Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Pierwsze kroki w sporcie przy dużej nadwadze (28)
/

Jak wyglądały moje absolutne początki, kiedy ważyłem grubo ponad 100 kg? Jakich błędów unikać? Które z nich ja popełniłem?

Chcesz wesprzeć moją działalność? Możesz to zrobić wybierając moją odzież made in Poland na https://prawie.pro. Obserwuj mnie również na Instagramie: https://www.instagram.com/prawie_pro

Cześć.

Tutaj Leszek.

Dzisiaj taka padlinka z dwóch względów. Za mną ciężki trening biegowy, po drugie i przede wszystkim, miałem okazję już ten podcast nagrywać przed chwilą, jednakże zapomniałem o takim szczególe jak włączenie nagrywania, niestety.

Temat dosyć często pojawiający się w pytaniach od Was, zarówno w wiadomościach na Facebooku, na Instagramie jak również na mojej skrzynce mailowej. Za każdym razem staram się pomóc każdej jednej osobie, która walczy z otyłością, tak jak ja przed laty, i które to osoby mają dosyć spory problem, bo nie wiedzą w rzeczywistości, od czego zacząć. Wielokrotnie miałem okazję już przemycać ten rozdział swojego życia, dzieląc się różnymi swoimi przemyśleniami, doświadczeniami i przede wszystkim błędami, które popełniłem wtedy, kiedy, dla przykładu ważyłem 110-120 kg i z tego też względu, większość tych znaków zapytania dotyczy tego, jak biegałem albo jeździłem na rowerze, kiedy było mnie grubo powyżej stówy.

Swoje pierwsze kroki, wydaje mi się, że przez przypadek, czyniłem dość mądrze, ponieważ byłem w kontakcie ze swoim ortopedą, którego to wprost miałem okazję zapytać, czy w danej sytuacji bieganie będzie rozwiązaniem najmądrzejszym, w sytuacji, kiedy ja chciałbym redukować masę. I wtedy on powiedział bardzo mądre słowa, że w tym przypadku bieganie jest dosyć ryzykowne, z tego względu, że istnieje dosyć duże ryzyko kontuzji, na skutek sporego obciążenia całego układu kostnego, przede wszystkim stawów jak i również mięśni. Warto jest, więc na początku, zachować troszeczkę wstrzemięźliwości i to bieganie zamienić, być może na intensywne spacery, do granicy, kiedy to będzie marsz, ale jeszcze nie bieg, wtedy, kiedy będziemy spoceni, wtedy, kiedy będziemy mieli zadyszkę, ale jeszcze nie będziemy biegać i tak intensywnie odrywać nóg od ziemi. Nie będzie to wtedy powodowało na następny dzień takiego bólu, który to, być może, utwierdzić naszą podświadomość w przekonaniu, że sport nie jest dla nas, albo, że sport to nie jest coś przyjemnego; po czym czujemy satysfakcję, bo czujemy tylko i wyłącznie ból, gdy następnego dnia nie jesteśmy w stanie zejść z łóżka. Ja także miałem przez chwilę taki moment w swoim życiu, kiedy to myślałem, że przy tych 110 kg jednak mógłbym spróbować przebiec 5 km. Nie był to dobry pomysł i było to ryzykowne. Tym sposobem też miałem okazję nieco pogłębić, dla przykładu, swoje własne płaskostopie, z którym to walczę do dziś, i do dziś posiadam specjalnie dedykowane wkładki, ze względu na bezpieczeństwo mojego stawu skokowego. To wszystko, to jest kwestia powikłań mojej nadwagi.

To, co jest bardzo istotne, i to, co bym chciał Wam powiedzieć w tym momencie, to żebyście nie przeceniali roli sportu w redukcji masy. O wiele ważniejsze od sportu jest prawidłowe odżywianie i refleksja nad tym, co my jemy i dlaczego my jemy? Dlaczego ja spożywam codziennie wieczorem jedno piwo przed snem, albo dwa? U mnie był też taki moment w życiu, kiedy to miałem, swojego rodzaju, niezdrowe rytuały wieczorne, codzienne nagradzanie samego siebie słodyczami jak również piwem, co moim zdaniem jest chyba jednym z najgorszych połączeń, jakie mogą w ogóle występować w kontekście, tak naprawdę, nabierania masy.

U mnie zresztą, geneza tego złego odżywiania wynikała z braku wiedzy, ponieważ w szkołach w Polsce nie uczy się tego, co jest zdrowe a co jest ślepą uliczką. Drugą kwestią jest depresja, nerwica, różne życiowe niepowodzenia, które głęboko tłumimy w sobie, i które jednocześnie odreagowujemy jedzeniem. Dlatego widząc osobę otyłą, nie mówię i nawet nie myślę w taki sposób, że to jest grubas, który na pewno chlał, żarł i nie miał zielonego pojęcia, jaką krzywdę sobie robi. W pierwszej kolejności, ze względu na te moje różne doświadczenia myślę sobie, że to jest osoba, która pewnie w życiu nie miała łatwo. W różny sposób ludzie odreagowują stres, czy ciężką sytuację. Są osoby, które nie są alkoholikami, nie są hazardzistami, ale dla przykładu, mają problem z jedzeniem, które jest właśnie tą ucieczką od problemu.

Musicie wiedzieć o tym, że 70% pracy, jakie można wykonać, jest w obrębie samej zmiany sposobu odżywiania. Celowo nie używam przez cały czas słowa „dieta”, bo dieta w języku polskim, i naszym rozumieniu, tyczy się czegoś przejściowego. Nie. Zmiany muszą być trwałe, czyli do końca życia i jeżeli sobie zdamy sprawę z tego, na co możemy sobie danego dnia pozwolić, a na co absolutnie nie, tym bardziej na redukcji, to po miesiącu od wprowadzenia różnych małych zmian, zauważymy, że przychodzi nam to w pełni naturalnie. W pełni naturalnie mi przychodzi niesłodzenie kawy czy herbaty, czy też niejedzenie pieczywa białego, albo białego makaronu, czy też przyzwyczajenia, że codziennie u mnie musi na talerzu znajdować się mięso. Ono może pojawiać się od czasu do czasu, w moim przypadku, podobnie jak pieczywo czy niezdrowe przekąski, ale nie może to być codzienność, zwłaszcza wtedy, kiedy jestem mniej aktywny fizycznie. Ten bilans kaloryczny muszę utrzymywać każdego dnia, a w moim przypadku, kiedy się nie odchudzam i ważę 78 kg, on będzie zerowy. W sytuacji, kiedy mamy dosyć sporą nadwagę, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby on był dodatni, ani także zerowy, on musi być ujemny, każdego jednego dnia, aż do momentu, kiedy osiągniemy cel i kiedy nasze BMI będzie prawidłowe. I to trzeba zrozumieć, że to jest 70% pracy. 30% pracy to będzie sport a na tym etapie, na którym jesteśmy teraz, mając dosyć sporą nadwagę, nie przeceniajmy tego, że 40 min. czy nawet godzina dziennie intensywnego marszu sprawi cuda. Nie. To jest uzupełnienie, to jest dopełnienie tych zmian, to jest walka o endorfiny. Im więcej endorfin pod naszą czachą, tym więcej siły do trzymania się prawidłowych nawyków żywieniowych, czy też redukcji spożywanego, każdego dnia alkoholu, bo wiele osób pije codziennie, niestety i to jest główna przeszkoda w osiągnięciu dobrej sylwetki.

Poruszałem tematy biegania, żeby ważąc powyżej 100 kg, mając do zrzucenia 23 – 30 kg, na razie się z tym wstrzymać i żeby były to marsze albo marszobiegi.

Drugi temat dosyć popularny w otoczeniu osób, które mnie obserwują, i które zadają mi różnego rodzaju pytania, to jest rower. Jak to było z rowerem szosowym w przypadku, kiedy ja ważyłem powyżej 100 – 110 kg? Normalnie – po prostu wsiadłem na rower i jeździłem. Nie zważałem na to, czy mi wypada jeździć na rowerze szosowym, chociaż wielokrotnie słyszałem głosy, śmiechy i różnego rodzaju komentarze, bo robiłem to publicznie na You Tubie, ale po prostu robiłem swoje. To jest bardzo istotne, ta konsekwencja i też zrozumienie faktu, że powinniśmy mieć głęboko w dupie to, co inni o nas myślą, albo, w jaki sposób mogą nas postrzegać, kiedy ze spodenek kolarskich wylewa nam się bebzol, albo mamy bardzo wysoko podniesiony mostek kierownicy i ta pozycja jeszcze nie jest na tyle agresywna, na ile powinna być i na ile mogą sobie poradzić osoby, które nie mają, chociażby brzuszka czy też wysokiej masy własnej. To, z czego trzeba sobie zdawać sprawę, to także z faktu, że rower, na początku, kiedy mamy nadmiarowe kilogramy, może kojarzyć się nam z bólem, zwłaszcza okolicy lędźwiowej, tyłka – do tego organizm musi się zaadoptować. Z każdym jednym utraconym kilogramem, ten ból będzie mniej dokuczliwy. Jeżeli będzie w nas determinacja, jeżeli znajdziemy 300 – 400 zł być może uda nam się pójść do fizjoterapeuty albo do bike fittera, który spojrzy na tę naszą pozycję na rowerze w obecnym stanie, w jakim jesteśmy i nam podpowie, w jaki sposób, być może inny, powinniśmy skonfigurować naszą pozycję na rowerze poprzez ruch siodełkiem góra – dół, do przodu – do tyłu czy także mostkiem i kierownicą. To jest niezwykle istotne.  Jednakże nie bałbym się, przez cały czas tego, że w świadomości niektórych środowisk kolarskich, nie wypada, teoretycznie, jeździć z nadwagą na rowerze szosowym – jest to totalna bzdura i absolutny absurd ludzi, którzy myślą bardzo płytko, i którzy sami leczą swoje kompleksy wyśmiewając się, czy też krytykując osoby, które są na początku tej drogi. Każdy jakoś zaczynał i każdej osobie, która pomimo nadwagi, teoretycznie złego; nie idealnego, wyglądu udaje się biegać, jeździć na rowerze, czy też chodzić do klubu fitness, powinno się gratulować i taką osobę powinno się adorować. Dzisiaj jest międzynarodowy dzień adoracji – jak to nagrywam – i naprawdę to powinno w taki sposób wyglądać. Tego typu osoby wymagają bardzo dużo wsparcia i czasami nawet niewielki komplement wyrażony w stosunku do osoby, która jest na początku swojej drogi, a która się stara, jest czymś, co daje niesamowitą ilość watów. Wiem o tym bardzo dużo, bo każdy jeden pozytywny głos, który nie był krytyką, był dla mnie niesamowitym zastrzykiem ogromnej mocy. Dodawało mi to bardzo dużo siły do tego, że pomimo bólu i pomimo poczucia beznadziei i niskiej oceny własnej wartości – by walczyć dalej. To jest moim zdaniem strasznie ważne…

…i stawianie sobie realnych celów. Wiele osób zaczynając z odchudzaniem, czy też zaczynając z bieganiem czy z rowerem, zwłaszcza posiadając nadwagę, patrzy zbyt mocno w górę. Nie porównujmy się na Alp du Zwift na trenażerze do osób, które pokonują 1100 m wzniosu i 11 km w 50 min., tylko patrzmy na osoby z naszego pułapu. Nie idealizujmy sobie tych wszystkich naszych celów, ponieważ to będzie rodziło w nas frustrację. Małe kroki a nie potężne kamienie milowe osób, które dochodziły do takiej formy przez 3, 4, 5 lat, albo być może są aktywne od samego dzieciństwa, i które nie miały ciężkich przejść z okresową nadwagą, które nie są obciążone w sposób psychiczny, albo też poprzez stres na co dzień.

To są moim zdaniem najważniejsze rady dla osób, które zaczynają. Jeszcze na ten temat będę nagrywać także wideo na swoim kanale youtubowym i robię to ze względu na to, że mi niesamowicie zależy na tym, żeby każda osoba, która ma jakieś postanowienia, żeby w nich wytrwała. Żeby mogła poczuć to, co ja poczułem wtedy, kiedy zrzuciłem pierwsze 10, pierwsze 20, pierwsze 30 kg i kiedy sam się mogłem przekonać, że się da. Dumę w sobie, w swoim własnym sercu, taką szczerą, noszę do tej pory i uważam, że ten wysiłek, zwłaszcza pierwsze dwa lata, opłacał się i ja konsumuję tego efekty do teraz. Mogę robić to, co robię, być może czasami, chociaż wiem, że to zabrzmi troszeczkę nieskromnie, mogę dać komuś przykład, że się da, pomimo tego, że było naprawdę beznadziejnie, w moim przypadku. Zwłaszcza na starcie miałem okazję dostać wiele różnych, negatywnych najczęściej, kopów w dupę, od różnych ludzi, którzy się ze mnie śmiali, i którzy przekonywali mnie do tego, że ja popełniam błąd, bo ja powinienem być cały czas tym grubasem na kanapie, który codziennie żłopie piwo, je chrupki i zagryza to wszystko czekoladą. Ale udało się i niech każdy z Was, kto nie posiada tej pewności siebie, każdy z Was, kto być może cierpi na depresję, ze względu na wygląd albo na bagaż różnych negatywnych doświadczeń, uwierzy w siebie, że jest w stanie to zrobić, pod warunkiem, że będzie trzymać się dwóch prostych zasad:

– prawidłowe żywienie, ale nie dieta. Zmiana swoich nawyków żywieniowych od dzisiaj do końca swojego własnego życia, zachowywanie ujemnego bilansu kalorycznego wtedy, kiedy redukujemy i zerowego wtedy, kiedy zredukowaliśmy, każdego jednego dnia,

– konsekwencja w swoim działaniu.

Właśnie ze względu na tą konsekwencję odradzam Wam podejmowanie zbyt pochopnych celów. Nie idź dzisiaj, idąc pierwszy raz biegać po 10 latach, na 5 km w tempie 4:30, bo to się zemści. Pójdź się przespacerować. Spaceruj przez pierwsze 2 – 3 tygodnie. Potem może przeplataj to niewielkimi dystansami pokonanymi truchtem, ale pójdź, bez względu na pogodę, bez względu na to, co się na zewnątrz dzieje, ubierz się, jak każdy inny biegacz w ciuchy, które są dopasowane do Twojego rozmiaru, ale są ciuchami sportowymi. Jeżdżąc na rowerze nie patrz na ludzi, którzy mają średnią 38, patrz na ludzi, którzy są na Twoim etapie Twojego rozwoju i zmieniaj sobie ten cel, co tydzień, stawiając malutkie kroczki. Spełnianie tych niewielkich celów każdego tygodnia da niesamowitą satysfakcję – każdego tygodnia, nie czekając na efekty 2 – 3 lata. Nie stawiaj sobie celów dwu–, trzyletnich – stawiaj tygodniowe.

Tego życzę. Trzymam kciuki za każdego z Was. Dziękuję za Wasze wsparcie, dziękuję Wam za każde jedno pytanie. Moim powołaniem, i często, myślę, że moją bieżącą misją, ze względu na to, że wyłącznie aktualnie zajmuję się Prawie. PRO, jest pomaganie ludziom, którzy są na tym etapie, na którym ja byłem jeszcze 6 lat temu. To jest dla mnie wspaniałe i czuję z tego względu niesamowitą satysfakcję, także nagrywając ten podcast, także robiąc każde jedno wideo.

Dziękuję Wam także za wsparcie, za to, że zaglądacie do mojego sklepu na Prawie.PRO, jak i również na mojego Instagrama i na Facebooka.

Dzięki.

Cześć.

Prawie.PRO Made in Poland

129,99 
PRO
139,99 
15,99 
PRO
379,99 
49,99 
299,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Pierwsze kroki w sporcie przy dużej nadwadze (28)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.