Tekst oraz wybrane fragmenty filmu powstały w 2020 roku.

Cześć. Tutaj Leszek. Ten uśmiechnięty człowiek na karbonowym, lekkim rowerze, w dobrym samochodzie. Mający iPhona w kieszeni, najnowszy model rowerowej nawigacji. Dobrze ubrany. Mający własny biznes. Wiodący teoretycznie beztroskie życie YouTubera, którego znasz w trzech procentach.

I bardzo często my wszyscy jesteśmy oceniani przez pryzmat tych kilku procentów.

Na rzecz filmu mogę choćby werbalnie przybrać wesołą, uśmiechniętą formę, bo tacy jak ja potrafią to doskonale. Czasem zaczynam myśleć, że im radośniejszą osobę na swojej drodze spotykam, tym ma ona ciężej gdy nikt nie patrzy.

Gorzej jeśli przez chorobę, przeszłe i bieżące problemy zakładamy szczelną maskę i pilnujemy by nikt nie odkrył naszego smutku, zrezygnowania lub zmęczenia. Ja po raz drugi decyduję się pokazać, że jestem taki sam, albo gorszy. I nie tylko ja biję się każdego dnia.

Moja codzienność.

Poranek to jest walka. Mam chorobę, która sprawia, że nie chce się wstać z łóżka. Z dwóch powodów. Nie mam motywacji do tego aby cokolwiek dziś zrobić. Nie chodzi tylko o pójście do pracy czy na trening. Po drugie boję się wyjść z domu. W przeciągu 5 minut od przebudzenia czuję uderzenie uogólnionego stresu niewiadomego pochodzenia. Przez większość dnia jestem w ciągłym napięciu. Także w weekendy. Nawet najprostsze czynności wzbudzają u mnie lęk. Dźwięk wibracji smartfona to +10 do tętna. Konieczność rozmowy z kimś przez telefon to +15 uderzeń serca na minutę.

Niechętnie odbieram rozmowy przed południem. Znacznie prościej mi to wychodzi w drugiej połowie dnia. Z tego też powodu wiele spotkań umawiam maksymalnie blisko południa. Dlatego nie trenuję rano przed pracą, bo poziom kortyzolu odbiera mi przyjemność z jazdy rowerem czy biegania o pływaniu nawet nie wspominając. Po drugie mam często bardzo napięty wewnętrzny harmonogram. I póki go nie zacznę realizować to nie umiem usiąść i się uspokoić. Odpocząć. Z resztą nie umiem odpoczywać. Moja głowa jest jak szybko pędzący pociąg nie potrafiący się zatrzymać.

To wszystko także powoduje, że nigdy rano nie mam apetytu. Nie jadam śniadań, chyba, że muszę podczas obozów lub w dni startowe. Po prostu zmuszam się i nikt nie zdaje sobie sprawy z tego jak jest to trudne w stresie. Denerwuje mnie przy tym gadania o tym jak ważne jest śniadanie i na pewno umrę bez niego. Ludzie pierwotni w dziczy też nie schodzili z drzewa bez bułki z dżemem albo jajecznicy i płatków kukurydzianych z mlekiem migdałowym.

Ta choroba odbiera kompletnie apetyt do życia i jedzenia.

To paradoksalne. Ten poranny jadłowstręt wieczorem przeradza się w trudne do opanowania żarcie. Dlaczego? Ponieważ pod wieczór napięcie najczęściej maleje i odzyskuje się chęć do jedzenia. Jedzenie to jedna z nielicznych rzeczy, która sprawia przyjemność. Kiedyś temu uległem bez refleksji, stąd moja masa, która była ciężka do zrzucenia gdy się zorientowałem, że mnóstwo we mnie kompulsywności, skłonności do robienia rzeczy, które mają wynagrodzić trud życia. Dla mnie pocieszeniem była i nadal jest lodówka. W przeszłości codzienne piwo. Dla kogo innego będą to małpki, żetony w kasynie, przymus robienia zakupów albo pracy ponad siły tylko po to aby coś w sobie zagłuszyć.

Każdy dzień to strach nie tylko przed natłokiem zadań, myśli, bodźców, ale również przed losowo budzącymi się atakami lęku. To może dopaść w autobusie, w sklepowej kolejce, kościele albo w wodzie. Mózg zaczyna wysyłać do ciała sygnały nieadekwatne do sytuacji przez co w losowym miejscu zaczniesz się tak pocić, jak podczas biegu. Ludzie się dziwnie patrzą, dlaczego stojący obok w tramwaju człowiek tak dyszy, zamyka oczy i jest tak potwornie mokry. Do tego pojawiają się zaburzenia żołądkowe, zawroty głowy na skutek hiperwentylacji. A tymczasem jedziesz tylko do pracy. Dla innych to zwykła rutyna. Dla innych pierwsza z codziennych bitew.

