Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Jak patrzy na świat i na sport osoba WWO? (70)
/

Na sport i świat patrzę dziwnie. Moje serce i zmysły działają inaczej co jest moim przekleństwem i błogosławieństwem. Przez to jestem ciężkim do zniesienia dla samego siebie człowiekiem i zawodnikiem. Nie tylko dla siebie. To, że jestem tutaj i mówię o tym także może być utrapieniem dla Ciebie, ponieważ mam interwałową potrzebę wyrzucenia tego wszystkiego z siebie. Z nadzieją, że zostaniemy zrozumieni. Ja i każdy, kto tak jak ja poprzez kolarstwo walczy z WWO, lękiem i depresją. To jednocześnie rozwinięcie mojego najdłuższego i najtrudniejszego do przyswojenia filmu sprzed kilku miesięcy do którego karta wysuwa się w prawym rogu.

Jestem inny. Wiem o tym. Jednak wiele lat musiało minąć, aby to zrozumieć i zaakceptować. Nie oznacza to wyjątkowości, bo ludzi takich jak ja jest mnóstwo. Większość nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, że również patrzą na codzienność przez ten sam zakrzywiony pryzmat. Czyli jaki? Opowiem Wam po krótce, tylko niech Wam nie wybije korków ze śmiechu.

YouTube, podcast i social media pokazują może 2% mojego życia. Przez to mnóstwo osób myśli, że jestem człowiekiem sukcesu, zarąbistym kolarzem i wulkanem motywacji. To prawda, z tą różnicą, że gówno prawda. Tak średnio przez trzy miesiące w roku każdego dnia walczę ze sobą, żeby w ogóle wstać z łóżka, nie mówiąc o rowerze, bieganiu czy basenie. Nie chce mi się totalnie nic. Z zaciśniętymi zębami trenuję, bo wiem, że jeśli odpuszczę to będzie jeszcze gorzej. Zniknie mi resztka energii do działania. Najsłabiej jest w listopadzie i marcu. Te dwa przesilenia są okresem kiedy potrzebuję mieć bat nad sobą w postaci trenera, Widzów i przyjaciół. Dlatego tak cieszę się z trenażera, wirtualnych ustawek czy nawet bieżni.

Te przeklęte miesiące to także moment kiedy kompletnie spada mi determinacja do pracy. Stąd powstają czasem mniej atrakcyjne filmy. Bo one są tak słabe albo tak dobre jak ja w danej chwili. Wszystko wydaje mi się być totalnie beznadziejne. Gdy wypuszczę słabe wideo i spotka się ono z adekwatnymi ocenami, wówczas tym bardziej upewniam się w przekonaniu, że nie warto robić cokolwiek. Wtedy po prostu nasłuchuję kolejnych potencjalnych porażek. Co ciekawe ten schemat działa też w innych moich obszarach. Spada zainteresowanie gaciami w moim sklepie? To nie przez to, że skończył się sezon, to Twoja wina. Wiem, że to mega śmieszne, ale głowie ciężko niekiedy wytłumaczyć fakty. Ciężko jest przekonać mózg do tego, że zmiana pory roku, zmęczenie sezonem, zawirowaniami życiowymi to nie porażka, tylko normalny cykl niosący za sobą naturalne konsekwencje w postaci spadku. Spadku wszystkiego na raz. Formy fizycznej i psychicznej. Wówczas tak samo jak na rowerze. Pomimo słabszych rezultatów zaciskam zęby i jakoś przepedałowuje te krótkie, acz agresywne wzniesienia. Kosztuje to zazwyczaj dwa razy więcej, niż zwykle, ale jeśli się zatrzymam to spadnę z rowerka.

Bez względu na porę roku, gdy jestem zmęczony, mam wrażenie, że wszystkie moje zmysły pracują jakby ze zdwojoną siłą. No dobra, niekiedy na przełomie zimy albo wiosny z poczwórną. To uciążliwe, bo bardzo często czuję się psychicznie wykończony z byle powodu. Wymagające jest wówczas dla mnie poznawanie nowych ludzi, miejsc. Irytują mnie głośne dźwięki, ostre zimne światło. Przez to zdarza mi się uciekać i ciężko jest mi nawet rozmawiać z kimkolwiek. Jeśli unikam ustawek, albo wspólnych treningów na rzecz samotnych to właśnie wtedy. Mówi się wówczas o tak zwanym przebodźcowaniu i chociaż to określenie jest wyświechtane to w pełni adekwatne. Wiem, że po prostu muszę znaleźć pół dnia dla siebie i posiedzieć w domu pod kołdrą. To jest mój okresowy, zakamuflowany introwertyzm. Jego szczyt przeżywałem na przykład na Prawie.PRO Tour Gliwicach albo w dniu premiery książki. Wtedy zdaje się być wystraszony, mało rozmowny, jakby pół kroku z tyłu. Wtedy udział w takich spotkaniach jest bardzo wymagający dla mojej głowy i pochłania bardzo dużo energii, co jest kompletnie niewytłumaczalne. Zwłaszcza jeśli myślisz, że nagrywając filmy, pracując kiedyś w radiu albo biorąc udział w programach telewizyjnym nie mam kompletnie problemu z byciem w centrum. Mam ogromny, choć mało kto mi wierzy.

Jestem chorobliwym perfekcjonistą. Jestem gościem, który myłby rower po każdej jeździe, dokręcał kilometry do równych dziesiątek, minut, setek i wykręcał zawsze jak najwyższe średnie. Kiedyś nawet się przejmowałem tym jak jazda z niską prędkością będzie postrzegana przez obserwatorów na Stravie albo Instagramie. Jej, jak dobrze, że przynajmniej z tego udało mi się wyleczyć. No dobra, prawie. Ale i tak o wiele większy problem mam z porządkami. Nawet doszedłem ostatnio do wniosku, że perfekcja sportowa przerzuciła mi się na sprzątanie. Wszystko ma być równo, nigdzie nie ma prawa być kurzu. Auto to najlepiej jakbym odkurzał 2 razy w tygodniu. Uporządkowany ma być też mój kalendarz, rutyna dnia. Najgorzej jak zmieni mi się plan i wyskoczy niespodziewane spotkanie. Przeżywam to jak kolarz spadek FTP. W pracy? W pracy wszystkie maile muszą być odczytanie i odpisane. Nienawidzę czerwonych kropek sygnalizujących niedokończone zadania. No bo co jak nie zrobię tego dzisiaj? Nosz kurde nie zasnę. To ma oczywiście swoje dobre strony, ale bez przesady!

Identycznie mam ze wszystkimi zmianami. Jeden się cieszy z nowego roweru a ja się boję. Bo na pewno będzie coś nie tak. Bo fitting nie wyjdzie idealnie, bo będzie coś na pewno boleć. A może zabraknie do niego części zamiennych i co wtedy? To może od razu kupię na zapas kolejny łańcuch dwunastorzędowy bo takich nie mam jeszcze w należytym zapasie. Nowe studio treningowe? Minie miesiąc nim się przyzwyczaję i ustawię wszystko tak, aby było równo, centralnie i na pewno działało w każdych okolicznościach. Nieznana trasa kolarska? To od razu dyskomfort. Naprawdę nie możemy pojechać starą i mi już znaną? Czy te zawody nie mogą być rozgrywane starym śladem? Serrio, takie detale powodują u mnie lęk.

To wynika także z chorobliwej potrzeby kontroli każdego aspektu życia. Nowości, niedoskonałości, improwizacja to czynniki potencjalnie odbierające mi kontrolę nad losem. A co się stanie wtedy panie Leszek? Ha! Ktoś odkryje, że nie panujesz nad wszystkim! Ktoś Cię źle oceni! Nie zaakceptuje człowieka, który zgubił się na trasie na brudym rowerze z nie do końca płaskim brzuchem, nad którym utraciłem w przeszłości kontrolę. Ktoś mnie nie będzie lubić, bo mam zły dzień i podkrążone oczy!

W mojej książce cały kobylasty rozdział poświęciłem sportowi z perspektywy osób, które bardzo pragną perfekcji, akceptacji czyli po prostu miłości drugiego człowieka. Wsparcia, pomocy, zrozumienia. Uwagi! Teraz zauważ, że wszystko co powyżej opisałem cechuje mnóstwo osób a z kolei to wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika. Akceptacji! Z głębokiej potrzeby bycia dla kogoś ważnym można paradoksalnie robić wszystko odwrotnie niż nakazuje logika. Przez zmęczenie ciągłym stresem stajemy się zamknięci, wycieńczeni, niekiedy zdemotywowani. Tracimy wiarę w sens uprawiania sportu, trzymania diety czy wychodzenia do ludzi. Tylko jak walczyć o siebie unikając tego wszystkiego? Tutaj potrzeba mnóstwo siły do walki. Im jest gorzej tym bardziej trzeba się zmuszać. To jak z ciężkim treningiem na który nie mieliśmy ochoty. Ja rekordy zawsze wyciskałem wtedy, gdy najbardziej mi się nie chciało. Po 30 minutach dochodziłem do wniosku, że najlepszym co mogłem zrobić to jednak mimo wszystko zamknąć na moment oczy, zacisnąć zęby i jechać co sił. Tak samo jest w życiu. Niekiedy trzeba się zmusić żeby wyjść z łóżka do ludzi. Albo nagrać ten cholerny film, który albo się przyjmie albo nie. A może pomimo braku koniunktury myśleć o poprawie jakości swojej pracy by jeszcze bardziej poprawić jej jakość.

Niekiedy nie obejdzie się bez pomocy drugiego człowieka, albo lekarza, leków. Ja sam je przyjmuje, bo inaczej nie byłbym w stanie normalnie funkcjonować. Te lęki, natręctwa, skryte pragnienia by mnie zjadły jak kilka lat temu. Sport też niesamowicie pomaga wyrwać się z bagna, choć wielokrotnie trzeba się zmuszać, aby poczuć jak wspaniale działa na poprawę samooceny, likwiduje przewlekły smutek, ból głowy czy zmęczenie. Nic jednak nie jest w stanie do końca zagłuszyć wenętrznego poczucia braku szczęścia i potrzeby bycia komuś potrzebnym.

 

Prawie.PRO Made in Poland

49,99 
43,99 
199,99 
319,99 
349,99 
-9%
299,00 
89,99 

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO
Jak patrzy na świat i na sport osoba WWO? (70)
/

Poznaj kolekcję Prawie.PRO

Przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *