Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Mój pierwszy w życiu podcast (1)
/

Historia pierwszego nagrania. Dlaczego zdecydowałem się uruchomić swój kanał z monologami jako uzupełnienie mojego kanału na YouTube.

Chcesz wesprzeć moją działalność? Możesz to zrobić wybierając moją odzież made in Poland na https://prawie.pro. Obserwuj mnie również na Instagramie: https://www.instagram.com/prawie_pro

Cześć.

Tutaj Leszek.

Jeżeli oglądasz na You Tubie, a właściwie słuchasz You Tuba, to masz też chyba wrażenie, że dotarłeś na sam koniec Internetu. Trochę tak jest, że dużo myślałem kiedyś o robieniu podcastów, jednakże, podcast na You Tubie wydaje mi się trochę bez sensu, z tego względu, że głupio jest, moim zdaniem, nie łączyć dźwięku z obrazem. A może to tak jest, że niektórzy oczekują tego, żeby wyłącznie słyszeć; żeby mógł tutaj działać teatr wyobraźni; tak samo jak radio jest teatrem wyobraźni – podobnie jest też z podcastami.

Zastanawiałem się nad tym, chociażby z tego względu, że do dziś nie wiem, jak to połączyć. Czy podcasty o takiej tematyce w ogóle mają sens na You Tubie? Znam kilku podcasterów, którzy robią tego typu rzeczy na tematy sportowe, na temat, ogółem, sportu, motywacji no i jak tak sobie analizuję te dane, a to jest taka moja fetysz; liczby, to mi się wydaje, że to nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Nie wiem, z jakiego powodu. Na pewno, ze względu na te obawy, zdecydowałem się, żeby to coś, co teraz nagrywam właśnie testowo, umieścić na kanale You Tube w formie niepublicznego filmu i tylko w poście Was zaprosić tutaj, żebyście mogli sami stwierdzić, czy to w ogóle ma sens.

Pretekst dzisiaj do tego, żeby przemawiać do Was w formie takiej podcastowej do mikrofonu jest dosyć zaskakujący, przynajmniej jak dla mnie. Mówiłem Wam o tym, że nagrywałem ostatnimi czasy film będący podsumowaniem zarówno sezonu 2019 jak i trzech poprzednich. To z okazji przekroczenia 30 000 km na rowerze. Dziękuję serdecznie Stravie, za to, że zlicza każdy jeden kilometr bez względu na jego sens i efektywność. To było wideo, które nagrywałem w poniedziałek rano, po takim dosyć ciężkim weekendzie. Nie wiedziałem, dlaczego w weekend czułem się tak naprawdę beznadziejnie. W poniedziałek po południu okazało się, że wszystko jest jasne. To kwestia gorączki i tego, że po prostu dopadło mnie przeziębienie. Sam byłem zaskoczony, bo zdarza mi się to naprawdę bardzo rzadko i ostatnio, nawet w jednym programie, miałem okazję wspominać o tym, że cieszę się bardzo dobrym zdrowiem ze względu na to, że uprawiam dużo sportu, dużo się ruszam, hartuję ten organizm na saunie, hartuję podczas różnych zmieniających się warunków atmosferycznych na zewnątrz, dbam o powietrze w swoim domu, o jego wilgotność, o wietrzenie, nie przesuszam tego powietrza i też go nie przepalam zbyt mocno. I właśnie to słabe samopoczucie sprawiło, że miałem wrażenie, że ten poniedziałkowy film jest naprawdę słaby, zarówno po względem technicznym jak i pod względem merytorycznym; wiał wiatr. Pomyślałem sobie: nagram to może jakimś innym razem, nie klei mi się to. Mając na time line projekt tego montażu, gdzieś mniej więcej w połowie, gdzieś po 7 min., czy tam 4 min. czy 5 min., stwierdziłem, że: dobra, ja już tego dalej nie robię. Miałem zamiar w programie montażowym nacisnąć, po prostu, „delete this project”, wywalić bezpowrotnie te materiały. I mimo tego złego samopoczucia, i pomimo tego zwątpienia, po jakichś 10 – 15 min. wróciłem do tego, i powiedziałem sobie: dobra, już to wrzucę, bo głupio, że tak długo się nic nie będzie pojawiało a trochę Was przyzwyczaiłem do tego, że zawsze w poniedziałki coś się pojawia, od jakiegoś czasu. No i to tak wrzuciłem, trochę ryzykując, nie wiedząc, jaka będzie Wasza reakcja. Wiedziałem, że nie będzie to jakiś mega klikalny materiał, i nie jest to mega klikalny film, ze względu na to, że nie wiem, że nie ma heheszków, nie ma śmiechu, nie ma niczego takiego klik bitowego, jak chociażby testowanie roweru z Decathlonu, gdzie trochę się też spodziewałem, że temat będzie nośny, ale nie aż tak. Obstawiałem, że 100 000 osób obejrzy to wideo, a nie 300 000. Staram się, żeby wszystko było w pełni autentyczne ze wszystkimi dobrymi i złymi elementami, jeżeli chodzi o podcastowanie, podczas chyba gorączki.

W każdym razie, wracając do poniedziałkowego wideo, jestem niesamowicie speszony Waszą reakcją, tak pozytywną, filmem, który w moim odczuciu był totalnie beznadziejny i nadaje się do ponownego nagrania, ale być może wtedy, kiedy człowiek czuje się słabo, jest skłonny do tego, żeby mówić bardziej otwarcie o pewnych rzeczach. Wydaje mi się, że czasami pokazywanie słabości jest fajne ze względu na odbiorców, którzy, wydaje mi się, że nie często mają okazję korespondować z kimś, w sposób oczywiście nie dosłowny, z kimś, kto nie jest idealny, albo nie lansuje się na człowieka idealnego. Oczywiście, kiedyś w życiu też miałem taką fazę, że wydawało mi się, że jestem kimś, że coś znaczę, że odnoszę jakieś niesamowite sukcesy, ale bardzo szybko, po takim pierwszym zachłyśnięciu się pierwszymi sukcesami, przychodzi nagłe sprowadzenie człowieka do parteru. Tak samo było pod względem sportowym, że przykładowo, biorąc udział w pierwszych zawodach, jeszcze przed usłyszeniem pierwszego gwizdka, wydawało mi się, że jestem super fajnym gościem. Bardzo szybko przyszła weryfikacja w wyścigach kolarskich. Bardzo szybko przyszła weryfikacja, kiedy miałem przed sobą pierwszy start w triathlonie gdzie to człowiek też się bał niesamowicie porażki, ale tak mi się wydaje, coraz bardziej jestem w życiu przekonany, że porażki to też jest droga do sukcesu i to, co mi najwięcej w życiu pomogło, to właśnie te wszystkie, na pozór, złe rzeczy. Tyczy się to zarówno sportu, życia, pracy. Te wszystkie takie mocno zapisane chwile caps lockiem w mojej głowie zazwyczaj okazywały się początkiem nowej drogi – dużo lepszej, bo przynajmniej u mnie tak jest, że porażka bardzo mobilizuje mnie do tego, żeby robić więcej i lepiej. To tyczy się zarówno mojej pracy jak i również moich zainteresowań, czy chociażby sportu. Nic mi tak nie pomogło, jak krytyka i nic mi nie pomogło tak, jak każda bolesna porażka, kiedy to okazywało się, że jestem słaby, albo że są dużo lepsi. To jest mega fajne.

Najgorsze, co można zrobić w sytuacji, kiedy odnosimy porażkę, to jest zamknąć się w sobie. Oczywiście, na początku ciężko jest znieść tę gorycz, ale dając sobie troszeczkę czasu, nabierając dystansu jest szansa na to, że dojdziecie do wniosku, że chyba pora zmienić sposób, metodologię, chyba czas nabrać odrobiny pokory. Ta pokora też pozwala na to, żeby szukać innych rozwiązań – przynajmniej tak mi się wydaje. Po pierwszej porażce, przykładowo na szosie, gdzie to bardzo się zdziwiłem, że jest tak dużo ludzi jeżdżących dużo szybciej ode mnie, i że, na przykład, średnia 33 km/h to wcale nie jest dobry wynik; ja kiedyś byłem na takim etapie, że tak uważałem. Wtedy zmieniłem sposób swojego treningu i uznałem, że najlepszym będzie dużo częściej wychodzić poza granice komfortu; to brzmi strasznie coachingowo, ale właśnie bez tego bólu, bez tych takich bardzo dyskomfortowych treningów, nie robi się największych postępów. To jest taka praca systematyczna, ciężka i niektóre treningi są dla mnie psychicznie tak ciężkie, że myślę o nich już kilka dni przed. To tyczy się chociażby interwałów, które robię w zimie na trenażerze i zima bardzo pomaga mi w przepracowaniu bazy, w robieniu takich bardzo systematycznych, bardzo rozwojowych treningów, które są ciężkie i psychicznie i fizycznie. Wyobraźcie sobie, że przykładowo, w każdy wtorek, czy tam w każdy czwartek, macie do przejechania 70 km na trenażerze interwałowo, z czego macie 5 powtórzeń razy 13 min. na dokładnie granicy Waszego progu. Pierwszy taki interwał – OK, jeszcze człowiek jest w stanie jakoś przetrwać, drugi też nie najgorzej, ale przy trzecim, czwartym… Ja łapałem się na tym, że starałem się liczyć barany, albo starałem się analizować ilość żaluzji na moim oknie, tych takich pojedynczych listków, tylko po to, żeby nie patrzeć na to ile jeszcze czasu mi pozostało, gdzie jest to naprawdę ciężkie do zniesienia, ale da się to zrobić. Właśnie dużo osób mnie pyta, w jaki sposób buduje się progres – to taki. Nie ma rozwoju formy bez bólu. To nie przyjedzie samo z siebie.

Tak samo nie da się ani jednego kilograma utracić bez bólu. To jest bardzo ciężkie. Oczywiście są takie osoby, dla których to nie stanowi aż tak dużego problemu, ale nie ma czegoś takiego, jak łatwe redukowanie masy – to zawsze wiąże się z dużym dyskomfortem, kładzeniem się trochę głodnym spać – na przykład, albo wiąże się z odmawianiem sobie wielu różnych rzeczy, na które mielibyśmy ochotę, a których jeść nie powinniśmy. To też wiąże się często z tym, że mam takie dni, kiedy chodzę po sklepie i jest mi niesamowicie smutno, bo mam na coś straszną ochotę a jednocześnie wiem, że nie mogę sobie dzisiaj na to pozwolić. To jest słabe. Są takie działy czy takie półki w sklepie, które omijam szerokim łukiem i to jest właśnie ta praca – niestety. Ja przez długi czas tego nie rozumiałem, że nie ma innego sposobu, nie ma drogi na skróty. Oczywiście, ktoś może rozważyć przyjmowanie amfetaminy albo środków przeczyszczających, albo branie dopingu, przetoczenie sobie krwi, ale nie ma satysfakcji, tak mi się wydaje, z tego. Ja to zawsze porównuję do grania na kodach; co z tego, że przeszedłeś ostatnią, najtrudniejszą misję, skoro zrobiłeś to na kodach? Co z tego, że pokazujesz znajomym, że posiadasz iPhona, jeżeli to jest podróbka? Oszukujesz tylko samego siebie. Podobnie właśnie jest w przypadku pracy nad samym sobą, kiedy to na co dzień naprawdę jest ciężko, zwłaszcza kiedy przychodzi jesień, zwłaszcza kiedy spada nam nastrój jest jeszcze trudniej.

Musicie sobie zdawać z tego sprawę, że jeżeli ktoś ma problemy ze smutkiem, z depresją, z nerwicą, to może być Wam niekiedy tym ciężej walczyć z samym sobą. Ja też to widzę po sobie. Zupełnie inaczej, przykładowo, człowiekowi przychodzi odchudzać się latem a zupełnie inaczej teraz. Człowiek jest skłonny do tego, żeby pocieszać samego siebie i wtedy, przykładowo, ochota na słodkie, wszystkie zakazane rzeczy, jest większa na jesieni i zimą – zauważcie. Dlatego też uważam, że postanowienia noworoczne są bez sensu, bo rozpoczynanie odchudzania jest w szczególności trudne właśnie drugiego stycznia – tak mi się wydaje. Najłatwiej jest zaczynać latem, ale z drugiej strony nie uważam, że powinniśmy decyzję o zmianie swojego sposobu odżywiania czy stylu życia na bardziej sportowy, odkładać na lato. Wychodzę z założenia, że jeżeli postanawiasz coś robić, tak na serio, to zrób to dzisiaj albo jutro, a przekładanie tego kolejny tydzień jest, po prostu, bez sensu, totalnie bez sensu. Jeżeli ktoś chce i ta determinacja jest prawdziwa i szczera, to ona jest tu i teraz a nie za miesiąc, nie za pół roku. Tym sposobem można odkładać do końca życia. Niestety wcześniej przyjdzie kardiolog, albo wcześniej zorientujemy się, że mamy cukrzycę, niż przeprowadzimy tę rewolucję. Ja jej dokonałem, co prawda, latem, tak się złożyło, ale też podjąłem na początku decyzję, że robię coś ze sobą z dnia na dzień, zwłaszcza w tej ostatniej fazie, kiedy to zdecydowałem się finalnie rozprawić z 20 kilogramami, które mi ciążyły, i które chyba dały mi najwięcej, jeżeli chodzi o zmianę fizyczną i też psychiczną. Inaczej się chudnie ze 120 na 110 kg, inaczej się chudnie ze 110 na 100 kg, ale najważniejszy jest w tym wszystkim ostatni szlif, który też wydaje mi się, być najtrudniejszy. W moim przypadku wiązało się to z półrocznym postem; zero pieczywa, zero alkoholu, bez absolutnie najmniejszych wyjątków. Jeden taki był, może dwa, gdzie to przez pół roku żyłem praktycznie na samych warzywach i kaszach, i absolutnie nie było wyjątków ani odstępstw od tej diety. Nie ma sensu robić sobie, moim zdaniem, takich dni odstępstw, ponieważ potem jesteśmy skłonni do tego, żeby potem to powtarzać i powtarzać coraz częściej. Następnego dnia też wraca się dużo ciężej do takiej szarej rzeczywistości jeżeli chodzi o trzymanie się tego rygoru.

Na pocieszenie Wam powiem, że najtrudniejsze są chyba pierwsze trzy tygodnie, kiedy to organizm, wątroba, mózg, musi się odzwyczaić od, przykładowo, słodkich rzeczy albo od węglowodanów. Po części człowiek, wydaje mi się, jest mentalnie uzależniony od bardzo, bardzo wielu rzeczy; mam tutaj na myśli chociażby cukier, mam tutaj na myśli wszystkie słone przekąski, gdzie to człowiek od soli, ja mam takie wrażenie, też się w jakiś sposób uzależnia, i cierpi z tego powodu bardzo mocno potem.

Dzisiaj testowo w formie takiego właśnie podcastu. Przyznam szczerze, że robię to w 100% spontanicznie, na ciszy, bez obrazu. Nie wiem, czy to powinno się pojawiać na You Tubie, dlatego ustawiam status jako „niepubliczny”. Po prostu sobie eksperymentuję. Warto jest eksperymentować z różnymi rzeczami i o wiele lepsze jest próbowanie niż długie zastanawianie się. W czasie, kiedy inni się zastanawiają, my możemy już działać i sprawdzić, czy faktycznie nasze wątpliwości są uzasadnione, czy też nie. Czasami się udaje, czasami nie – jak ze wszystkim.

Dajcie znać w komentarzu, choć dużo osób tego nie usłyszy, ponieważ, tak jak Wam wspomniałem, ten link wrzucam, tylko i wyłącznie na swojego Facebooka i wrzucam w formie postu na You Tubie, ale nie wysyłam tego z opcją powiadomienia subskrybentów, po prostu. Stąd taka właśnie nieśmiała forma, próba podcastowania, choć mnie osobiście, w pełni subiektywnie, wydaje się, że to jest bez sensu, bo to samo można powiedzieć zarówno dźwiękiem jak i obrazem. Nie uważam, że mam monopol na rację, bo być może jest dużo osób, które oczekują tego, żeby mnie nie widzieć, kiedy mówię – nie wiem – może lepiej się przy tym śpi, może lepiej się temu towarzyszy jadąc samochodem albo siedząc w robocie. Może czegoś nie rozumiem, po prostu.

Dzięki wielkie.

Cześć.     

Prawie.PRO Made in Poland

259,99 
PRO
499,99 
297,00 
339,99 
PRO
84,99 
49,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Mój pierwszy w życiu podcast (1)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.