Kupiłem Apple Watch Ultra, abyś Ty nie musiał

W życiu nie miałem tak grubej rozkminy sprzętowej. Czy porzucić ekosystem Garmina na rzecz ekscentrycznego, pięknego, pożądanego przez wielu Jabłka? Odpowiedź jest bardzo trudna. 

To co jest bardzo ważne. Nie chcę oceniać tych zegarków przez pryzmat danych technicznych i funkcji niesportowych. To subiektywne porównanie człowieka, którego największą pasją jest kolarstwo, triathlon oraz analizy. Przy tym jestem okrutnym gadżeciarzem, który woli nie jeść, aby tylko mieć na kupowane na wyrost zabawki. 

Apple Watch Ultra zaraz po wyjęciu z pudełka zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Jestem przyzwyczajony do ekranów LCD, a tymczasem tutaj błysnął mi prosto w oczy amoled o niesamowitej rozdzielczości. Obraz jak i cały ten zegarek pod względem wykończenia jest po prostu śliczny. Bez wątpienia Ultra zwraca na siebie bardzo uwagę, wręcz krzyczy – Patrz mam najnowszego Apple Watcha

Na drugiej ręce mam o połowę tańszego Garmina Forerunner 955 w edycji Solar z fotowoltaiką. W sąsiedztwie Appla wygląda jak plastikowa zabawka. Do tego ktoś powie, że wyświetlany obraz jest okropnej jakości. a grafika systemowa też nie zachęca do zakupu. Tak, największa krzywda jaką można zrobić Solarowi to położyć go obok Ultra i zacząć krytykować za wygląd. 

Jednak wyobraź sobie teraz taką sytuację. Ktoś obok siebie kładzie oba zegarki. Możesz za darmo wziąć dowolny. Który weźmiesz bez dłuższego zastanawiania? Większość z nas popełni ten błąd i wybierze Apple Watch Ultra, który dla sportowców będzie męką i utrapieniem.

Wyobraź sobie, że wychodzisz uradowany ze sklepu z tym zegarkiem w ręku i wsiadasz na rower. Wchodzisz do ustawień, bluetooth, wyszukujesz swój mega wypasiony pomiar mocy, tętna i prędkości. Okazuje się, że ten mega wypasiony zegarek w cenie dwóch pensji domyślnie nie obsługuje żadnych czujników poza blutufowymi pulsometrami i kilkoma footpodami. Tutaj nie ma protokołu ANT+. Uwierzycie? Garminy już za 1000 zł wykrywają absolutnie wszystko, a czterokrotnie droższy zegarek nie nadaje się do triathlonu ze względu na brak możliwości uzyskania podstawowych danych. Musisz wymienić pasek tętna na taki, który obsługuje bluetooth i zamienić domyślą aplikację treningową na taką płatną za 40 zł, która będzie w stanie sparować się z resztą gadżetów. 

Jesteś szczęśliwy, bo udało Ci się opanować zawał serca już niemal widoczny na wbudowanym EKG gdy uświadomiłeś sobie, że właśnie kupiłeś zegarek w cenie karbonowych kół, który nie widzi czujnika kadencji i pomiaru mocy w tej samej cenie o którym nawet nie powiedziałeś żonie, gdy okazuje się, że aplikacja za 40 zł, którą właśnie kupiłeś nie obsługuje triathlonu i duathlonu. // strasznie dlugie – zdanie akapit

Myślisz sobie, no nic. Będę pływać z użyciem natywnej aplikacji Applem, po wyjściu przełączę się na płatną WorkOutDoors a pobiegnę z tą niebieską appką, która jako jedyna pobiera dane z TrainingPeaks. Tylko pamiętaj Leszek. Zaczynasz od Zielonej aplikacji, potem na rowerze ta pomarańczowa i na koniec niebieska. A jeszcze strefy zmian…

Teraz jeszcze tylko pamiętaj, aby wszystkie te aplikacje połączyć z aplikacją Zdrowie na Ajfonie i udostępnić na Stravie, TrainingPeaksie i do Garmin Connect, aby prawidłowo zliczało się tygodniowe obciążenie i czas odpoczynku pokazywany na komputerku rowerowym, który przecież masz od Wahoo albo Garmina. 

No nic, kupujesz czwartą aplikację, która tworzy Fake Device dla Garmin Connect i umożliwia półautomatyczne wrzucanie aktywności z aplikacji Zdrowie na Twojego Garmina. Ona synchronizuje wszystko. Tylko uważaj, bo czasami robią się duplikaty. 

Ale to za moment, tylko go podładuję, bo od 1.5 dnia Ultra nie widział ładowarki indukcyjnej. Całe szczęście, że kupiłem powerbank z mag safe. A nie, indukcja to musi być ta specjalna. 

Całe szczęście w okolicy był sklep i udało się kupić drugą ładowarkę. Czuję się sportowcem kompletnym. Udało mi się triathlonowy zegarek Apple przekształcić w Garmina jednak i tak nie moge na szybko podejrzeć historii aktywności oraz raczyć się widgetem wskazującym mój aktualny współczynnik FTP wyrażony mocą względem masy.

Jest jednak jeszcze jedno ale. Jest nią aplikacja Fitness oraz Zdrowie. 

Na przykład Garmin ma wszystkie najważniejsze informacje widoczne na głównym ekranie. Tutaj z kolei łatwiej jest mi określić długość mojego cyklu menstruacyjnego niż znaleźć tak podstawową informację jak ilość kilometrów, które przejechałem w tym tygodniu. Jednak gdy się dokopałem do tej danej zacząłem sobie zadawać pytanie ile metrów przewyższenia zrobiłem. Niestety nie ma takich informacji. Znaczy są, ale musiałbym zajrzeć na Stravę albo wyeksportować ręcznie GPXy i wrzucić je do Garmina. Tak samo jak dane mocy i kadencji, których domyślnie system ignoruje. Dla mnie to co się tutaj dzieje jest kompletnie niezrozumiałe, a połowa z tych widgetów jest kompletnie niepotrzebna mi do oceny bieżącej kondycji. 

Prócz tego Jabłko nie ma żadnych wad. Jest najlepszym smartwatchem na świecie. Przede wszystkim nie wymaga ode mnie posiadania przy sobie telefonu podczas treningu. Jest tutaj eSim od mojego operatora za 5 zł miesięcznie stanowiący kopię mojego numeru. Mówię całkiem poważnie – to jest super opcja i bezproblemowo udaje się porozumieć mówiąc do ręki w trybie głośnomówiącym w trybie każdej aktywności.

A jest tutaj ich całkiem sporo. Nawet więcej niż w Garminie na którym brakuje mi trybu śledzenia TaiChi i Lacrosse. Tak, Lacrosse. 

To za co jeszcze nalezy pochwalić Apple to pomiar natlenienia i tętna. Czujniki są szybkie a wyniki powtarzalne w każdych warunkach. Tymczasem nowy Foreruuner o ile poprawił pomiary pulsoksymetru to nadal ma problemy z wartościami HR wskazywanymi kiedy ręka jest spocona. Mam 160 tętna podczas robienia interwałów a według Garmina odpoczywam. Najnowszy Apple Watch ma na tyle wiarygodne wskazania, że byłbym skłonny zrezygnować z pulsometru piersiowego w ogóle. To samo tyczy się mocy biegowej a nawet dystansu na bieżni. To jest pierwszy zegarek, którego podczas biegania w czterech ścianach nie trzeba kalibrować względem bieżni. Działa naprawdę niesamowicie dokładnie. Tak samo jest w wyznaczaniem Vo2Max oraz realizacją długodystansowego biegania w plenerze. Pod względem dokładności rejestracji śladów GPS oraz mocy biegowej Ultra jest po prostu rewelacyjny. Jednak to jest szczyt możliwości tego zegarka. 

Jednak zdaję sobie sprawę, że w 95% przypadków to kompletnie wystarczy. Kupujesz zegarek w którym masz wszystko. Nie musisz mieć dodatkowego paska na piersi, ani footpoda na bucie.  Normalni ludzie nie chcą więcej od sportowego smartwatcha, to tylko my kolarze i triathloniści mamy wygórowane oczekiwania i kręcimy nosem. 

Stąd też nawet fani Apple, tacy jak ja nie są w stanie zrezygnować z typowo sportowych zegarków, które przy okazji mają funkcje smartwatcha. Myślę tutaj na przykład o Garminie, który ma dziesiątki wad, jednak jest kompletnie inną kategorią sprzętu. Dlatego ten wyświetlacz jest taki brzydki. Okropny, ale energooszczędny. Piksele są wielkości piłki golfowej a jak patrzę na te animacje odświeżające się w tempie 3 klatek na sekundę to mnie oczy szczypią. Ale za to mam możliwość dowiedzieć się z jaką mocą i kadencją jadę parując czujniki w 4 sekundy. Nie musze pisać podań o wgranie protokołu treningowego z TrainingPeaksa, bo Garmin sam łączy się z kontem mojego trenera i pobiera zaplanowany na dziś trening. Z kolei na zawodach wiem, że ten zegarek po prostu zadziała a jedynie co mnie interesuje to wciśnięcie przycisku lap. No chyba, że masz Garmina starszej generacji to jeszcze musisz się pomodlić, aby się ten nie zawiesił podczas wychodzenia z wody. 

Poza tym Garmin ma też swój ekosystem. Jego szczytem możliwości jest opcja klonowania ekranu zegarka na liczniku rowerowym podczas triathlonu i duatlonu. Nieważne czy sprawdzasz dane na liczniku, zegarku albo w aplikacji. Wszędzie jest wszystko to samo. Komputerek rowerowy wie ile spałeś, stąd ma zaktualizowany stan regeneracji. Z kolei zegarek na bieganiu widząc dane rowerowe podpowie Ci jaki jest Twój próg mleczanowy i ustawi Ci górną granicę z jaką powinieneś biec 10 km, aby nie złapać bomby.  

Dla mnie najważniejesz jest to, że występuje jedna aplikacja do wszystkiego totalnie. Zero kombinowania. Po 10 sekundach widzę totalnie wszystko co tyczy się mojego chorobliwego śledzenia postępów w realizacji pasji albo planowania startu. 

Do tego dochodzi jeszcze kwestia baterii. Ta w Apple Watch jest rewelacyjna. Serio. Jak na tę funkcjonalność i ekran to jestem zdumiony, że zegarek wytrzymuje dwa dni. Jednak w szczycie sezonu to mało. Przy intensywnym drenowaniu akumulatora GPSem i tak trzeba codziennie podpinać się do ładowania. 

Forreruner przy codziennym treningu wymaga kabla raz na tydzień. Nie używając GPSa 1.5 tygodnia. 

Do tego jest jeszcze odzysk z promieni słonecznych. Nie, nie jest to ładowania solarne wbrew pozorom. Poziom baterii nie wznośnie podczas biegania w pogodny dzień. Po prostu procenty będą wolniej uciekać. Dlatego nie trzeba mieć nerwicy i codziennie zadawać sobie pytanie czy zegarek uciągnie do końca dnia albo czy zdążę zrobić zakładkę. Nie będę też wertować internetu aby sprawdzać co wyłączyć żeby Apple Watch wytrzymał do końca maratonu. 

Czuje się oszukany. 

A w reklamie Apple mówił, że najnowszy WatchOs ma aplikację triathlon i duathlon, jednak nic nie wspomnieli o tym, że to tyle. To po prostu jest smartwatch, albo miniaturowy telefon z pomiarem tętna, mocy biegowej oraz GPSem. Z trudem na drut i plastelinę można przerobić go na Garmina, jednak wymaga to sporo determinacji i wyrzeczeń. Zakup dodatkowych aplikacji, ręcznego eksportu niektórych danych przez co codzienne treningi stają się uciążliwe. W zamian dostajemy śliczny zegarek z pięknymi animacjami, świetnym ekranem, haptyką, któremu musimy służyć. A powinno być odwrotnie. 

To tylko dowód na to, że nie da się mieć wszystkiego. Zegarek może być albo smarwatchem z opcjami sportowymi, albo zegarkiem sportowym z opcją smarwatcha. Apple Watch Ultra jest dobrym wyborem jesli główną Twoja dyscypliną jest bieganie. Jeśli nie masz arichwalnych danych na platformie Polara albo Garmina. Gdy nie posiadasz czujników kadencji, mocy albo prędkości i komputerka rowerowego. Albo trenera.

Z ogromnym bólem serca moje jabłuszko kochane musimy się rozstać. Wybieram o połowę tańszego brzydala. 

Prawie.PRO Made in Poland

(18) 389,99 
?
PRO
(33) 395,59 
?
Druga para -9%
-17%
First minute
(7) 1499,00 1799,00 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 1799,00 

(11) 459,99 
?
-10%
Druga para -9%
(54) 44,99 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 44,99 

?
-12%
(5) 309,00 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 349,99 

?
-12%
(2) 79,00 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 89,99 

?
-18%
(11) 139,00 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 169,00 

?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *