to podczas pierwszego w sezonie startu coś nie pykło. Konkretnie zegarek się zwiesił i nie zarejestrował pierwszego kółka. To mnie zdekoncentrowało i przypomniało, że prócz sprzętu liczy się przede wszystkim zabawa i jakość treningu. Z drugiej strony wiem, że to może być trochę demotywujące. 

Tak swoją drogą dzień wcześniej ducha wyzionął mi Garmin Virb – to taka kamera, która miała bezpośrednie połączenie z pomiarem mocy, tętna i GPSem. Na kilkanaście godzin przed startem szukałem jeszcze alternatywy w galerii handlowej i powitałem na pokładzie roweru GoPro oraz nowe oprogramowanie do nanoszenia tych wszystkich wskazań bezpośrednio na ten materiał. 

Znów się potwierdza teoria, że wszystko należy sprawdzać dwa razy oraz mieć dystans do sprzętu, który w każdej chwili może zepsuć nam wszystkie przygotowania dokładnie w dniu zawodów.

Dlatego jeszcze raz to powiem. Zawody to zabawa. Jeden mogą mieć wyższy priorytet, drugie niższe, jednak najważniejsza jest świadomość, że to ma przynosić nam radość. A żeby tak było, trzeba nieco umieć się zdystansować, co na początku nie jest nigdy łatwe. Jednak z czasem człowiek uczy się mieć gdzieś to jak wygląda, jak wyglądają inni, jaki ma się czas, tempo czy rower pod tyłkiem. 

W Katowicach jak na większości imprez jest pełen przekrój Zawodników. Od debiutantów z nadwagą po prawie profesjonalistów. Jedni tutaj biją rekordy, inni nie mają kompletnie żadnych celów, są też tacy, którzy po prostu chcą zrobić sobie test po sezonie zimowym na trenażerze. 

To co najbardziej dla mnie nietypowe na tej imprezie to konwencja jazdy na rowerze z draftingiem. Normalnie na dua i triathlonie są dozwolone rowery czasowe i obowiązuje zakaz jazdy na kole, egzekwowany żółtymi i czerwonymi kartkami. Z dwóch powodów. Po pierwsze bezpieczeństwo uczestników jadących na lemondkach bez dostępu do hamulców a po drugie indywidualność wyniku. 

Na początku uważałem, że zawody tego typu z jazdą na kole są bez sensu, jednak teraz rozumiem dlaczego tak jest w Katowicach. Po prostu sa tak małe pętle, że i tak jadąc na rowerze do jazdy czas nie dałoby się uzyskać odpowiedniej separacji. 

Stąd tutaj jazda zespołowa. Większość zawodników dobrała się w niewielkie grupy i dzielili pracą. Ja trafiłem na super zespół, który dogadał się bez słów. Co chwilkę dostawałem zmianę, był czas na odpoczynek, przez co charakter tego roweru był nieco bardziej interwałowy. Super trening nie tylko nóg, ale też techniki jazdy w grupie, techniki pokonywania nawrotów, sprintów tuż za nimi. Naprawdę świetna zabawa i każdy mógł liczyć na wsparcie innych zawodników. Każdy znalazł też peleton dopasowany do swojego tempa. Polecam Wam na przyszly rok tę imprezę pod względem rowerowym, choć nie tylko.

Bo po tych bodaj 8 pętlach znowu trzeba zostawić rower w strefie zmian, przebrać się i lecieć finałowe 3 km. Tutaj też oczywiście nie obyło się bez kłopotów z zegarkiem.  Tętno 220? Jasne. Tak właśnie działa pomiar nadgarstkowy. Moje absolutnie życiowe maksimum to było 200 podczas bicia rekordu na 5 km. Znow -. Dystans do danych i elektroniki podczas biegu. Jeszcze 4 lata temu widząc coś takiego zatrzymałbym się, dostał ataku hipochondrii, biegunki i krzyczał o pomoc.

Po prostu zegarek tak się zwiesił, że przestał widzieć pomiar z klatki piersiowej i przełączył się na pomiar z ręki. Ten wskazuje absurdalne wartości kiedy macie np. spocone przedramię albo za luźny pasek. 

Jednak to pół biedy. Gorzej jak zdecydujecie się przed startem na zjedzenie czegoś czego nie powinniście. Na przykład jajecznicy. Wiedziałem, że to błąd, już kiedyś go popełniłem. A dziś znowu dałem się skusić i problemy gotowe. W pewnym momencie pojawia się taki skurcz brzucha, że człowiekowi ciężko biec inaczej jak będąc skulonym. W tym momencie zatrzymałem się na 20 sekund aby przemyśleć strategię. Albo to przejdzie, albo będę zmuszony przy 8 stopniach wejść do wody i przymusowo zrezygnować z duathlonu na rzecz odwróconego triathlonu. Aż mi się przypomniał dziesięciokilometrowy Bieg Powstania Warszawskiego na dzień po zjedzeniu przysmaków kuchni indyjskiej. Podczas inscenizacji, strzałów w tunelu Wisłostrady stawałem z 5 razy zastanawiając się jak brązowe mam oczy. Nic co ludzkie nie jest mi obce. To się zdarzyć może każdemu. 

Dziś na szczęście szybko skurcze przeszły. Krótka przerwa bardzo pomogła i dalej było już tylko lepiej. Finalnie na mecie byłem po 74 minutach oraz 58 sekundach i to bez konieczności morsowania. Tegoroczny debiut zaliczony, kolejne doświadczenia zmagazynowane w mej głowie. Czas słaby, ale humor dobry. 

Pamiętać trzeba, że clou amatorskich zawodów jest po prostu zabawa i posiadanie celu. Dla tych chwil warto być aktywnym także zimą, zwracać uwagę na jedzenie, wagę, być nieco bardziej zdyscyplinowanym i zorganizowanym. Nie ma kompletnie sensu myśleć o tym co pomyślą sobie inni jak popełnimy jakiś błąd albo będziemy mieć słaby czas. Nigdy się nie spotkałem z czymś takim. No może poza jednym wiejskim wyścigiem na który przyszło kilka osób z wackiem o długości 5 cm max. 

Ale to było naprawdę raz i dawno temu.

Tymczasem zachęcam do walki z samym sobą, do zdobycia się na odwagę, zapisania się na dowolne zawody. 

Rozważ też wizytę w moim sklepie kolarskim oraz na instagramie gdzie pokazuję jak się przygotowuję do kolejnych startów. 

Prawie.PRO Made in Poland

(6) 89,99 
?
PRO
(6) 395,59 
?
Druga para -9%
PRO
(61) 558,50 
?
-18%
(11) Original price was: 169,00 zł.Current price is: 139,00 zł.

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 169,00 

?
(24) 389,99 
?
-14%
PRO
Original price was: 395,59 zł.Current price is: 339,99 zł.

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 339,99 

?
(10) 349,99 
?
(8) 89,99 
?
(12) 459,99 
?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *