Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
5 błędów popełnianych przez początkujących kolarzy w górach (64)
/

Chcesz mnie wesprzeć? 

Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO
Mój Instagram:
https://www.instagram.com/prawie_pro/
Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/

Moja książka: https://www.empik.com/prawie-pro-wygraj-siebie-lech-sledzinski,p1320924407,ksiazka-p

Cześć.

Tutaj Leszek.

Swoją przygodę z kolarstwem dzielę na dwa etapy; do i od momentu, kiedy pierwszy raz pojechałem na górski obóz szosowy. Jak dziś pamiętam swoje pierwsze zderzenie z 10% podjazdu, który to ciągnął się przez niekończące się kilometry… 2 km. Nigdy nie przypuszczałem, że na 2 tysiącach metrów można tak bardzo zmienić swoje pojmowanie jazdy na rowerze. Nie rozumiałem tak naprawdę, czym jest jazda górska; że tutaj nie liczy się dystans a liczą się, tak naprawdę, metry, które mamy do pokonania w pionie, i że to jest zupełnie inne dyscyplina sportu, w porównaniu, chociażby, ze zwiedzaniem Mazowsza albo Wielkopolski, co daje niesamowicie dużo satysfakcji. I to jest taki koncentrat kolarstwa szosowego.

Wiecie, co jest najważniejsze podczas debiutu w górach? Kilka lat zajęło mi dojście do tego wniosku – LUDZIE; to, kto jest obok nas. Czy będzie nas wspierać? Najgorsze jest wywieranie presji, którą próbuje się nam, między wierszami, sprzedać wytykając, na przykład, brak doświadczenia albo za dużo masy, albo za słaby sprzęt. Słowa, gesty, są w stanie podciąć skrzydła nawet najbardziej zmotywowanemu zawodnikowi, tak samo, jak jednym zdaniem można sprawić, że studziesięciokilogramowy kolarz da radę podjechać podjazd pod Wielki Lipnik, pomimo totalnego zwątpienia na 8% gdzieś w połowie. Aż nie chce się dowierzać, że kilka słów może sprawić, że ktoś, kto zszedł już z roweru, ponownie na niego wsiądzie i wie, że da radę – głowa to jest 80% sukcesu.

Pozostałe 20% to strategia, mądre jedzenie, picie, spokój i przygotowanie fizyczne oraz Twoja waga. Szukasz sposobu na wywłaszczenie sobie wszystkich wzniesień? No to zrzuć kilka kilogramów, zejdź z 90 na chociażby 80 kg, i wtedy macie wrażenie, że z tych 8% robi się 5%. Mi to najbardziej pomogło. Nagle okazało się, że o wiele mniej się męczę, jakby ktoś mi odciął od roweru wózek z 5 zgrzewkami wody. Tak naprawdę, to działa właśnie w taki bardzo prosty sposób, niemalże wykładniczy. W końcu nasza wydolność w górach jest ściśle zależna od ilości tlenu, jaki przyjmujemy na każdy gram masy własnej wciąganej na szczyt. To jest naprawdę strasznie proste.

Wspomniałem o górskiej strategii. Miałem na myśli głównie błąd, który polega na zbyt mocnym starcie. Jako początkujący, za wszelką cenę, próbowałem dotrzymać koła innym. Nie. Tu nie trzeba tego robić. Można jechać samemu swoim równym tempem patrząc na nasze tętno. Mocny zryw może spowodować, że w połowie wybije nam korki. Lepiej być 5 albo 10 minut za naszą ekipą, niż zatrzymać się w połowie odwodnionym, ze skurczami albo walcząc o każdy oddech. Warto jest stopniować poziom wysiłku, zwłaszcza na długich i monotonnych podjazdach. To może być czasem 10 kilometrowy odcinek, na którym jest średnio 7 czy 10% wzniosu. Nie znając swoich możliwości, nie da się tego zrobić na czas, powiedziałbym, że nawet to jest niewykonalne, albo niesamowicie ryzykowne, zwłaszcza, jeśli po drodze spotkamy się zębami mającymi nachylenie na poziomie 13%. Tutaj, przez ograniczenia, choćby napędu, czyli ilość zębów na kasecie albo na małym blacie, będziemy musieli użyć wszystkiego co mamy, tylko po to, żeby nie spaść z roweru. Czasami w górach trzeba umieć jechać 4 km/h z kadencją 20, ale jechać – to jest strasznie ważne.

Z myślą o takich szarpnięciach warto też trenować pedałowanie na stojąco. Ja tego też nie umiałem, tymczasem wiele miejsc w Polsce i Europie będzie wymagać od nas pracy w tej pozycji przez, na przykład, 5 mim. bez przerwy. Można się do tego przygotować na trenażerze albo na lokalnych hopkach używając przesadnie ciężkich przełożeń. To praca typowo siłowa, którą trzeba umieć odbębnić; tu nie będzie liczyć się prawidłowa kadencja a jedynie nogi, płuca i serce. Czasem każdy jeden obrót będzie boleć, pieczenie czuć będziesz od pachwin aż do małego palca u nogi. W kość dostaną też dłonie, ramiona i plecy – mimo to warto jest to mieć wytrenowane, tak, żeby właśnie w tych górach, kiedy będzie to potrzebne, ten ból był o wiele mniejszy, nasze ciało przyzwyczajone, tak samo jak i serce oraz płuca.

Przechodząc przez to wszystko zorientujesz się w końcu, że sprzęt, poza konfiguracją napędu, to może jakieś 5% sukcesu albo porażki. Ten 1 kg, 2 lub nawet 3 kg różnicy, sztywniejsza rama, to nic w porównaniu z masą własną czy brakiem wytrenowania. Tak, ja też zaczynałem wszystko od końca po to, aby się przekonać, co tak naprawdę w górach jest ważne, a co jest jedynie tym rodzynem w cieście, dlatego kompleksy sprzętowe są niepotrzebne i nikt mądry w peletonie nie wytknie nam braków sprzętowych. Tak, bo każdy doświadczony zawodnik wie, jakie są prawdziwe priorytety; rower ma mieć sprawny napęd i hamulce na zjeździe. Reszta to są przyprawy.

No i a propos zjazdów, to też totalnie oddzielna kategoria kolarstwa; puszczasz na ułamek sekundy hamulce i nagle wystrzelasz jak pocisk widząc zbliżający się winkiel o geometrii ekierki. Znów lepiej być ostatnim niż pierwszym, ale w rowie, albo na drzewie. Warto nieco poczytać o technice pokonywania zakrętów, tzw. corneringu, sposobie patrzenia na nie, a tak naprawdę w nie oraz używać obu hamulców, które mają być sprawne absolutnie od A do Z. Nie. Mitem jest, że w góry nadają się tylko i wyłącznie tarcze. Super, jeśli je masz, naprawdę. Jednak to nie jest tak, że szczęki w połączeniu nawet z karbonowym stożkiem do tego się nie nadają. Przez dekadę zawodnicy używali zwykłych hamulców zjeżdżając z Mont Ventoux i byli raczej zadowoleni. No tak. Ale oni ważą 60 albo 70 kg, no to, kto Ci broni zejść z masy. Kto broni też trenować składanie się w zakrętach i obieranie bardziej optymalnego śladu przejścia przez nie, samej także techniki hamowania. Ja tego dalej się uczę. Bardzo mi w tym pomógł motocykl, przyznam szczerze.

Jednak to wszystko wymaga czasu, dlatego nie ma sensu, na początek, spinać się i porównywać siebie do górali. Najważniejsze to lekko unieść nos do góry, nie bać się pytać i zawsze mówić otwarcie o swoich lękach. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże, doradzi a jak będzie trzeba, zawsze wyciągnie rękę i przede wszystkim, poczeka.

Dzięki.

Cześć.

Prawie.PRO Made in Poland

84,99 
89,99 
299,99 
289,99 
0,00 
100,00 
84,99 
-43%
Wyprzedaż
89,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
5 błędów popełnianych przez początkujących kolarzy w górach (64)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.