Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Zaskakujący, lecz prawdziwy, ukryty sens kolarstwa, sportu (63)
/

Chcesz mnie wesprzeć?  Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO

Preorder „książki”: https://www.empik.com/prawie-pro-wygraj-siebie-lech-sledzinski,p1320924407,ksiazka-p

Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/

Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/

Cześć.

Tutaj Leszek.

Wędkarze w okolicy. Jestem w Rybniku nad Jeziorem Rybnickim – doskonałym miejscem do trenowania open water. Jest to również fajne miejsce do trenowania na TT. To są trzecie moje wakacje w życiu, ale w wakacje nie porzucam robienia wideo – jest ono zawsze troszeczkę inne, ale tylko i wyłącznie ze względów technicznych. To też nie znaczy, że się wyłączam z pracy, bo moja praca nie jest moją pracą tylko pasją i życzę każdemu, żeby znaleźć coś takiego w życiu. To, że mogę jeździć na wakacje, i że mogę, na przykład, tydzień spędzić na Śląsku, to jest zasługa wyjątkowego człowieka, który pakuje paczki z ciuchami za mnie i robi to tak, że mało kto się nawet orientuje, że to nie ja.

Mówiąc o tym, że dużo się dzieje w tym czasie, miałem na myśli zbliżającą się premierę mojej książki, o czym, tak na dobrą sprawę sam nie wiedziałem, bo wydawnictwo, które ją wydaje, działa szybciej ode mnie. Mówię Wam serio. Jestem niesamowicie zaskoczony, że ja dałem tylko tekst i trochę zdjęć, a oni ogarniają wszystko na pstryknięcie palca; dostaję przykładowo w piątek link, że ruszył preorder w Empiku. Myślę sobie: „jak? to już?”. Zdziwiłem się, bo ja to naprawdę trzymałem w tajemnicy, i o tym, że piszę książkę, wiedziała tylko garstka osób. Inni być może się domyślali, że ten opublikowany półtoragodzinny film jest jakimś wstępem do książki. Tak. To był wstęp – niestety – tego jest dużo więcej; sam się zdziwiłem, że wyszło tego 300 stron. A o czym? Między innymi o tym, o czym chciałem Wam dzisiaj powiedzieć.

Kolarstwo czy też bieganie albo pływanie nie ma kompletnie żadnego znaczenia i większość z nas robi to zupełnie dla czegoś innego, niż te wszystkie cyfry, jak by się mogło wydawać na samym początku. Ja chyba, na swoich początkowych etapach, na wszystko patrzyłem tak niesamowicie płasko, bez oglądania się na to drugie dno; facet, dziewczyna na rowerze albo w butach biegowych – to jest wierzchołek góry lodowej, i za większością sportowców – amatorów stoją niesamowite i fantastyczne historie. W tej książce właśnie, trochę też opisywałem historie różnych ludzi, którzy mi niesamowicie imponowali, albo takich, którzy byli skłonni doprowadzić mnie do łez podczas trzyminutowej rozmowy. Właśnie każda taka historia w zupełności zmienia sposób patrzenia na życie i na sport oraz zmienia motywację i determinację do jego uprawiania. Tutaj wcale nie chodzi o to, żeby udowodnić coś tylko sobie albo żeby rywalizować z innymi. Ja na początku myślałem, że właśnie o to chodzi; rywalizacja też jest, oczywiście, potrzebna, ale dużo ważniejsze rzeczy dzieją się gdzieś pod taflą wody, i że najważniejsze jest to, czego kompletnie nie widać. Przez to miałem okazję zrozumieć, co zajęło mi kilka lat, że tak naprawdę, gdzieś najgłębiej w sercu, robimy to wszystko w celu poszukiwania i znalezienia akceptacji – najpierw akceptując samego siebie a następnie, gdzieś podświadomie, walcząc o to, żeby inni, w jakiś sposób, nas podziwiali. To słowo strasznie słabo brzmi, ale ten podziw równa się akceptacja; przynależność do jakiejś grupy, imponowanie albo wzbudzanie podziwu wśród rodziców; chcielibyśmy, żeby byli z nas dumni. Tak samo dziewczyna, żona, dzieci. To właśnie najbardziej widać na zawodach. Wszelkie zawody triathlonowe albo jakieś wyścigi kolarskie to często jest taka „rewia” emocji, mająca na celu poprawienie tej pewności siebie.

Nie zawsze się to jednak udaje. Nie udaje się to do tego momentu, dopóki my nie zaczynamy wierzyć w samych siebie. To znowu brzmi niezwykle płytko, niezwykle płasko, ale to są tylko słowa w języku polskim. Na początku jest jednak dokładnie odwrotnie; tę pewność siebie totalnie się traci, albo jest nam nawet wstyd przed znajomymi, innymi kolarzami czy innymi zawodnikami, że jesteśmy nie najlepsi. Potem się okazuje, że dla tych najważniejszych osób z naszego otoczenia wcale nie ma znaczenia ten wynik, tylko sam fakt podjęcia walki, i że może ktoś być z nas dumny bez względu na to, czego dokonaliśmy albo, czego się nie udało.

Totalnie najgorsza sytuacja jest wtedy, kiedy uprawiamy sport, ale przykładowo, w naszym domu nasi bliscy nie są w stanie tego zrozumieć: dlaczego to się dzieje w naszym życiu. I wtedy, jedyne co pomaga, to bardzo szczera rozmowa o naszych oczekiwaniach i o naszych pragnieniach. Tylko z drugiej strony trzeba umieć je nazwać. Bardzo długo też nie potrafiłem tego nazwać; nie wiedziałem, po co to robię, nie wiedziałem skąd u mnie tyle determinacji, żeby, przykładowo, lepiej wyglądać. Chcemy lepiej wyglądać, bo chcemy być bardziej akceptowani. A akceptowani to znaczy kochani, chociaż jest to tak strasznie szerokie i tak strasznie brzmiące, a nawet banalne, że właśnie większość osób podchodzi do tego w sposób również płytki. Jeżeli jednak się nad tym bardziej zastanowimy, to szklą się oczy.Dlatego wydaje mi się, że tak cholernie ważne jest wsparcie, a heroizmem jest wsparcie od osób, które nas nie rozumieją a mimo to nas wspierają, bo taki jest nasz cel.

Chciałem Wam jeszcze powiedzieć, że poznałem bardzo dużo osób, które w swojej pasji, w sporcie, w swoich marzeniach, są totalnie same. Na przykład, jedną z nielicznych osób, z którymi mogą na ten temat porozmawiać, jest przykładowo, losowy człowiek z Internetu. I to jest z jednej strony wspaniałe a z drugiej cholernie smutne.

Wydaje mi się też, że sport jest często po to, żeby, na przykład, uświadomić sobie, że mamy niezrealizowane jakieś swoje własne pragnienia z dzieciństwa. Często osoby, które były wychowywane na modłę typowego perfekcjonisty, potem w jakiś sposób odreagowują to w sporcie; swoje niedoskonałości, swoje jakieś porażki z przeszłości. Niekiedy jest tak, że na samy początku odnosimy znowu porażki i człowiek sobie myśli: „kurde, skoro w dzieciństwie mi nie wyszło, skoro w pracy mi nie wyszło, skoro w domu mi nie wychodzi i jeszcze w sporcie mi nie wychodzi, to ja chyba rzucę to wszystko”. A właśnie powinno być dokładnie odwrotnie – próbuj dalej. Myślę, że akurat tutaj może się udać, ale pod warunkiem, że my zaczniemy doceniać drobne kroczki nie oczekując tego, że nagle będziemy przeskakiwać za każdym razem o 6 poziomów wyżej. Nie. Wcale tak nie musi być. Można być przez cały czas, tak jak ja, średnim, ale po prostu powinniśmy to zaakceptować – nie musimy być idealni, żeby spełniać swoje marzenia. To nie działa zerojedynkowo. Życie też nie może działać zerojedynkowo.

Generalnie ludzkość nie jest przygotowana do tego, żeby rozmawiać o sporcie z punktu widzenia mózgowo – sercowego, bo zazwyczaj jest tak, że docenia się właśnie tylko liczby. To jest tak samo, jak podczas komentowania jakiegoś wyścigu kolarskiego; nie mówi się o tym, co może w danej chwili czuć drugi kolarz, albo jak symbolicznym obrazkiem jest to, że kolega z konkurencyjnej grupy kolarskiej podaje drugiemu dłoń, kiedy ten upadnie. Dla mnie to jest miliard razy istotniejsze, ten jeden obrazek, niż slow montion z mety, żeby zobaczyć, kto pierwszy na nią wjeżdża.

Nie ma dla mnie bardziej ujmującego widoku, gdy podczas rywalizacji na jakichś zawodach, chociażby na triathlonie, ktoś przystanie na chwilę, straci 20 sekund, tylko po to, żeby zapytać drugiego zawodnika czy wszystko jest OK, po tym jak ten się wywrócił albo przebił oponę. No nie ma nic piękniejszego. Nie ma nic piękniejszego, niż podanie komuś bidonu, kogo nie znamy. I taki właśnie jest mój sposób patrzenia na sport – zupełnie odrębny. Na ten temat można naprawdę napisać książkę. Nie wszystkim ona się spodoba, bo czym innym będzie poradnik dotyczący tego, jaki wybrać rower na samym początku i dlaczego każdy na początek będzie dobry, a czym innym będzie rozmawianie na tematy, które są po prostu hardcorowe – gdzieś z pogranicza coachingu. Ale to nie jest absolutnie żaden coaching, tylko to jest po prostu moje życie i mój sposób patrzenia na to wszystko, co się dzieje dookoła. To strasznie ewoluuje; z każdym dniem, z każdym miesiącem, z każdym jednym sezonem – kiedy, po prostu, zaczynam bardzo dużo w życiu rozumieć.

Mógłbym nie nagrywać tego materiału, bo i tak nie będzie się za bardzo klikać, bo to nie jest porównanie roweru za 999 zł vs za 41 999 zł, ale taki jestem i mam to w dupie. Jeżeli choć jednej osobie jestem w stanie pomóc – zawsze warto. Poznaję mnóstwo niezwykłych osobistości, które są przez cały czas w cieniu, ale z którymi, jak się zamieni trzy akapity, to można zobaczyć, że jest w tym wszystkim niesamowita głębia. Zrozumieć to wszystko bardzo mi pomogli moi widzowie; ich wspomniane historie, przez które, w pewnym momencie, totalnie przestaje się patrzeć na drugiego człowieka przez pryzmat marki stroju, w którym jeździ, sprzętu, tego, czy ktoś ma dwie nogi i tylko jedną sprawną, albo wcale. Tymczasem my, jako sportowcy – amatorzy, najbardziej przejmujemy się tym, co unosi się ponad wodą, w przypadku tej góry lodowej, a to jest właśnie najmniej istotne. I tego Wam życzę podczas każdego startu, podczas każdego treningu, podczas każdego jednego dnia, zwłaszcza wtedy, kiedy się gorzej czujemy, kiedy coś w życiu nas boli – wtedy należy się cieszyć tylko i wyłącznie z tego, że mamy sport.

Ja oczywiście też mam takie dni, kiedy łapię doła, wychodzę z założenia, że nic nie ma sensu, ale staram się jakoś spiąć w sobie, właśnie zacisnąć te zęby, zamknąć oczy i jechać dalej do przodu. To, że dzisiaj mi nie poszło, wcale nie znaczy, że to wszystko nie ma sensu – ten sens jest, ale być może on do nas powróci do naszej świadomości i podświadomości dopiero za jakiś czas. Dlatego właśnie nie warto jest się poddawać. NIGDY. Nawet wtedy, kiedy nie możemy liczyć na zrozumienie albo wtedy, kiedy ktoś nas, po prostu, kopie w dupę za to, jak wyglądamy albo za to, z jaką prędkością jeździmy, jakie mamy umiejętności, na jakim poziomie jest nasza pewność w peletonie. Na wszystko przyjdzie czas; jednemu zajmie to 4 albo 6 lat, dla kogo innego będzie to rok, sezon, dwa.

To, czego podczas tych wakacji Wam życzę, to żebyście, bez względu na wszystko, zawsze mogli liczyć na wsparcie, często nieznanych Wam osób, ale też żeby zrozumieć, że my sami dla samych siebie możemy być największą wartością, a sport tylko i wyłącznie otwiera nam oczy, i że często to jest najlepszy sposób na to, żeby znaleźć rozwiązanie wielu różnych naszych osobistych problemów, o których się najczęściej nie rozmawia, a które dotyczą niemal wszystkich.

Dzięki.

Cześć.

Prawie.PRO Made in Poland

259,99 
139,99 
328,99 
49,99 
400,00 
-25%
29,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Zaskakujący, lecz prawdziwy, ukryty sens kolarstwa, sportu (63)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.