Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Poznajcie człowieka, dzięki któremu mniej się użalam nad sobą (51)
/

Jeśli ten podcast okazał się dla Ciebie przydatny, a chcesz wesprzeć moją działalność to zapraszam do mojego sklepu na https://www.prawie.pro oraz Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/

Cześć.

Tutaj Leszek.

Ostatnio miałem dużo jeżdżenia, sporo pracy i pomyślałem, że względu na higienę Waszych uszu, po wrzuceniu podcastu, który trwał półtorej godziny, dobrze będzie Wam dać odpocząć od siebie.

Nadrabiam zaległości, które były spowodowane tym, że po raz kolejny byłem na Śląsku, gdzie odwiedziłem bardzo ciekawego człowieka, i okazało się, że chyba mojego trenera, Dawida. Przyjechałem do niego, żebyśmy sobie wspólnie pojeździli na Zwifcie.

To był czwartek. Zapytałem Dawida, który to jego trening w tym tygodniu a on odpowiedział, że piąty lub szósty.

Zrobiło mi się trochę głupio, bo ja siedzę trzeci raz na rowerze. Jak jest taka aura, to czasami jest mi ciężko wytrwać w rytmie treningowym, i czasami jest tak, że robię sobie troszeczkę zaległości przed weekendem. Potem staram się to wszystko nadrabiać, żeby trzymać się w ryzach ustalonego celu tygodniowego czy miesięcznego. To jest ważne, bo potem wszelkie odstępstwa się mszczą.

Im bardziej zbaczamy z dobrej drogi, tym trudniej jest później wrócić i tym bardzie potem jesteśmy sfrustrowani, że nam się nie udaje. Jeżeli sobie zrobimy jeden dzień nieplanowanej przerwy to jakoś damy radę. Drugi, trzeci, czwarty to już jest znak ostrzegawczy, że powinniśmy sami siebie przywołać do porządku, ponieważ potem będziemy bardziej skłonni do tego, żeby robić sobie przerwy na przykład od zdrowego żywienia. Mniej trenując jesienią można dostrzec zmiany w sposobie naszego myślenia i patrzenia na świat. Produkujemy wówczas mniej endorfin, przez co mamy większe skłonności do bycia smutnym czy zestresowanym, pojawiają się zaburzenia snu.

Z tego też względu, jeżeli ja jestem ze sobą dogadany, że u mnie tego treningu jest przykładowo 8 godzin w tygodniu, to mam to ogarniać. Jeżeli mam jedno dłuższe wybieganie w ciągu 7 dni, to też staram się to zrobić. Podobnie ma się to do basenu czy ilości sesji treningowych spędzanych na trenażerze zimą. Pomagają mi w tym eventy, które organizuję, współorganizuję lub prowadzę z polską grupą ZTPLCC.

Chciałem wrócić do tego spotkania w Oświęcimiu z Dawidem. Pamiętam, że zrobiło mi się wstyd z tego względu, że on jest na innym etapie w czwartek niż ja. Ja się dopiero w tym tygodniu zabieram za robienie treningów, a on już jest w jego szczycie. Pamiętam też drugą myśl. Skoro zjedliśmy już wspólnie tak dobry obiad, to jakoś tym bardziej mi się odechciało: przebierać, zakładać pulsometr, smarować łańcuch, sprawdzać, czy mam dobre ciśnienie lub kalibrację mojego trenażera – bo zabrałem ze sobą cały sprzęt. Przebranie i przygotowanie do jazdy zajęło mi  4-5 min. a Dawidowi z 12 min. i potrzebował do tego pomocy mamy, taty a także brata.

Dlaczego?

Ponieważ Dawid jest po porażeniu czterokończynowym.

W wyniku wypadku ma uszkodzony rdzeń kręgowy na wysokości odcinka szyjnego. Przez to nie ma czucia od obojczyka w dół. Jak jeździ na rowerze? Porusza właściwie tylko bicepsami, bo Dawid nie ma nawet chwytu w dłoniach. Rusza samym bicepsem. Jeździ na tzw. handbiku – leżącym rowerze, w przypadku, którego „pedałuje się” za pośrednictwem specjalnych rękawic, które wczepia się w korby.

Jemu przygotowanie się do jazdy zajmuje o wiele więcej czasu i ma wiele innych czynności do wykonania. Dla mnie bardzo prostych, które dla niego są wyzwaniem albo, do których potrzebuje pomocy kogoś innego.

Było mi wstyd, że narzekam na to, że muszę włączyć wiatrak, że muszę zmienić buty albo, że będę musiał przebrać spodenki. Wstyd mi było za każdym razem, od tego czasu, kiedy przeszła mi taka myśl, żeby może dzisiaj sobie odpuścić.

To spotkanie wywarło na mnie ogromne wrażenie, co, wydaje mi się, widać na jednym z ostatnich filmów na moim You Tubie, na którym miałem okazję nagrać rozmowę z podmiotem lirycznym tego podcastu, czyli właśnie z Dawidem, który mi tłumaczył, jak wygląda jego sportowe życie po porażeniu czterokończynowym, będąc osobą jeżdżącą na wózku.

Inspirujący są tacy ludzie. Oduczają człowieka narzekania. Dochodzę wówczas do wniosku, że ja wszystko mam. Nic już nie potrzebuję. Nie powinienem mieć żadnego powodu do narzekania. Powinienem mieć też w życiu mniej wymówek. Wstydzę się za te, ze swojej przeszłości.

Właśnie takie rozmowy uczą mnie pokory względem samego siebie, życia, planów, różnych celów. Z dnia na dzień może zmienić się wszystko w naszym życiu. Nie będziemy mieli na to wpływu i nie cieszymy się tym, co już posiadamy, tym co jest tu i teraz. Często szukamy tych brakujących 5 czy 2% szczęścia. Dla mnie, momentami, największym zmartwieniem było to, że rozłącza mi się pomiar mocy w pedałach. Pewnego wieczoru ciężko mi było przez to zasnąć, bo byłem zdenerwowany tym, że sprzęt nie domaga. A mam zdrowie, którego nie doceniam. Mam dwie nogi, mam dwie ręce, mogę wszystko. Tym bardziej mogę wszystko.

Jeżeli właśnie Dawid może, bo chce, to ja tak samo.

Przy tej okazji powiem, że niezwykle ujmuje mnie brak takiej roszczeniowej postawy w przypadku Dawida, czy też Bartka. To są dwie osoby niepełnosprawne, które miałem okazję ostatnio poznać, i o których miałem możliwość nagrać film. Oni są pełni szczęścia, uśmiechnięci, nie narzekają. Ja sam siebie łapię na tym, że mam okazję narzekać, bo dzisiaj jest pogoda nie taka, jakbym chciał, bo mnie nogi bolą, albo jest mi zimno, albo jest mi za ciepło. A jeżeli miałbym upośledzoną termoregulację i w ogóle nie odczuwałbym ani ciepła, ani zimna – chociaż bardzo bym chciał.

To są takie myśli, które towarzyszą mi właśnie od czasu tych dwóch spotkań, które były dla mnie takim trochę kopem w tyłek. Często podaje się różne przykłady zderzenia z rzeczywistością, z którą na co dzień nie obcujemy. Mówi się, że jeżeli masz zbyt mało zmartwień w życiu i się zajmujesz pierdołami, to powinieneś pójść do szpitala onkologicznego. Wiem, że to są często zbyt mocne argumenty, ale wydaje mi się, że w przypadku niektórych ludzi jest to potrzebne. Jeżeli dla kogoś największym zmartwieniem przykładowo, na Zwifcie na evencie jest to, że się zagapił, stracił koło i uważa, że ten event był źle prowadzony, to faktycznie – jeżeli robi na pół Internetu awanturę z tego powodu, to znaczy, że ma zbyt mało problemów w życiu i zbyt mało dystansu.

Też się go zresztą uczyłem, bo mi się też zdarzały takie momenty. Nie ukrywam tego, że przez cały czas zmieniam siebie oraz swoje podejście do sportu i do życia, na skutek tego typu czynników. Wtedy nagle się okazuje, że pewne problemy przestają być problemami. Tak samo mają osoby, które w pewnym momencie swojego życia doznały jakiegoś szoku, albo niespodziewanej, bardzo nieprzyjemnej sytuacji, na przykład, uległy wypadkowi, ktoś złamał nogę, komuś przydarzyła się tragedia w rodzinie i nagle okazuje się, że inaczej traktujemy priorytety w naszym życiu.

Już moja zacinająca się drukarka laserowa, którą mam wymienić, przestaje mnie irytować. Od jakiegoś czasu staram się mieć takie właśnie podejście na co dzień. Jak najmniej wydawać z siebie negatywnych komunikatów werbalnych jak i tych, wypowiadanych we własnych myślach, które sprawiają, że ja jestem wtedy bardziej sfrustrowany.

„Nie narzekaj Leszku, że wczoraj nie wpadło ani jedno zamówienie do twojego sklepu” – to nie jest problem. Nie narzekaj na to, że w Biedronce znowu trafiasz na spleśniałe truskawki, których nie dostrzegasz, przynosisz do domu i patrzysz, że wydałeś 6,50 zł na marne – to nie jest problem.Problemem nie jest piszczący łańcuch albo krzywo wpadający łańcuch w tylne tryby, albo to, że spadło ci FTP o 10 W.

To jest pokaz, za pośrednictwem takich osób, że sport może być, swego rodzaju, terapią, i że ma być w taki sposób traktowany. Nie, jako niezdrowa rywalizacja, która będzie powodować stres, niepokój a nawet agresję, ze względu na frustrację. To ma być źródło naszego odcięcia się od wszelkich negatywnych emocji – moim zdaniem – zamknięcie się mentalne, detoks, katalizator. Ma służyć nam, poprawie naszego nastroju, wydłużeniu naszego życia w zdrowiu a dopiero na kolejnych miejscach są: zajmowane miejsca, jakim jeździmy sprzętem, jak wyglądamy albo, jaką lokatę będziemy mieli na najbliższych zawodach. Nie ma sensu się tym martwić.

To wszystko, to przykłady z życia wzięte z mojego własnego życia. Jestem człowiekiem, który przejmuje się i stresuje totalnie wszystkim. Przez cały czas uczę się higieny umysłowej i czasami mam momenty zwątpienia, kiedy uważam, że jestem nic nie warty, pod względem sportowym, patrząc na osiągane rezultaty na imprezach, albo, które mam do pokonania podczas sesji treningowej, która jest rozpisana. Mogę osiągać 90-95% celu i się mam tym cieszyć, bo niektórzy mają o wiele mniej.

Bardzo pouczająca lekcja. Żeby mieć samemu pojęcie, o czym mówię, warto jest poszperać w necie i poczytać o tego typu osobach, które są właśnie parakolarzami, albo paraolimpijczykami. Przeanalizować sobie, z czym te osoby się mierzą, aby mogły uprawiać sport, bo bardzo tego chcą. Mimo wszystko.

Dziękuję Wam za dzisiaj.

Prawie.PRO Made in Poland

PRO
389,99 
16,99 
400,00 
89,99 
499,99 
15,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Poznajcie człowieka, dzięki któremu mniej się użalam nad sobą (51)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *