Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Największe porażki, które zmieniły moje życie (23)
/

Większość rzeczy w moim życiu poszło nie tak. Jednak niepowodzeniom zawdzięczam najwięcej. To najlepsza motywacja do lepszego działania.
Chcesz wesprzeć moją działalność? Możesz to zrobić wybierając moją odzież made in Poland na https://prawie.pro. Obserwuj mnie również na Instagramie: https://www.instagram.com/prawie_pro

Cześć.

Tutaj Leszek.

Nagrywanie dla Was podcastów sprawia mi ogromną przyjemność i bardzo dużo satysfakcji mam wtedy, kiedy w trochę niezamierzony, przypadkowy sposób dowiaduję się, że to komuś może w czymś pomóc, bo faktycznie, mało osób rozmawia o rzeczach często trudnych. Tak samo trudną będzie dla nas gorycz porażki, ale ona jest nieunikniona, zarówno w sferze osobistej, zawodowej jak i również tej sportowej. To właśnie błędy sprawiają, że mamy możliwość wyciągać wnioski, i być lepszymi. To też często zmiany, których tak bardzo się boimy, a które najczęściej wychodzą nam na dobre i ja sam się dziesiątki razy o tym przekonywałem, że rzeczy z pozoru są złe, tak naprawdę są niezwykle ważne w naszym życiu i pożyteczne, w dłuższej perspektywie.

Dzisiaj chciałem Wam powiedzieć o takich sześciu rzeczach, które teoretycznie na początku wydawały się być porażką a potem przekuwały się w coś dobrego.

Pamiętam jak to było na samym początku, jak zaczynałem uprawiać sport i jak to bardzo szybko popadłem w samozachwyt, który był tłumiony przez spojrzenie osób z zewnątrz. Krytyka, to jest jedna z najbardziej pożytecznych rzeczy w moim życiu, których sam doświadczyłem, pomimo tego, że na początku nie pałałem radością, kiedy ktoś mi mówił, że źle wyglądam na tym rowerze, bo jestem gruby, albo źle biegam, bo wyglądam jak pokraka. Było to związane z tym dysonansem, że tak naprawdę, te słowa krytyki, niesamowicie mocno zmotywowały mnie do zmian, do tego, żeby być chudszym, albo do tego, żeby poprawiać swoją technikę biegową, żeby nie wyglądać śmiesznie. Do dziś dnia nie wyglądam jak typowy lekkoatleta, bo nie mam niesamowicie zgrabnych nóg i też nie mam niesamowicie poprawnej techniki. Właśnie, tak mi się wydaje, że po 3 tygodniach biegania, czy po 3 tygodniach jazdy na rowerze może przyjść taki moment, kiedy popadniemy w taki samozachwyt. Wtedy musi przyjść osoba, która spojrzy na nas z boku i powie: no nie, słuchaj, kurcze, przed Tobą jest jeszcze wiele do zrobienia. Na pierwszy rzut oka widać, że wyglądasz na totalnego beginera albo noba.  I te słowa, na początku sprawiały mi ból, bo to był mój wrażliwy punkt, bo ja na samym początku bardzo się afiszowałem z tym, że zacząłem uprawiać sport i wtedy też pojawiło się sporo takich spojrzeń politowania, które naprawdę były pożyteczne, i które mnie zmobilizowały do tego, żeby oprócz uprawiania sportu, także pomyśleć o odpowiedniej diecie. Minęło sporo czasu, zanim ja to zrozumiałem, że samym sportem człowiek nie schudnie, jeżeli nie zmieni całkowicie swojego sposobu odżywiania.

Drugim punktem, który chciałem zapisać do swoich największych porażek, obok tego samozachwytu, to były pierwsze materiały wideo, które publikowałem na swoim You Tubie Prawie.PRO. Wtedy, również ciężko mi było nabrać tego dystansu i ciężko mi było o gruboskórność w sytuacji, kiedy wzbudzałem powszechny śmiech; cześć, tutaj Leszek, zaczynam swoją przygodę na rowerze… i pod spodem dziesiątki komentarzy: …weź stary, ty lepiej zmień dyscyplinę sportu, nie wiem czy szosa to jest najlepszy sposób dla ciebie, na pewno niczego nie osiągniesz, wyglądasz dramatycznie, jesteś grubasem ulanym…

…to wszystko bolało, ale właśnie też sprowadzało się do tego, że ja czułem się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej zmotywowany do tego, żeby jeszcze szybciej chudnąć. W pewnym momencie ta krytyka sprawiła, że ja naprawdę zacząłem bardzo mało jeść i wręcz nałogowo liczyłem kalorie. Z drugiej strony, z perspektywy, nie mogło mnie nic lepszego spotkać, niż właśnie ta gorycz, niż te uszczypliwe komentarze, choć bolesne, choć często chamskie, wulgarne, przyniosły taki rezultat, że ja się zawziąłem. Jak ja się uprę, to jestem w stanie zrobić naprawdę wiele. Taki mam charakter, niestety, który sprowadza się bardzo często do perfekcjonizmu, i nie można w żadną ze stron przesadzać – tak myślę teraz z perspektywy. Dzisiaj mam już do tego dystans, i pewnie inaczej bym podchodził do krytyki, do komentarzy, mimo to zapisuję to, jako punkt drugi swoich największych porażek i swoich takich największych goryczy, które musiałem w jakiś sposób przełknąć.

Trzecim etapem mojego rozwoju sportowego, to były pierwsze zawody, kiedy to, owszem, już schudłem i ważyłem w okolicach 80 kg a nie 110 kg, i myślałem, że samo to odchudzanie, i sama ta redukcja masy, to jest wszystko, albo zdecydowana większość, które mógłbym zrobić. Niestety okazało się, że moja forma wcale nie jest tak dobra, jak mi się wydawało. Oczywiście odniosłem spory progres wynikający tylko i wyłącznie z samej redukcji masy, no, bo zupełnie inaczej jeździ się z 30 kilogramowym plecakiem a zupełni inaczej bez niego, jednak jazda w samotności na wyścigu szosowym, gdzieś głęboko na tyłach, na 5 min. straty, nie jest czymś fajnym. Pamiętam, że strasznie przeżywałem to, że nie udało mi się razem z całą grupą dojechać do mety, i że tak naprawdę jechałem przez 100 km niemalże w całkowitej samotności generując niesamowite waty wynikające właśnie z tej rozpaczy, że jestem sam, że zostałem, jakby, wykluczony z tej grupy; że ja się do tego wszystkiego nie nadaję. Strasznie to przeżywałem i trwało to z dwa tygodnie. Przypłacałem to jakimś takim stanem depresyjnym i zrezygnowaniem, naprawdę poważnym zrezygnowaniem, kiedy myślałem przez ten czas, że ja się po prostu do tego nie nadaję; dlaczego oni mi odjechali? ja tyle trenowałem, tyle kilometrów przejechałem na tym rowerze. Ta porażka pozwoliła mi zrozumieć, że muszę trenować w sposób nie tylko systematyczny, ale w sposób efektywny; robić mniej kilometrów, ale jeździć mocniej, bardzo dużo dało mi to nowych przemyśleń, także za sprawą tego, że zacząłem rozmawiać z ludźmi, którzy specjalizują się typowo w treningu, i którzy powiedzieli, jakie błędy poczyniłem przez ostatnie dwa lata jazdy na rowerze. Z tego względu też zdecydowałem się na Zwifta. Z tego też względu właśnie zacząłem konsultować swoje jazdy z przeszłości, trochę inaczej też zacząłem jeść, bardziej się skupiać na rozwoju formy, i tej wydolności, więcej zacząłem od siebie wymagać, jeżeli chodzi o intensywność tych treningów.

Punktem czwartym będzie moje pierwsze pływanie open water i pierwsze ataki paniki, kiedy to zdałem sobie sprawę z tego, że triathlon to wcale nie jest lekki kawałek chleba, i że tutaj jest bardzo dużo do zrobienia, jeżeli chodzi o moją sferę psychiczną. Nie wszystkie problemy z przeszłości zostały przeze mnie, w należyty sposób rozwiązane, i że, jeżeli chodzi o pływanie, o samą technikę a także wytrzymałość oraz prędkość, jest bardzo dużo do zrobienia. Wtedy, nie raz miałem okazję doświadczać, wchodząc do wody albo biorąc udział w swoich pierwszych zawodach triathlonowych, takiej niesamowitej lekcji pokory, kiedy to, za każdym razem zostawałem sprowadzany do parteru. Emocjonalnie to też było dla mnie całkiem trudne, ale z drugiej strony, determinacja i upór, nie pozwalały mi odpuścić. Postanowiłem walczyć, właściwie podczas każdego startu i na każdym treningu, z atakami paniki, które towarzyszą mi do dziś. Covid w tym wszystkim nie pomaga, bo nie mam możliwości treningu na basenie, niestety, żeby pójść na jakiś kurs, który poprawiałby moje pływanie, dzięki czemu czułbym się odrobinę pewniej w tej wodzie. Jest to też jedna z takich porażek, o których nagrywałem niejeden film wideo, gdzie to starałem się tłumaczyć, na czym polega ten lęk przed otwartą wodą, czym on jest podyktowany, i jak z każdym dniem starałem się nabierać troszeczkę pewności siebie. To też był taki właśnie element w mojej „karierze” sportowej.

Jeżeli chodzi o moją karierę zawodową, to odnosiłem bardzo dużo porażek pracując w mediach. Nie wiem czy uwierzycie, być może nie, ale zaczynałem swoją pracę zawodową w wieku 15 lat, kiedy byłem uczniem gimnazjum. Uparłem się, że będę pracować w radiu, i że będę praktykantem.  Na początku człowiekiem od noszenia kawy, chodzenia do baru mlecznego po pierogi, człowieka, którym się pomiata. Będąc takim młodym nastolatem, byłem często źle traktowany przez innych ludzi, i to też były bardzo bolesne doświadczenia, kiedy ty to na zmianę uważałem, że złapałem Boga za nogi a za chwilę miałem wrażenie, że jestem gówno warty. Trafiałem na różnych ludzi; jedni dawali mi szansę – dawali mi kredyt zaufania, a drudzy, po prostu, uważali, że jestem śmieciem, którego trzeba, z założenia, źle traktować żeby samemu móc poprawić swoją własną wartość. Naprawdę jest wiele osób, którym jestem wdzięczny za ten swój początkowy etap w radiu, kiedy walczyłem o to żeby pracować na antenie albo z anteną, realizując ją albo prowadząc własne programy, albo pisząc pierwsze newsy, montując pierwsze dźwięki. Jedni dawali mi szansę a inni mówili żebym spieprzał. Znam i pamiętam do dziś dnia te wszystkie osoby, zarówno od tej dobrej, jak i również do tej złej strony.

Pierwszy samozachwyt miał miejsce, kiedy miałem 17 – 18 lat, wtedy miałem okazję przenosić się z jednej stacji do drugiej. Z jednej mnie wyrzucono mówiąc telefonicznie, lakonicznie, żebym już więcej nie przychodził. W drugiej zatrudniono mnie za 200 zł, gdzie prowadziłem swój dwugodzinny program w soboty wieczorem; taki autorski. Potem, po raz kolejny zmieniłem stację, gdzie miałem normalne, regularne, weekendowe pasma – równocześnie się uczyłem, a potem dostałem możliwość pracy w RMFie, jako producent dźwięku, realizator anteny na żywo, konkretnie „Faktów”. Tam dostałem ogromny wycisk. Pojawiłem się tam właśnie będąc świeżo po maturze, wśród ludzi, którzy znają się do – nastu lat; człowiek taki młody, niepokorny, w takim gronie, dla jednych był utrapieniem, dla drugich był kimś całkowicie normalnym. Jakimś młodym człowiekiem, któremu, być może, warto dać szansę, który powinien zostać przytemperowany, żeby wrócił na ziemię, bo to, że dostał pracę w eremefie, wcale nie świadczy o tym, że jest alfą i omegą radiową. Jedni to robili w sposób taki otwarty, pogodny, miły inni to robili wręcz przeciwnie; w taki sposób, że po prostu mnie tępili i to też mi pozwoliło wrócić do parteru, przemyśleć pewne rzeczy, ale nie poddawać się i dalej walczyć o to, żeby nie popełniać błędów.

Ze względu na taki częściowy mobbing, któremu zostałem poddany, przez to żyłem w potwornym stresie, popełniałem bardzo dużo błędów, które właśnie dosyć dobrze łączą się ze sportem. Jeżeli będziemy, chociażby podczas zawodów strasznie zestresowani, to będziemy popełniali głupie błędy, i to samo miało miejsce w pracy, kiedy to, pracując z żywą anteną, nie trudno było o pomyłkę. Popełnienie jednego błędu od razu ciągnie za sobą drugi błąd, trzeci już jest katastrofą i takie dni też mam za sobą, kiedy to jednego byłem dumny z siebie a drugiego odnosiłem kolosalną porażkę, którą przeżywałem przez tydzień albo przez dwa. Pojawiały się wtedy takie wtopy robione przeze mnie, które jeszcze były nakręcane tym błędnym kołem takiego poczucia złej własnej wartości. Miałem wrażenie, że niektórzy ludzie czekali na tan mój błąd, i dzięki temu mieli kolejną pożywkę, żeby się pastwić nade mną psychicznie. To też, w takim młodym wieku, w wieku 19 lat, było bardzo mi potrzebną lekcją. Owszem, ja to potem przez długi czas jeszcze musiałem odreagowywać. Z tego względu, u mnie potem pojawiła się depresja, pojawiła się nerwica i było to niesamowicie stresujące, ale też niesamowicie przyspieszyło proces dorastania, kształtowania mojej psychiki. Oczywiście, skutkiem ubocznym tego były te schorzenia, o których Wam mówiłem, na które cierpię do dziś dnia, ale miało to swoje bardzo pozytywne strony, bo zyskałem bardzo dużo doświadczenia, tego radiowego. Zostały też u mnie zaszczepione pewne cechy charakteru, które mi pomagają w sporcie i pomagają mi teraz, kiedy jestem poza mediami, kiedy to prowadzę swój własny biznes; taka dokładność, sumienność, weryfikowanie wielu różnych rzeczy bardzo mi pomaga. Takie doświadczenia, też były cenne potem, po kilku latach, na rynku pracy, kiedy to pracowałem w kolejnych stacjach radiowych, gdzie to miałem okazję być lepszym, i wielu osobom, po prostu, zależało na tym, żeby zatrudnić człowieka, który był po takich różnych, dziwnych przejściach. Zwolniłem się w Krakowie z pracy dokładnie w tym momencie, kiedy wszystko już zaczęło się układać, kiedy zyskałem więcej akceptacji, kiedy już przestałem popełniać błędy, kiedy zyskałem bardzo dużo doświadczenia i stałem się człowiekiem „niezawodnym”, który był, w pewien sposób, zautomatyzowany i przez to, mniej skory do popełniania błędów.

Tamte katastrofy, które miały miejsce w wieku 18, 19, 20 lat, były potrzebnymi mi rzeczami, pomimo tego, że były bolesne. Przez to wszystko, dzisiaj, być może mam więcej dystansu do samego siebie, więcej dystansu do życia, jestem, być może, trochę bardziej odporny na niektóre, nieprzewidziane rzeczy, być może. Z drugiej strony ciężej mi jest walczyć niekiedy ze stresem, być może, dzięki temu też miałem okazję bardziej poznać samego siebie. Trudne doświadczenia, doświadczenia mobbingu wpływają w dużej mierze na to, że mamy okazję poznać samych siebie, przepracować niektóre rzeczy, które, być może wynieśliśmy z dzieciństwa. Tak samo było w moim przypadku, gdzie to okazało się, że jestem niesamowicie czuły na krytykę i niesamowicie tłamszę w sobie to poczucie niskiej wartości. Udało mi się to troszkę przepracować, w dużej mierze udało mi się to przepracować, a sport mi właśnie pomógł w tym, żeby zmierzyć się z tymi wszystkimi problemami. Te wszystkie trudne doświadczenia zadziałały in plus, bo ja mam niesamowicie dużo szczęścia i bardzo często tak jest, że nieprzewidziane rzeczy, albo nieprzewidziane porażki pozwalają mi się zmotywować, ogarnąć.

Podpunkt 5a, jeżeli chodzi o największe życiowe porażki.

Ja w międzyczasie odszedłem z mediów i z radia. Mam firmę od 11 lat, która zajmuje się wydawaniem portalu motocyklowego, drugiego największego w Polsce. Branża motocyklowa w Polsce jest ciężka i ona bardzo ucierpiała na skutek Covidu, przynajmniej w pierwszym i drugim kwartale i na skutek tego, straciłem bardzo dużo kontraktów reklamowych dla tego portalu i to się stało praktycznie z dnia na dzień. Utrata tych wszystkich kontraktów wpłynęła na to, że ja niesamowicie byłem zmobilizowany i zdeterminowany do tego, żeby przyspieszyć rozwój własnej marki odzieżowej Prawie.PRO. Właśnie ta chwilowa determinacja, ten niesamowity kop w dupę, pomógł mi przezwyciężyć finansową katastrofę, jaka by mnie czekała, naprawdę. Spotkałem się z tak ogromnym wsparciem tak ogromnej ilości osób, których nie znam, Was – po prostu – ludzi, którzy słuchają moich podcastów, którzy oglądają moje wideo na You Tubie, czy też podglądają mnie na Instagramie, do którego odsyłam. To jest niesamowite. Jakbym nie zaznał dobra ludzi, gdyby nie ta determinacja moja, bo ja się zaangażowałem w 100 %, perfekcjonistycznie wręcz, w stosunku do tego sklepu, w stosunku do tej odzieży, jakości obsługi, itd.

To są rzeczy, które wyniosłem z przeszłości. Ta determinacja, ten upór właśnie wyniosłem z dzieciństwa i z mediów, bo ode mnie właśnie tego wymagano; pełnej determinacji, pełnego poświęcenia, 300% zaangażowania. To są właśnie te dobre strony przykrych doświadczeń, dobre strony porażek. Jeżeli żyjemy w enklawie, gdzie boimy się podejmować ryzykownych decyzji, albo boimy się działać w obawie przed krytyką, to jest ogromy błąd. Z tego właśnie względu staram się być, na co dzień, bardzo samodzielny i po prostu próbować ryzykować będąc trochę gotowy na to, żeby ewentualnie odnieść porażkę, bo zawsze porażka, to jest jakieś nowe doświadczenie, które przyda mi się na zupełnie inny etapie – to jest konkluzja tego dzisiejszego, nieco przydługiego i ciężkiego dla mnie podcastu.

Dzięki.

Cześć.  

Prawie.PRO Made in Poland

100,00 
49,99 
339,99 
79,99 
16,99 
339,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Największe porażki, które zmieniły moje życie (23)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.