Na szczęście takie ataki już mi minęły, choć momentami za nimi tęsknię. Bowiem dzisiaj ta moja choroba skręciła w innym kierunku. Gorszym, bo bardziej niewidocznym i łatwiejszym do zamaskowania.

Od 14 lat biorę leki. Selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny albo dopaminy. Także dziś rozpocząłem dzień od tabletki. Tak naprawdę dwóch, bo jedna to za mało. Od 14 lat co 3 miesiące odwiedzam lekarza. Przez ten czas odbyłem 4 terapie. Pomogły poznać teorie. Wytłumaczyć samemu sobie przyczyny, skutki i pomóc komuś, kto mierzy się z tym samym co ja. Pomaganie innym jest prostsze od pomagania samemu sobie. Tego nadal nie potrafię. Z drugiej mam naiwną nadzieję, że obcowanie wśród mi podobnych pomoże zrozumieć pewne schematy, które mnie dotyczą. A może chęć pomocy to tylko kolejna kompensacja? Może robiąc zły i dobry uczynek mam nadzieję, że wyjdę na zero?

Jednym z moich teraźniejszych problemów jest fobia społeczna. Tym większa, im bardziej jestem przebodźcowany. Ja uśmiechnięty YouTuber, były radiowiec, konferansjer czy organizator imprez rowerowych.

Włącza mi się to w losowym momencie. Na kilka godzin, albo dni. To syndrom ucieczki od wszystkich. W przeciwnym razie bardzo ciężko mi wydobyć z siebie choć jedno słowo, spojrzeć komuś w oczy. Mam je skierowane ku ziemi. Jestem, ale jakby wyłączony. Wtedy uśmiechać się najtrudniej. Poruszanie kącikami ust jest jak kręcenie korbą pod górkę przy 19 procentach. Każdy ruch oznacza niesamowity wysiłek. Wtedy też bardzo łatwo wpaść w błędne koło. Im bardziej jesteś wyczerpany tym szybciej się męczysz.

Często pytacie dlaczego niekiedy tak mało wspólnych spotkań na mapie Prawie.PRO Touru? Niekiedy właśnie dlatego, ponieważ jestem zaszyty i tak ciężko mi wyjść do ludzi. To tak cholernie ciężkie do opisania. Tak trudne. A jednocześnie człowiekowi jest tak wstyd, że stał się tak bardzo ograniczony, że unika absolutnie wszystkich.

Moim ograniczeniem jest potwornie szybka męczliwość psychiczna. Wszystkie emocje, te dobre i te złe odbieram tak samo jak inni tylko dwa razu bardziej. Dwa razy głośniej słyszę, dwa razy dłużej siedzę przy stole przy którym jest dwa razy więcej ludzi niż w rzeczywistości.

Potrzebuję dwa razy więcej odpoczynku. Dwa razy dłużej trawię i analizuję przykre sytuacje i własne błędy. Woda do której wchodzę jest dwa razy głębsza, dwa razy mocniej odczuwam cudze emocje, ale widoki na które spoglądam na rowerze dwukrotnie piękniejsze. A do tego wszystkiego dwa razy bardziej potrzebuję dosłownego i metaforycznej przytulenia i poczucia bycia docenionym.

Depresja, bo to ta choroba – tkwi w ciszy, bo jest niezrozumiała przez osoby, które kompletnie nie mają pojęcia jak to jest z nią żyć.

„Znajdź sobie dziewczynę, „baba nie chłop”, „idź na tory”.

Dziś już nie mam problemu z tymi frazami. Przez 14 lat przyzwyczaiłem się i nie ulegam anonimom. W duchu mogę życzyć, aby ktoś wyrzucający z siebie takie zdanie nigdy nie doświadczył takiej awarii mózgu jakich ja czasami doznaję. Radzę się nie przejmować ludźmi, którym brakuje współodczuwania. Nigdy ich nie przekonasz, chyba, że sami kiedyś zdejmą maskę, doznają oświecenia lub zachorują. Mało tego – ile razy byłem przekonywany, że to co czuję to ja tego nie czuję, bo czyjś znajomy to miał i mu pomógł wyciąg z kory dębu. A leki, które przyjmuję to chemia, która położy mnie do grobu, wcześniej wzbogacając spiskujące koncerny farmaceutyczne. Wszyscy lekarze się mylą. Wszyscy terapeuci się mylą. Ja się mylę, bo mi się tylko wydaje. Weź się ogarnij!

Jak komuś wytłumaczyć, że to mózg jest chory a każdy neuron jest bezbronny, bez otoczki mielinowej. Tylko tego nie widać jak opryszczkę. Nie ma się z tego powodu gorączki, kaszlu i nie doznaje się ataków jak przy schizofrenii. Stąd tak trudno wielu osobom to pojąć. Zilustrować. Dla mnie ilustracją jest nocny marsz po pustym mieście ze łzami w oczach i natrętnymi myślami samobójczymi, które nagle stają się bardzo kuszącą perspektywą. Tak, teraz już wiem co czują samobójcy. Jeszcze nigdy nie było tak blisko. Dosłowny krok.

Z drugiej strony zauważam na przestrzeni tych kilkunastu lat pewne pozytywne zmiany. Coraz więcej się mówi i pisze o depresji, nerwicy albo samych ich objawach, jakimi często jest otyłość i nałogi. Tak, teraz dopiero wiele osób dostrzega, że ich wygląd fizyczny, paragon ze sklepu lub stan konta to wynik prób tuszowania swoich problemów. Mniej się skupiamy na widocznych objawach, a więcej na przyczynach.

Łatwiej jest siebie wyciągnąć z chorobliwego żarcia czy zakupoholizmu odkrywając genezę w postaci choćby traumatycznego dzieciństwa, bijących i pijących rodziców czy pracy lub szkoły, która stresem wyniszcza nas od środka. Wreszcie rodzice stają się bardziej świadomi i uważni. Ile dzięki temu osób udało się uchronić przed przedwczesną wizytą w chłodni?

Nie walcząc z tą chorobą można się zapędzić w róg dna. Pewnego dnia staje się coś absolutnie dla Ciebie najgorszego. Rozwala Ci się rodzina. Trafiasz na izbę wytrzeźwień. Wchodzi Ci do domu albo na konto komornik. Wywalają Ciebie z pracy. Albo nieco banalniej – stajesz pewnego dnia na wadze. A może w sklepie okazuje się, że przestajesz się mieścić w 2XL. Każdy z nieleczonych, albo nieświadomych w pewnym momencie musi jak ja dojść do tej ściany. Doznać otrzęsienia przez los, aby dojść do wniosku, że trzeba zacząć wszystko od nowa witając nowego członka rodziny jakim jest Twoja depresja. To jest to alter ego, które snuje się za Tobą i niszczy niemal każdy dzień. Zaskoczony diagnozą?

Ja mam tak ze swoją chorobą. To jest ten drugi Leszek, który często dochodzi do głosu i bardziej wpatrzeni, doświadczeni, uważni dostrzegą go w niewielkim geście, pewnym zdaniu, słowie. Smutnym spojrzeniu.

Najtrudniej jest zatuszować te smutne oczy. To fałsz. Dysonans niepasujący do reszty rzekomo uśmiechniętej twarzy. Moim zdaniem to u mnie i innych widać jak cholera. Nieobecne, smutne oczy. Jestem bardzo na to wyczulony. To jednocześnie niemy i donośny krzyk pomocy.

Najsmutniejsze być samemu w tłumie. Nie mieć z kim rozmawiać. Nie umieć rozmawiać, albo zostać odrzuconym, zbagatelizowanym. Ograniczonym do jednego zdania, maila lub komentarza.

Czasem dostrzegam te oczy u osób, które totalnie tuszują swoje problemy przed światem. U sztucznie pewnych siebie egocentryków, kreujących się na silnych ludzi sukcesu. Najtrudniej przyznać się przed samym sobą, że wybielam smutek, frustrację, samotność, złą przeszłość wyimaginowaną pozą. Z resztą, każdy zna kogoś takiego. W dzieciństwie swoje braki nadrabiało się opowiadaniem o tym jaki w domu mamy komputer. W dorosłości można to robić w drugim zdaniu wspominając o swoim statusie materialnym, sportowym lub zawodowym. Ja też kiedyś tak robiłem i strasznie się tego wstydzę.

Myślę, że do tego momentu filmu dotarło 9% Widzów. Dlaczego? Bo to kanał gościa jeżdżącego na rowerze, który znowu wyrzyguje z siebie żale. Jednak ten profil nigdy by nie powstał gdyby nie ta choroba. Zacząłem uprawiać sport tylko dlatego, bo krztusił on objawy choroby nerwowej i ograniczył czas trwania aury oraz częstotliwość ataków.

Zmusił mnie do reorganizacji swojego życia w każdym jednym aspekcie. Zmieniłem pracę. Zmieniłem cykl dobowy. Zmieniłem dietę. Zmieniłem burdel na porządek. Mniej leżę i ryczę, bo produkuję więcej serotoniny na świeżym powietrzu. Czy się chwalę? Nie. Pokazuję jedną z dróg. Pokazuję swoją kuchnię, której się wstydzę po to, aby inni mogli skorzystać z tych doświadczeń i wiedzieli, że sa problemy, które nie tylko ich dotyczą. By dać niekiedy kopa w dupę tym co się zastanawiają zamiast działać.

Denerwuje mnie zastanawianie. Tkwienie w zawieszeniu. Najważniejsze to próbować, a nie unikać konfrontacji ze sobą oraz prawdą. To jak z odkładaniem czegoś na potem. Potem to nigdy. Albo teraz albo wcale. Tego uczy mnie ta choroba. Warto zabrać się za siebie, ponieść 9 porażek, aby za 10 się udało. Wbrew wszystkimi głupkami, których spotkasz na drodze mówiącym Ci, że to nie to, albo się nie uda, albo przesadzasz.

Sport. Co to ma wspólnego ze sportem. Prawie.PRO powstało właśnie dlatego, aby dać upust temu wszystkiemu co opisałem powyżej, a o czym niekiedy sam zapominam. O swojej słabej genezie – jak kolarz ze 100 watów FTP.

To zupełnie zmienia perspektywę. Bo inaczej jest uprawiać sport, pokazywać sprzęt czy startować w zawodach tylko po to aby się pokazać, zaistnieć albo wyłącznie monetyzować swoją twarz i nogi, a inaczej gdy tylko to pomaga Ci w ogóle wstać z łóżka. Sport rozprasza problemy i pomaga zamienić je na inne, mniej autodestrukcyjne. Zapomnieć. Czasem nie myśleć, rejestrując tylko ból nóg lub strach przed wejściem do wody. Lepsze to niż zażeranie utajonego smutku albo całkowite poddanie się społecznej izolacji. Lepsze to, niż walka z atakami nerwicowymi nagradzanymi potem kolejnym kredytem albo kratą browarów.

Jestem oceniany na podstawie 3% mojego życia. Albo jako Człowiek sukcesu, albo jako lalusiowaty gej co płacze na zawodach bo się boi wejść do wody.

Na szczęście choroba i problemy codzienności wyleczyły mnie ze zwracania uwagi na to co myślą i jak postrzegają mnie inni. Bo w życiu można mieć o wiele więcej problemów. Można mieć zupełnie inną skalę, listę wartości w swoim życiu. Inaczej patrzeć na świat, doceniać to czego normalnie nikt nie zauważa. Mieć tak nieskomplikowane marzenia. Aby po prostu czuć się kochanym, ważnym dla kogoś oraz mieć swoją ucieczkę, bezpiecznie schronienie.

Po co ten film. Może by się użalać nad sobą i wzbudzić współczucie, litość. Nie, mam za swoje. Placę w większości za swoje błędy. W większości sam odpowiadam za swoją chorobę. To nie tylko kwestia dzieciństwa, skłonności, ale przede wszystkim braku odpowiedzialności i bałaganu. To moja karma. Pokornie ją przyjmuję i każdego dnia spłacam. Ja zawsze sobie jakoś poradzę licząc, że wszystko, zwłaszcza to złe dzieje się po coś.

Tak jak miałem okazję napisać w swojej książce i nie raz powiedzieć na tym kanale –  Obiecałem sobie, że jeśli uda mi się wyjść z tego dna, znaleźć jakieś rozwiązanie, które choć trochę pomaga to będę o tym krzyczeć. To jest mój krzyk. Czasem przemycany między wierszami, pomiędzy ujęciami. Niekiedy bardzo bezpośredni, choć nieprzynoszący mi popularności. Jednak czy popularność, pozorność jest w stanie dać prawdziwe szczęście i pomoc? Nie, bo znów najistotniejsze będzie to czego nie widać.

Prawie.PRO Made in Poland

Druga para -9%
(11) 459,99 
?
(3) 100,00 2500,00 
PRO
(4) 395,59 
?
-13%
(18) 329,99 

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 329,99 

?
(159) 379,99 
?
(60) 149,99 
?
PRO
(3) 395,59 
?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *