O dziwo jestem utożsamiany ze słowem „motywacja”. Na mojej liście jest jedna z najbardziej znienawidzonych fraz. Kojarzy mi się z coachingiem i pustym gadaniem „uwierz w siebie, masz moc”. Znacie kogoś, komu to pomogło? To jak z postanowieniami wcielanymi w życie od pierwszego. Wszystko to kiedyś przerabiałem, patyczkowałem się z samym sobą zamiast wziąć się do roboty. O tym też bardzo często rozmawiam z Wami w komentarzach, na Face i Instagramie. Może nawet najczęściej. Leszek jak schudłeś, Leszek skąd masz czas, Leszek co jest Twoim celem.

Zawsze odpowiadam dokładnie tak samo. Nie zastanawiam się tylko działam. Tak samo robię w swojej pracy, jak i na rowerze czy zawodach. Nie analizuje czy mi się chce, nie piszę w głowie rozpraw. Po prostu działam. Postanawiam i realizuję to na co się sam z sobą umówiłem. Nie dyskutuję, nie zmieniam zdania każdego dnia i przede wszystkim nie przekładam. Nie użalam się też nad sobą, bo boli mnie lewy mięsień czworogłowy po wczorajszym bieganiu. Znajduję sposób na minimalizację tego bólu, a nie odpuszczam całkowicie zaplanowanego na dziś roweru. Takie problemy to nie problemy. Problemem jest jak zamiast stopy masz protezę. Jeśli osoba bez nogi robi z uśmiechem tygodniowo 200 albo 300 km to dlaczego ja miałbym nie móc? Mnie taki obrazek od razu ustawia do pionu. Od razu przestaję wewnętrznie narzekać, zwłaszcza na rzeczy mało istotne, które podczas gorszego dnia skalują się w nieskończoność. Nie, brak klapek na basen to nie powód do paniki. Tak samo jak trudniejszy dzień w pracy to nie powód do zakupu czekolady i rzucenia diety w cholerę.

U mnie samego denerwowało mnie w przeszłości brak zrozumienia słowa proces. Dochodzenie do formy albo do zamierzonej, normalnej wagi wymaga czasu. W tydzień nie nadrobisz 10 lat zaniedbań. Ważąc stówę w miesiąc nie zejdziesz do 70. Tymczasem wiecznie skrollowałem internet wpisując do wyszukiwarki frazę typu „kiedy pierwsze efekty”. No rozczaruję Cię Leszku, pierwsze rezultaty będą widoczne po miesiącu przemyślanych aktywności i przede wszystkim trzymaniu diety ubogiej w cukier i tłuszcz – po prostu kalorie. Nie ma drogi na skróty. Chyba, że planujesz brać amfetaminę.

Musiałem zrozumieć, że choć średnim kolarzem czy triathlonistą rozstanę za rok, albo dwa intensywnej pracy bez użalania się nad tym jakie życie jest ciężkie i jak bardzo brzydzę się chodzić po basenowej toalecie bez tych cholernych klapek, których wiecznie zapominam. Albo jak strasznie pot szczypie w oczy przy podjeżdżaniu tych przeklętych wzniesień. Jeju, kto wymyslił jeżdżenie po górach na rowerze. W samochodzie jest to takie proste. No ciężko Ci, bo jesteś Lesiaczku po prostu gruby i adekwatnie więcej wysiłku potrzebujesz, aby wturlać się na szczyt. Znów mogę narzekać, albo szukać w tym determinacji do dalszego trzymania diety i mądrego żarcia. We wszystkich tych ograniczeniach warto jest szukać pretekstu do cięższej pracy i spłacania długów z przeszłości. Uporządkowania łba i higieny życia o której tak wiele wspominam, również w książce, którą napisałem, ale jeszcze jej nie ma.

Możecie się śmiać, ale mi w byciu konsekwentnym bardzo pomagały i pomagają liczby. Ustawione cele tygodniowe na Stravie, albo w liczniku. Plan minimum to może być na przykład 200 kilometrów tygodniowo. A może 7 godzin aktywności. I gówno mnie interesuje czy zrobisz to w 3 dni lub 6. Cel ma być wykonany, bo tak sobie postanowiłem. Jak będę na wyjeździe to zabiorę ze sobą trampki albo piankę pływacką z Pamelą. Jeśli wieczorem jestem umówiony to zrobie trening przed pracą zamiast odpuszczać kolejny dzień, bo zdarzył się świetny pretekst.

W ogóle z tymi „kolejnymi dniami” to wiąże się ciekawa zależność. Im dłuższa przerwa tym jeszcze ciężej wrócić. Cokolwiek wybijało mnie z rytmu treningowego to wszystko sypało się kompletnie. To takie zerojedynkowe. Albo jestem sportowcem codziennym, albo wcale. Nie ma nic pośrodku. Albo jem samą trawę, albo codziennie odwiedzam inny kebab bar. Albo podium albo nie startuję. Nosz kurde, nie ma koloru szarego? To była jedna z tych moich cech, które najbardziej mnie denerwowały. Teraz jest trochę lepiej, ale jeszcze czasami włącza mi się ten schemat i myślę sobie, że skoro coś poszło nie tak to już wszystko nie ma sensu. No nie. Wtopy się zdarzają. Dorosłe dziewczynki i chłopcy wstają, otrzepują się i lecą dalej, a nie beczą nad swoim losem. Fajnie jak ktoś poda wtedy rękę, ale nawet jak się z nas śmieją to trzeba umieć zacisnąć piąstki, zamknąć oczy i napierdzielać dalej. Czasem na oślep.

Wiecie co jeszcze bardzo pomaga? Ustawki, imprezy, zaklepane zawody. Wszystko to wpisane na sztywno do kalendarza. Starty pomimo nadwagi, lenistwa, wcześniejszych niepowodzeń i lęków przed tym jak inni nas postrzegają. Nic tak nie uczy pokory jak konfrontacja z tym czego się obawiamy. Po drugie nowi znajomi skutecznie nas nauczą regularności.

To jest słowo klucz – regularność, rytm. Nie napadowe robienie setek, albo głodzenie się przeplatane z chorobliwym żarciem. Bo to znowu jest zero – jeden. W sporcie i życiu istotna jest konsekwencja. Wszystko może iść nie tak, a Ty spokojnie idziesz do swojego celu. Pomimo niekorzystnych czynników zewnętrznych, problemów w domu, w pracy masz swoje prywatne cele, marzenia, postanowienia. To tak proste a tak trudne.

Prawie.PRO Made in Poland

399,00 
100,00 
50,00 
15,99 
43,99 
438,99 
-12%
44,00 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.