Dzisiaj pokażę Ci, jak naprawdę wygląda amatorski wyścig kolarski L’ETAPE Poland 2026. Bez napinki. Bez zawodowców. Bez mitów o cierpieniu. 107 kilometrów góra dół z wiatrem i pod wiatr. Obiecuję, że pod koniec sam uznasz, że nie ma się czego bać.

To jet tak zwany lotny start. Pierwsze kilometry robi się na spokojnie, a ściganie zaczynamy od pierwszego podjazdu. Tak jest fajniej, tak jest bezpieczniej. 

Celowo jadę pomiędzy grupami. Tej najszybszej nie chcę przeszkadzać w walce o prawdziwe wyniki. 

Pierwszy Ząb podjechany. Jest luźniej. Na niebie gęściej. Tutaj są dwa zakręty na których można przestrzelić. Czasami zdarza się, że ktoś hamuje na ostatnią chwilę. Gdy jest mokro łatwo jest śliznąć się przednim kołem i wlecieć do rowu. Zwłaszcza jak masz starsze opony.

Z pogodą dzisiaj jest typowo jak w górach. Na niebie szachownica. Raz deszcz, raz słońce. 

Bez względu na warunki – polecam małe łyczki co kilka kilometrów. Można wykorzystać do tego bardziej płaskie momenty. 

W tym miejscu peleton dzieli się też na dystans krótki i długi. Długi skręca w prawo na kolejną krótką wspinaczkę. Tutaj jeszcze bardziej peleton się rozciąga i nie ma klaustrofobii. Znowu patrzę tylko na swoje tętno i moc. Jest rezerwa to wyprzedzam. Gdy czyjeś koło jest dla mnie za szybkie, wówczas odpuszczam. 

Po 30 kilometrach leci pierwszy żel. Nie ma znaczenia jaki to będzie. Byle skuteczny, byle wcześniej przetestowany. Ja na początku zawsze przyjmuje takie z dodatkową kofeiną, bo nie będzie czasu na kawę. 

Jem i piję na siłę, bo w euforii, albo w stresie zdarza się zapomnieć. To przeoczenie w drugiej połowie Letape bardzo by się zemściło. Po prostu w pewnym momencie przyszłoby ścięcie. Momentalny brak sił plus widzenie tunelowe. 

Od 33 kilometra jest troszkę płaskiego. To jest moment gdzie można się do kogoś przykleić na koło i troszkę zaoszczędzić sił. Miło jest też dawać zmiany, choć to zawody i każdy gra na siebie. Stąd nie mam żalu. 

Po co się oszczędzać nie jadąc na rekord? Po to by mieć siły dokręcić w takich miejscach jak tutaj, gdzie już trzeba kręcić na stojąco na 18 procentach. 

Fantastycznie jest oznaczenie. Można to jechać nawet samemu bez kursu w nawigacji i się nie pogubić. 

W sumie to tutaj jestem już kompletnie sam. Czołówka jest 8 km przede mną. Najmocniejsze konie z całej Polski i nie tylko walczą o pudło robiąc to ze srednią 40. Z tego też względu 25 sekund przerwy. Uzupełniłem tylko wodę, na tym już powinienem dojechać do końca bez postojów. Bo mam jeszcze 3 żele a przed samymi zawodami wrzuciłem do brzucha pół litra izo na raz. 

Zapomniałem tylko powiedzieć, że całość odbywa się przy zamkniętym ruchu. A gdy ktoś mimo to na nią wjechał samochodem, szybko był zabezpieczany. To jest piękne. Nie samo haltowanie samochodów, tylko ilość motocyklistów, zabezpieczenia. 

W drugiej połowie trasa się wypłaszcza, ale pojawia się czołowy wiatr. 

Mam zasadę też taką, że jak pojawia się niespodziewane picie to zawsze biorę. Uprzedzam też, że to jest jedno z dwóch miejsc gdzie można śmiecić. Mam też nadzieję, że te bidony zostaną w przyszłości jeszcze wykorzystane przez lokalne dzieciaki. 

Najgorsze jeszcze nie było za mną. Wiatr skutecznie wyciągał energię z nóg. A przede mną został jeszcze ostatni egzamin. Gubałówka. 99 Kilometr. Jeszcze 8 cały czas niemal pod górkę. 400m przewyższenia.

A to wóz techniczny na wypadek defektów wszelakich. To nie jest norma na każdym wyścigu amatorskim. Serio. 

A to jest moment kiedy można przestać patrzeć na tętno. O dziwo jestem nawet świezy. 

A to najpiękniejsze ujęcie z mety jakie w życiu dostałem, dzięki uprzejmości Jakuba Sowy. Chyba dawno też nie byłem tak uśmiechnięty. Jak uśmiechnięty do znaczy, że nie dokręciłem. Ale jak na solową jazdę. Nawet jestem zadowolony: Czas: 3:44 

Ja pikole jaki tutaj jest klimat, jacy wszyscy są szczęśliwi. 

To nie czas definiuje zawodnika. Nie miejsce. Nie średnia prędkość. Nie liczba lajków po zawodach. To jest amatorski sport. Jesteśmy tutaj po emocje, przygodę i własne małe zwycięstwa.

Tymczasem pośród nas wielu cichych bohaterów. Mariusz przyleciał z Islandii. Pomimo szlifu dojechał do mety. Czy ja bym dojechał widząc jak wszystko plamię na czerwono? Nie mam pewności. 

A może całość jedną nogą?

A te zawody są po to, aby każdy z nas walczył że swoimi straszkami. Ja zawsze boję się zimna i spadku cukru, albo tego, że początek polecę za mocno. Albo wstydu. 

Najlepsze co można zrobić to przełamać się. Próbować, nie bać się. Tutaj każdy z nas jest taki sam. Nikt nikogo nie analizuje, za to wszyscy dobrze się bawią. 

Dlatego już teraz wiem, że chciałbym tu wrócić za rok. 

Mogę to wszystko robić dzięki takim Ludziom jak Ty. Którzy wspierają mnie poprzez mój sklep. Do niego link jest w opisie a kod na ekranie.

Dziękuję, że jesteś.

Prawie.PRO Made in Poland

-22%
(14) Pierwotna cena wynosiła: 89,99 zł.Aktualna cena wynosi: 69,99 zł.

Najniższa cena z 30 dni: 69,99 

?
(83) 94,90 
?
(27) 94,90 
?
-7%
Ostatnie miejsca
(9) Zakres cen: od 1999,00 zł do 2150,00 zł

Najniższa cena z 30 dni: 2150,00 

?
(11) 399,59 
?
(58) 139,59 
?
-25%
(23) Zakres cen: od 299,00 zł do 399,59 zł

Najniższa cena z 30 dni: 399,59 

?
595,99 
?
(12) 125,99 
?
Druga para -9%
(1) 399,59 
?
(4) 495,59 
?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Przeczytaj również: