Za nami kolejne wyzwania, które stawiamy przed rowerem Kross Vento 3.0. Właśnie wróciliśmy z szosowej wycieczki po Podhalu. Jak sprawdził się rower? Czy rower szosowy o sportowej geometrii sprawdził się w turystyce?

Vento odebraliśmy z serwisu i od razu wrzucamy je na głęboką wodę. A co, gdyby tak pojeździć rowerem szosowym turystycznie? Dlaczego nie? Najpierw sprawdzamy jak sprawił się serwis. Na co narzekaliśmy? Otóż rozregulowały się przerzutki, a przy mocniejszym przechyleniu roweru strzelały szprychy. Ot i wszystko. Sprawdzamy jak poradził sobie z serwisem testowanej sztuki warsztat Krossa. Przerzutki wyregulowane, łańcuch wyczyszczony i nasmarowany, koła napompowane, luzów w główce ramy brak, szprychy nie strzelają. Wszystko gra, możemy jechać. Kierunek? Podhale!

Przedgórze Tatr zwiedzamy przez dwa dni, robiąc po nim jednego dnia 150, drugiego 80 km. Asfalt chwilami jest naprawdę nierówny – dobrze, że mam solidne rękawiczki z żelowymi wkładkami, bo po jakimś czasie jazdy po nierównościach na pewno rozbolałyby mnie nadgarstki. Kręcąc się po przedgórzu zbliżamy się do Tatr, chcemy z bliska popatrzeć na góry. Przed nami ostre podjazdy, na których przydałaby się 10-biegowa kaseta (Vento 3.0 ma 8 trybów), ale w najtrudniejszych momentach wystarczy wstać z siodełka i jakoś udaje się podjechać nawet najbardziej strome podjazdy. Natomiast zjazdy to jest bajka. We wcześniejszym wpisie informowałem was o stabilnej jeździe przy prędkości ponad 50 km/h. Nic się nie zmienia, gdy na rowerowym liczniku wyświetla się 77 km/h!! Tak, na zjazdach osiągaliśmy takie prędkości, a Vento prowadziło się jak po sznurku. Jedna rzecz – hamulce, które nie są zbyt mocne w tym rowerze i trzeba brać poprawkę na to, że wytracenie szybkości nie nastąpi tak łatwo, jak w rowerze wyposażonym w hamulce tarczowe. Ale to jedyny mankament tego roweru odkryty w czasie tej wycieczki. Twarde, sportowe siodło nie przepołowiło mojego tyłka na pół, nierówne drogi nie pokrzywiły obręczy – mimo, że zdarzyło mi się wjechać z dużą prędkością w dziurę w asfalcie.

Vento zdało ten turystyczny egzamin na tyle dobrze, że na pewno nie będzie to nasza ostatnia dalsza wycieczka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *