Jakbym chciał skłócić Polaków to robiłbym non stop albo materiały o drogich rowerach dla początkujących, kosztach serwisu albo o smarowaniu łańcucha. A tak na serio. Kurcze, to jest tylko kolarstwo. Czasem trzeba się pogodzić, że jest więcej niż jedna racja. Każdy z nas jest inny. Jedna racja jest w Korei Północnej, Rosji i na Białorusi. Nieważne.

Ostatnio Maciek pokazywał Wam mój rower łańcuch po 6 000 km w górach i 128 000 metrach w pionie o ile dobrze policzyłem…. Kontrowersyjnie. Bo znowu trzeba pamiętać o tym, że zupełnie inaczej dostaje po ogniwach łańcuch, który jeździ po płaskim a inaczej taki, który ma dziesiątki kilometrów przewyższenia za sobą. Im bardziej pagórkowato, tym więcej zmian przerzutek. Tym więcej pracy na lżejszych biegach, kiedy łańcuch kręci się zgodnie z Twoją kadencją a jedziesz pod górę o połowę wolniej, kręcąc dwa razy mocniej. 

Tak samo inna bajka to zużycie komponentów w rowerach, które jeżdżą poza asfaltem. Totalnie inaczej też będzie wyglądać to wtedy gdy ktoś jeździ po mokrym albo śniegu. Do tego jeszcze dochodzi waga zawodnika i jego moc. Dziesiątki zmiennych i każda z nich jest cholernie ważna. Dlatego bez sensu jest porównywanie ile wytrzymuje łańcuch kolarza Z marki X do marki Y u kolarki 45 kg plus. 

U mnie na plus działa czystość. Na ostatnich 6000 km miałem szczęście i w deszczu jechałem może z 5 razy. Woda po pierwsze wypłukuje środki smarne, a po drugie do napędu trafiają zanieczyszczenia w postaci piasku. Ten jest jak papier ścierny i wpływa na przyśpieszone zużycie rolek czy tam ogniw, pinów łańcucha przez co ten może szybciej się zacząć wydłużać. To nie jest rozciągnięcie w klasycznym tego rozumieniu. Łańcuch traci wymiary nie przez zmianę długości metalu, tylko wyrobienie się ogniw. To znowu skrót myślowy
. 

I teraz pytanie – czy po jeździe w deszczu, piachu myjesz ten napęd, wypłukujesz ten brud czy jutro też będziesz z nim jeździć. Ja myję od razu. Jedna jazda w deszczu = jedno mycie i smarowanie łańcucha. Jeden trening, jedno pranie koszulki. 

Po prostu zostawienie brudnego napędu łamie mi serce i moją słabą psychikę. Nieważne czy to mój rower czy z wypożyczalni. 

Do tego nie jest to Gravel, ani MTB. Nie taplam się w błocie, ani śniegu i soli. Nie jeżdżę w kurzu. To determinuje nie tylko finalny przebieg, ale też rodzaj smaru czy wosku jaki będę używać, starając się pokazać, że ani oliwka, ani wosk, ani ceramika nie jest lepsze. Bo każdy z produktów jest przeznaczony do czegoś kompletnie innego. To jakby się spierać co jest lepsze: TIR czy Tesla i w którym pojeździe po jakim czasie wymienia się opony. 

To co nie pomaga łańcuchowi to na pewno góry. Wyobrażam sobie zużycie napędu przez pryzmat całkowitej ilości obrotów. Ile tu zrobię ich na przestrzeni 30 płaskich km. A ile tu, jadąc 3 kilometry że średnim 17%.

Bardzo często musze jeździć na nastawach 36-30. Często muszę też wstawać i momentami pedałować bardzo mocno z dużą jak dla mnie siłą. Oj napęd tego nie lubi. Właśnie w tym momencie te rolki w łańcuchu dostają najbardzej w kość. Pomyśl jak mocno są obciążane te małe roleczki.  Do tego dochodzi ilość zmian przełożeń. Jeden trening to niekiedy 2000 zmian przerzutek. Bo cały czas jest pod górę albo z górki. Tymczasem trasę Wilanów – Góra Kalwaria pokonywałem dwa razy zmieniając biegi, bo mi się pomyliło z hamulcem jak kierowcy BMW wycieraczki z migaczem.
 

Tak, dlatego niekiedy ktoś napisze, że coś robię źle, bo jego łańcuch wytrzymuje 10 000 km i ma jeden ten sam od 10 lat. Ta stara Ultegra to była. A teraz ja pokazuję, że łańcuch wymieniam po pół roku. Znowu porównujemy autobus do tramwaju. Co będzie lepsze?

To co jeszcze robię to okresowa kontrola użycia łańcucha. I zawsze jak wrzucam takie zdjęcie też mam wrażenie, że niewiele trzeba, by wywołać awanturę. Mam trzy przymiary. Każdy, którego używam jest zły. Źle włożony. 

Łańcuch przez mierzeniem ma być albo czysty albo brudny. Ma być na dużej albo małej tarczy z przodu. Nie na słońcu. Nie w cieniu. Szczerze? Moim zdaniem lepiej jest źle sprawdzać łańcuch, złym pomiarem niż nie robić tego wcale.

Okresowo, co miesiąc weryfikując ten parametr dużo oszczędzimy kasy na kasetach, przednich zębatkach oraz głośności. Powyżej 0.5% wyciągnięcia moim zdaniem łańcuch staje się głośniejszy, a powyżej 0.7 procenta już tak terkocze, że żaden smar nie pomoże. Więc wtedy każdy wosk, każda oliwka jest tak samo zła i starcza na krótko. 

Czy łańcuch 12s jest mniej trwały od dziesięciorzędowego? Z moich obserwacji nie. Częściej wymieniałem łańcuch w mojej pierwszej Tiagrze, niż teraz w ultegrze, ale to że względu na swoja wagę, brak kultury mechanicznej i głupotę. Moim zdaniem to są mity i potwierdzenie, że każdy z nas będzie używać łańcuch inaczej. Bo każdy z nas jest inny.

Kolejny czynnik wpływający na mój łańcuch to sposób eksploatacji. Nie jeżdżę na przekosach. Często zmieniam biegi. Staram się tego nie robić pod obciążeniem, choć w górach nie zawsze się udaje. Znowu chodzi o to, że dobór nieodpowiednich przełożeń to nie jest zbrodnia. Tylko po prostu szybciej zużywają się poszczególne elementy łańcucha na skutek większego tarcia. Tarcie = szybsze wypracowanie = zwiększenie długości łańcucha. 

I teraz najgorsze. Smarowanie. Każdy preparat jest zły i dobry. Kielecki, Winiary czy Roleski. Co kto lubi. 

Dlatego każda osoba, która tapla się w błocie powie, że wosk jest zły. Kto inny jeździ na trzy łańcuchy szejkowane w butelce po soku pomidorowym, by przedłużyć żywotność całego napędu. Inny gotuje łańcuch w parafinie po świecy komunijnej. Z kolei Mariusz z Pizdochleków od lat używa tylko oleju ceramicznego i jest zadowolony. Wszyscy mają rację, a jajka zarówno z Winiarami, jak i Kieleckim da się zjeść.

Idąc tym tropem ja należę do klubu Kieleckiego i do łańcucha od 5 lat używam jednego i tego samego, różowego wosku. 50 procent kolarzy jest nim zachwycona a druga połowa powie, że chyba upadłem na głowę. 

Ten wosk ma tę wadę, że nie nadaje się do jady po mokrym moim zdaniem. Wówczas ekspresowo znika, a pozostawiony rower po kontakcie z takimi warunkami = korozja. Dlatego trzeba w domu od razu go wypłukać i zaaplikować nową dawkę tego gluta. 

Drugi problem z jakim można się spotkać to nieprawidłowy sposób użycia. Po pierwsze trzeba to mocno wstrząsnąć. Inaczej na łańcuch położymy wszystko, tylko nie wosk. I faktycznie po 50 km będzie wszystko znowu trzeszczeć.

Tak samo wtedy, gdy położymy tego tyle, ile zazwyczaj nakłada się oliwki. Aby to działało trzeba tego nałożyć dwa razy tyle. Nie smarujemy łańcucha tylko te rolki. To w nie ma wniknąć ten wosk i tam wyschnąć. 

Trzeci błąd, to znowu powielenie schematu z oleju i smaru, czyli nałożenie i wytarcie do sucha. Wówczas masz rację. Wosk wystarcza na 100 km i znowu wszystko drze się tak, że startując z Kalwarii słychać Cię już w Warce. 

To się nakłada. Wręcz można to wmasować do środka i czeka aż wyschnie. Dopiero po określonym czasie można ewentualnie zetrzeć nadmiar. 

To jak wyschnie ma konsystencję stałą. Zaschnięty wosk trzeba wręcz zeskrobać. 

A co jak nałożysz tego za dużo i tak wyschnie? Wtedy nadmiar sam odpadnie. Co najwyżej zostaną okruszki w okolicach tylnych widełek.

Kolejny błąd jaki popełniałem to nałożenie takiego czegoś na łańcuch, który poprzednio był czymś nasmarowany. Nie. Wosk nie polubi się z olejem. Trzeba go wcześniej solidnie umyć. Detergent plus alkohol izopropylenowy, czy tam benzyna. Przed pierwszą aplikacją wszystko ma być suche i odtłuszczone do zera.

A i tak uważam, że jedna aplikacja na początek to za mało. Że dopiero po trzeciej wszystko pracuje jak należy. Prawie, prawie tak jak po kąpieli w gorącym wosku. Wiem, znowu się narażam i próbuję nas skłócić.  

A i na koniec – nie nadaje się to na trenażer. Na podłodze będzie cały czas brudno od okruszków. Dlatego Zwift Ride śmiga na mikroskopijnej dawce oliwki ceramicznej. Jednej przez 1000 km i nadal nie jest sucho i nadal nie jest głośno.

Plusy takiego wosku? Zawsze czysty napęd. Brak smaru, brak przyciągania kurzu. Przypadkowy kontakt z napędem to wciąż czyste skarpetki lub odzież która będzie czysta bez konieczności prób ratowania się odplamiaczem. Przez 6000 km myłem napęd dwa razy i to tylko dlatego, bo padało. A tak to tylko wydmuchuję z niego kurz i dokładam kolejną warstwę, bo cały syf i tak odpada na bieżąco.

Przez to oszczędzam czas. Czy to wpływa negatywnie na żywotność całego układu? Na przestrzeni kilku lat stosowania tego nie powiedziałbym. Rekord to było 36 000 na jednym komplecie przednich zębatek, 20 000 km na jednej kasecie. Przeciętnie 7000 km na jednym łańcuchu, który wymieniam i tak ze zbyt dużym wyprzedzeniem. 

Czy wosk jest głośniejszy? Moim zdaniem nie. Pod warunkiem, że aplikujesz to jak wosk a nie jak smar. I pod warunkiem, że łańcuch już nie jest zajechany, bo wtedy nic go nie wyciszy. 

Wady? Nadmiar wosku osadza się na kółeczkach albo zębatkach i trzeba go albo od razu usunąć z tych elementów, albo później męczyć się paznokciami. Tak samo trudne może się okazać całkowite usunięcie go z łańcucha. Do tego jest droższy, schodzi go więcej i nie wolno trzymać na mrozie.  A i nie da się zrobić tak, że nakładasz i od razu ruszasz. Musi wyschnąć. Inaczej wszystko będzie upitolone i ciężkie do usunięcia bez zastosowania paznokcia i alkoholu.

I na koniec bardzo ważne. To jeden z punktów widzenia. Zachęcam do testowania sobie samodzielnie różnych rozwiązań. Raz warto pojechać tę trasę autobusem a raz tramwajem żeby ocenić co jest dla Ciebie lepsze zamiast okopywać się w poglądach. Lubisz smar? Super, a ja nie. Jednak szanuję Twoje  podejście oraz zdanie na temat stosowania wosków w butelce. Czy jazda na 3 łańcuchy aby przedłużyć żywotność jest OK? Tak, ale ja z kolei uważam, że to dla mnie już za dużo. Zdejmujesz zawsze łańcuch do mycia? Super. Bo ja nie.

To samo dotyczy oddawania przed sezonem roweru na serwis za 1000 zł. Jesteś w stanie i masz czas serwisować wszystko samemu super. Jednak nie każdy może, nie każdy musi, nie każdy ma czas. A co z naszymi dziewczynami? Mówię to, bo są różne punkty widzenia i nie każdy chce się doktoryzować. Są ludzie, który po prostu chcą jeździć. I ja do nich należę. Dla mnie najcenniejszy jest święty spokój w życiu i na rowerze, stąd pragmatycznie podchodzę także do łańcucha, starając się pokazać, że nawet przy mojej ignorancji, mechanicznej zniewieściałości nie dzieje się żadna tragedia. 

Za to mam co najważniejsze. Radość z jazdy na rowerze, bez względu na to czym smaruję, jaki mam aktualnie napis na ramie i co o mnie sobie pomyśli.

Prawie.PRO Made in Poland

(26) 599,50 
?
(23) 9,99 
?
(1) 349,00 
?
(10) 359,99 
?
(73) 419,00 
?
(6) 95,99 
?
(71) 58,99 
?
(1) 299,99 
?
(4) 429,00 
?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Przeczytaj również: