O pewnych rzeczach warto mówić i pisać, mimo że każdy o nich wie i dla większości z nas są to truizmy. Wczorajszy przypadek zaobserwowany przeze mnie, skłonił mnie do napisania artykułu o tym, że czerwone światło sygnalizacji drogowej dotyczy także nas – rowerzystów.

Weekend, wczesna godzina poranna, albo też późno wieczorem. Chodzi o to by ruch samochodowy na jezdni był najmniejszy. Zabierasz się z kolegą na waszych szosach na kolarski trening. Ustalacie trasę, plan gry i cele. Są odcinki, w których napieracie tyle ile macie mocy w nogach – wiadomo, liczy się średnia. Na waszej drodze małe skrzyżowanie dwóch ulic – wasza to ta główna. Zapala się żółte światło, potem czerwone. Decydujecie się jednak przejechać – przecież samochody stoją cały czas – na liczniku jest 40 km/h – zdążycie przejechać przed samochodami. I rzeczywiście, opuszczacie skrzyżowanie zanim auta ruszają, ale… nie przewidzieliście jednego – ruchu pieszych. Tuż przed twoje koło wychodzi pieszy, krzyczysz, hamujesz, próbujesz ominąć. Udaje się to na centymetry, kolega za tobą nie wie co się dzieje, panicznie hamuje i wykonuje piękne OTB. Na szczęście nie było zderzenia z pieszym i kończy się tylko na otarciu kolan jednego z was i podrapanej dumie drugiego.

Byłem świadkiem opisanej sytuacji. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale mogło być gorzej. Naprawdę, to że nie mamy tablicy rejestracyjnej na plecach nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze czyny w ruchu drogowym. Czerwone światło to rzecz święta – także, a może i przede wszystkim – dla rowerzystów, którzy jako niechronieni uczestnicy ruchu mogą zapłacić wysoką cenę za głupi błąd.

Pamiętajcie szosowcy – to zdrowie jest najważniejsze, nie średnia prędkość przejazdu.

Jedna opinia na temat „Przejazd rowerem na czerwonym? Czerwone światło to rzecz święta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *