Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Moje największe marzenie na sezon 2021 (29)
/

Moje marzenia są bardzo przyziemne a jednocześnie utopijne. Dlaczego i skąd takie postanowienia? Jak chce je zrealizować?

Chcesz wesprzeć moją działalność? Możesz to zrobić wybierając moją odzież made in Poland na https://prawie.pro. Obserwuj mnie również na Instagramie: https://www.instagram.com/prawie_pro

Cześć.

Tutaj Leszek.

Jest 16.02.2021 r. jak nagrywam ten podcast i tak sobie pomyślałem, że czas najwyższy, żeby porozmawiać z Wami na temat postanowień noworocznych. Śmieję się. Nienawidzę postanowień noworocznych, bo one zawsze mi się kojarzą z niespełnionymi celami i trochę się podśmiewam sam z siebie, ale też niezwykle często tłumaczę innym, że nie ma sensu zwlekać z celami na „za miesiąc”, czy na „ za dwa” tylko je trzeba realizować tu i teraz. Jeżeli brakuje nam determinacji do tego, żeby zacząć realizować dany scenariusz dzisiaj, to znaczy, że, moim zdaniem, tak naprawdę, nie chcemy go wykonać. I tak jest ze wszystkim; z żywieniem, ze sportem, ze zmianą stylu życia czy poprawą jego higieny w sposób, rzecz jasna, nie dosłowny.

To wszystko, o czym ja Wam mówię, to są moje doświadczenia i moje niewypały z przeszłości, ale abstrahując w zupełności od tego, to ostatnio czuję się zmęczony, głównie pracą. Powiem Wam, że zazwyczaj jest tak, że przed startem nowego sezonu mam kumulację różnych przygotowań, które są związane z marcem, z kwietniem. Już teraz muszę robić pewne rzeczy z bardzo dużym wyprzedzeniem, a w tym roku zwłaszcza, ponieważ będzie to chyba pierwszy taki sezon, podczas którego nie chcę się w zupełności udzielać w swojej drugiej pracy, od strony, od której mnie troszeczkę mniej znacie, o czym też nie opowiadam, bo nie chcę mieszać dwóch, różnych w zupełności, światów. Za cel obrałem osobie, w sezonie 2021, tym rowerowym, mieć więcej czasu na to, żeby spędzać ten czas tak jak ja chcę a nie tak jak muszę, choć koszty tego będą bardzo duże, w sensie dosłownym i nie dosłownym, bo wiązało się to, i wiąże z reorganizacją w mojej firmie, z zatrudnieniem jeszcze jednej, dodatkowej osoby, tak, żeby moje wycofanie się z niej, nie było bolesne, z punktu widzenia kondycji i sprawności działania tej firmy. Ten czas, który sobie de facto kupuję, za żywe pieniądze, chcę poświęcić na spełnienie swojego marzenia, jakim jest: wstać rano w pewien majowy poranek, zobaczyć, że jest zarąbista pogoda, wypić w wannie kawę, wziąć rower, podjechać do kawiarni, tam usiąść przy kolejnej kawie i nic nie robić – to jest takie moje małe marzenie.

Nie wiem czy uwierzycie, ale pracuję intensywnie od 16 roku życia. Równocześnie się uczyłem i pracowałem w radiu będąc nastolatkiem i na początku byłem na bezpłatnym stażu, jednym, drugim. Potem pracowałem za 200 zł przez kolejne dwa lata i przez całe liceum, pod koniec, którego dostałem chyba pierwsze pół etatu. Po maturze dostałem pełen etat. Cały czas pracowałem na 100%, zawsze pracowałem na 100%. Do maja ubiegłego roku praktycznie nic się nie zmieniało, bo jeszcze jak była pierwsza narodowa kwarantanna i ta cała panika, to przez 16 godzin nie odchodziłem od biurka, i miałem naprawdę spory problem z organizacją czasu na wyjście do łazienki, żeby się wysikać – mówię serio. To był taki zapieprz. Jak tylko w maju ogarnąłem scenariusz na przeżycie, na przetrwanie: wtedy się rzuciłem w Prawie.PRO i ten swój sklep internetowy, i dlatego siedziałem tyle w pracy, bo musiałem za coś móc przeżyć, bo tych oszczędności naprawdę nie było zbyt wiele i tego bufora finansowego. Nie ważne. W tamtym roku, wtedy, kiedy była taka patologiczna sytuacja, która z resztą troszeczkę trwa do dziś w Polsce i na świecie, uświadomiłem sobie, że ja nigdy nie byłem na urlopie. Absolutnie uwierzcie mi, że ja od 16 roku życia, od kiedy zacząłem pierwszą pracę w radiu, do teraz, ani razu jeszcze nie byłem na urlopie, takim pełnoprawnym – mam tutaj na myśli wyjechać z miejsca zamieszkania na dwa tygodnie i robić tylko i wyłącznie to, co jest związane z odpoczynkiem od pracy. Nie znam czegoś takiego. Dopiero w tamtym roku, jak sytuacja trochę się uspokoiła, o czym Wam wspomniałem, to w czerwcu, w lipcu, w sierpniu, zdarzało mi się nie przychodzić do pracy w piątek i wyjeżdżać gdzieś na: piątek, sobotę, niedzielę i potem wracać, rzecz jasna, w poniedziałek do pracy. To były pierwsze, w moim życiu, takie wolne, pojedyncze dni, czy też weekendy, które wybierałem sobie z kalendarza. I to jest straszne. I tym sposobem zapracowałem sobie na to, żeby w wieku 34 lat, pod względem zawodowym czuć się jak emeryt – wypalonym z każdej jednej możliwej strony.

Dlatego tak w kółko powtarzałem, i powtarzam, że Prawie.PRO, pakowanie paczek, organizowanie kolekcji, sprzedawanie odzieży przez Internet to jest coś, co jest najlepszym zajęciem, jakie mogłem sobie wymarzyć. Dlaczego? Bo nie obciąża mnie w sposób psychiczny. To jest zajęcie zerojedynkowe. Wcześniej, albo walczyłem przez cały czas ze stresem, pracując w mediach, albo zdarzało mi się trafiać do takich firm, gdzie panował potworny mobbing, bądź też zdarzał się szef – debil, który leczył swoje kompleksy znęcając się psychicznie nad innymi. Ja to wszystko mam za sobą. Już do tego nie chciałbym wracać i nie wyobrażam sobie, żeby przykładowo, pójść gdzieś robić na etat, robić coś, czego nie lubię. Nie wyobrażam też sobie takich myśli, które często pojawiały mi się w niedzielę wieczorem: a jutro znowu do tej pracy – to jest straszne. Często było tak, że ja już w piątek wieczorem myślałem o tym, że: kurde, wychodzę z tej robot, ale ja wiem, że będę tu musiał w poniedziałek wrócić. Zawsze te myśli popychały mnie do tego, żeby znaleźć sobie inne zajęcie, albo inne miejsce pracy. Z tego względu też otworzyłem firmę, ponieważ, w pewnym momencie pracowałem w takich warunkach, że wiedziałem, że już długo tak nie wytrzymam, co zresztą przypłaciłem zdrowotnie.

W każdym razie, co jakiś czas przychodzi taki moment, kiedy przelewa się u mnie czara goryczy i kiedy mówię sobie: nawet posiadając własną firmę, chcę troszeczkę mniej pracować. Jakkolwiek dziwnie to brzmi u niespełna trzydziestoczterolatka, ja już się napracowałem, na zapieprzałem, bo każda praca, którą miałem po drodze, to nie był etat, że ja przychodziłem do roboty o 8.00 i kończyłem o 16.00 i wychodząc z pracy, zostawiałem pracę w pracy. Nie. Zawsze to była tak praca, która wymagała ode mnie o wiele więcej zaangażowania tego mentalnego, czasami to była praca, która na przykład, wykluczała popełnienie jakiegokolwiek błędu, jakiejkolwiek pomyłki, co też jest strasznie obciążające, gdzie nie masz prawa do tego, żeby się spóźnić do roboty. Wyobraźcie sobie pracę, do której nie można się spóźnić. W związku z tym, przychodzicie do niej, za każdym razem, godzinę za wcześnie, bo do tej pracy nie da się spóźnić, nie ma takiej fizycznej możliwości żeby spóźnić się, na przykład, na program na żywo. To też jest obciążające, jeżeli sobie to przemnożyć przez 12 lat. 12 lat robienia w miejscu, do którego nie można się spóźnić. Tutaj nie chodzi o to, że ja za długo kawę będę robić, albo za długo będę leżeć w wannie, tylko o wypadki losowe; złapiesz kapcia, dojdzie do kolizji, gorzej się poczujesz. Taka prozaiczna kwestia, jak chociażby biegunka – no nie możesz mieć przez 13 lat biegunki, a jak ją masz to musisz w jakiś sposób tak zorganizować sobie to życie, żeby dotrzeć do tej roboty.

To wszystko jest dosyć wyczerpujące i nie chcę Wam mówić przez pryzmat żalenia się, ale tak jakby tym wszystkim chciałbym uzasadnić to, dlaczego momentami czuję się zmęczony, albo jestem wręcz zmęczony. Po tym wszystkim, o czym Wam mówię, miałem swoją firmę, jedną potem drugą. Jedna z moich firm, która do dziś funkcjonuje, też była dla mnie dosyć sporym obciążeniem głównie ze względu na to, że, OK – nie miałem swojego szefa, ale miałem różnych klientów. Jedni klienci byli bardziej wymagający ode mnie od strony mentalnej, drudzy mniej, ale na przykład część w ogóle nie płaciła. Tutaj gonią Ciebie, Urząd Skarbowy razem z ZUSem i różnymi jeszcze innymi instytucjami państwa, które czekają na Twoją gotówkę, i które nie dopuszczają możliwości popełnienia błędu a z drugiej strony są klienci, którzy po pół roku nie płacą, albo, którzy stawiają Ciebie pod płotem, pod wieloma różnymi względami, także finansowymi. To też było strasznie męczące, aż przyszedł Covid i większość z tych klientów sobie poszła w siną dal, na przykład, co właśnie mnie zmotywowało do tego, żeby otworzyć drugą firmę, która będzie zajmowała się ciuchami, które będą w obrocie wyłącznie detalicznym. Nie będzie tzw. business to business, tylko business to client, gdzie to działa w bardzo prosty sposób: nie zapłacisz – nie dostajesz. Tutaj, więc nie ma problemów z płynnością finansową i ze stawianiem człowieka pod murem, wisząc mu bardzo dużą ilość pieniędzy, od których trzeba zapłacić podatek, pomimo tego, że tych pieniędzy się nie widziało na oczy i może będzie tak, że zobaczy się, na przykład, za pół roku.

To są takie kwestie, które pomimo mojego młodego wieku, zmęczyły mnie i właśnie, dlatego tak bardzo zamarzyłem o odpoczynku. Wiem, że z jednej strony, nie potrafię odpoczywać, mam tutaj na myśli leżnie na hamaku, czy na plaży, bo dla mnie byłaby to największa kara. Ja chciałbym robić coś innego. Ja chciałbym być na urlopie jednocześnie pracując. Stąd też pilotażowo, w tamtym roku spotykaliśmy się w ramach Prawie.PRO Tour, gdzie to były nasze wspólne rowerowe ustawki. Będę chciał to rozszerzyć o inne tego typu spotkania. Będę chciał uruchomić swoją bezpłatną szkółkę kolarską dla ludzi, którzy walczą z nadwagą, albo stawiają swoje absolutnie pierwsze kroki na szosie, i chcieliby, żebym się podzielił swoim niewielkim, ale jednak doświadczeniem, przynajmniej takim, które będzie użyteczne z punktu widzenia osób bardzo początkujących. Będę chciał organizować ustawki dla nieco bardziej zaawansowanych, będę chciał robić to także wyjazdowo. Marzy mi się to, żeby mieć czas, żeby odwiedzać różne miejsca Polski i tam, po prostu, spotykać i poznawać nowych, wspaniałych ludzi, jak to było w tamtym roku w Gliwicach – wyjątkowym dla mnie miejscu, co wspominam niesamowicie. To tak mnie naładowało energią, ja tak odpocząłem, właśnie podczas wspólnych ustawek na rowerze. Wszystko, co teraz robię, także to siedzenie po godzinach od rana do wieczora przy biurku, dedykuję właśnie temu, żeby potem mieć więcej czasu. Przeorganizować wszystko, co tylko się da, wydelegować wszystko tylko, co się da, zapewnić finansowanie i pieniądze, tzw. cash flow, na dodatkowych ludzi, którzy będą mnie zastępować, w jakiś sposób i robią to w sposób tak niesamowicie zaangażowany, że za chwilę ja nie będę już potrzebny. To jest spełnienie moich marzeń, a rzeczy, które ewentualnie ja będę musiał zrobić, zrobię z pozycji telefonu czy też tabletu, bo już od dawna nie mam komputera. To jest niesamowite.

To są kolejne takie punkty, takie rzeczy, z których celowo rezygnuję, po to, żeby spełniać swój cel na rok 2021. Robię to małymi kroczkami, ale sukcesywnie – bardzo podobnie jest w sporcie. Stawia się małe kroczki, nigdy nie można się rzucić na głęboką wodę od razu, bo istnieje bardzo duże ryzyko tego, że się jej wystraszymy, uciekniemy, nabawimy się lęku i już nie będziemy chcieli do tej wody wchodzić – powoli, ale sukcesywnie. Dokładnie tak samo wygląda odchudzanie. Ja nie odnosiłem sukcesów w utracie masy, dopóki nie zrozumiałem, jak strasznie ważne jest drążenie skały, że to jest proces, i że nie można go odkładać tak jak postanowienia noworoczne myśląc o nich w październiku, jednocześnie tracąc te trzy miesiące: „a, OK, tak, kiedyś się za to wezmę, 1 stycznia” – na pewno, yhy. To tak nie działa u mnie i u większości ludzi, dlatego przestrzegam przed tym. Lepiej jest robić te małe kroki i nawet, jeśli któryś krok będzie fałszywy, to można zawsze zrobić krok wstecz i wszystko będzie dobrze.

To są moje marzenia – żyć, tylko i wyłącznie ze sportu i sportem, odpoczywać mentalnie i jeżeli mówię już o swojej pracy zawodowej, to być może, dla niektórych z Was, te moje błędy będą chociażby odrobinę wzbudzały refleksji. Fajnie jest się czasami zastanowić nad swoją robotą, czy oby to nie jest ten moment, kiedy sami siebie musimy kopnąć w tyłek, i iść dalej, a iść dalej to często jest najlepsza rzecz, jaką możemy sobie zrobić. To jest najlepszy podarunek na rok 2021; rzucić jedno i pójść dalej, uciekać do przodu. Często warto jest zaryzykować – patrzę ze swojego punktu widzenia i jeszcze chyba ani razu nie miałem takiej sytuacji, że podjęte ryzyko okazało się być zbyt pochopne, tak mi się wydaje. Do każdej decyzji trzeba dojrzeć, a zmiany są najlepszą drogą do tego, żeby, po prostu, żyć lepiej. Nienawidzę tkwić w miejscu, zwłaszcza jeżeli w tym miejscu jest mi źle.

Dzięki.

Prawie.PRO Made in Poland

299,99 
199,99 
0,00 
139,99 
279,99 
499,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Moje największe marzenie na sezon 2021 (29)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *