To jest mój szósty zegarek Garmina. Forerunner 970 kupiłem na wieść o tym, że do tej serii, podobnie jak do najnowszych Fenixów dorzucono coś takiego jak funkcja Stan Zdrowia i pomiar gorączki na okoliczność infekcji lub przetrenowania. To jest to co od 2 lat posiada Apple Watch i działa w nim rewelacyjnie wykrywając momenty wymagające refleksji. 

Na pewno nie kupiłem go dla wyglądu. Bo niczym niemal się nie różni od poprzednika. Trzeb bardzo mocno się przyjrzeć. Jednak szkło jest lepsze, wyświetlacz jaśniejszy. Ogółem wykończenie jest na tak samo dobrym poziomie. 

Z nowości jest taka oto piękna latarka. Można się z tego śmiać, ale to jest przydatne. Nie chodzi tylko o to żeby sobie poświecić w krzakach, bo nie ma się co oszukiwać – nawet biegacze nie wychodzą bez telefonu. Ta latarka to awaryjne źródła światła podczas jazdy na rowerze gdy nie planowaliśmy wracać po zachodzie słońca. Albo sposób na poprawę widoczności biegnąc w mniej bezpiecznych okolicach. Zwłaszcza że jest tryb stroboskopu oraz emisji światła czerwonego.

W 970 jest już teraz też głośnik zamiast brzęczyka. Można regulować głośność i to jest największa korzyść z tej zmiany. Dźwięki sa przyjemne, albo przyjemniejsze. Każdy z nich teraz symbolizuje co innego. 

Można też wspomnieć o mikrofonie, ale mój telefon średnio chce współpracować z nim w trakcie rozmów. Jest to też moim zdaniem słabo ergonomiczne. Zwłaszcza używając wcześniej innego smartwatch’a, którym Garmin chciałby być. Chciałby. 

Z kolejnych zmian – pomiar EKG. Super funkcja. Wyjmujesz z pudełka. Robisz sobie EKG. Patrzysz że działa i zapominasz. Jakbym nadal był hipochondrykiem używałbym codziennie kilka razy. 

Garmin do Forerunnera 970 dał też nowy moduł pulsometru optycznego.

Nowy. Ale dalej śpi. Wsiadasz na trenażer. 150 tętna według pulsometru piersiowego. A na garminie? Relaks. Chciałbyś aby zaliczył Ci ten czas jako minuty intensywnej aktywności lub aktywne Kcal. W życiu. Ten sam błąd od lat.

Gdy mało się ruszasz i siedzisz zegarek jest w trybie oszczędzania odczytów z nadgarstka. To tylko błędny algorytm, który jest tutaj w niezmiennej formie od lat. Gdybyś biegł, albo był na zewnątrz to wszystko działa cudownie. Choć nie zawsze. Widzę czasami jakieś dziwne odchyły. Wystarczy, że ręka bardziej się spoci, albo masz kontakt z wodą. Nagle pokazuje Ci 190 uderzeń. 190 to mój absolutny maks podczas którego nie jestem w stanie patrzeć na zegarek.

Korzystając ze ZWIFT albo z pulsometru takiego jak ja to nie jest problem. Bo potem zegarek uzupełni braki pobierając je z opaski. Ale jakby ktoś jeździł na trenażerze bez dodatkowego sprzętu to każdego dnia, każdy trening będzie przegapiony. 

No chyba, że jeszcze dodatkowo odpalisz sobie aktywność rejestrując ją zegarkiem jako indoor. Jednak to już absurd. Apple Watch nigdy nie miał tego problemu. Wychwytywał zawsze każdą zmianę tętna bez proszenia i to od pierwszej minuty. A nie mówiąc mi podczas ciężkiego interwału, że jestem w trakcie odpoczynku.

Nowy pomiar tętna i saturacji poza aktywnościami jest wyraźnie lepszy. Moim zdaniem lepiej prezentuje trendy na których najbardziej mi zależy. Zmienność tętna podczas snu czyli HRV, oddech, natlenienie plus teraz także temperaturę. 

Te pięć wartości wartości zaszyte w nowym widgecie stan zdrowia właściwie mówią wszystko o naszej kondycji. Choć jestem bardzo zdziwiony tym, że nie synchronizuje się to jeszcze na licznik Edge. Właściwie tylko dlatego jeszcze go nie sprzedałem. Nie sprzedał, bo czeka na aktualizację.

W każdym razie – Garmin zgapił to co Apple Watch ma już od dawna i co działa rewelacyjnie. Tym sposobem można bardzo wcześnie wykryć przetrenowanie. Wtedy zauważymy, że wszystko się rozjeżdża. Dzieki temu, że testuje ten zegarek od kilku miesięcy udało się wyłapać moment w którym zaczynamy dostawać sygnały ostrzegawcze. To jest moment w którym jestem po 4 bardzo intensywnych dniach treningowych. Naprawdę rzadko mi się zdarza kończyć mikrocykl z takim bólem nóg.

Podkreślę to jeszcze raz – zegarek i cokolwiek co nas monitoruje to sugestia. To jak z czarnym kotem. Jeśli będziesz myśleć ciągle o tym, że dzisiaj masz niskie HRV i mało punktów za sen, to ten dzień nie będzie udany. To są sugestie. Zwolnij. Połóż się wcześniej. Zamień interwały na tlen. Zamień tlen na interwały. Albo zrób wreszcie beztleny. Nie jedz tyle na noc Leszek. Albo czasem zrób sobie jeden dzień relaksu.

Te wszystkie tutaj dane teraz służą jeszcze bardziej do obliczania czasu regeneracji. Garmin w swoim ekosystemie ma monopol na ten parametr. Pod uwagę brany jest sen, jego jakość, drzemki, intensywność ostatnich aktywności względem naszego FTP i Vo2Max (czyli coś czego nie bierze pod uwagę Apple Watch) plus jeszcze stres. Jednak stres w tym, jak i większości zegarków to nie jest poziom zdenerwowania. Tylko poziom aktywności w ciągu dnia. Chodzenie jest stresem, krzątanie się po kuchni jest stresem, bieg i rower to też stres. Siedzenie i leżenie nie jest stresem. Wiem, to mylące. Może być też negatywnie sugestywne. 

Dobrze Garminowi wychodzi też liczenie szacowanej wydolności VO2max. Wiadomo, że to nie laboratorium, ale za to jakiś punkt odniesienia do śledzenia trendów. Spada Vo2max? Zgadza się. Jestem chory i robie za dużo leniwych biegów i jazd. Zdrowieje i wracam do treningów wydolnościowych zgodnie z zaleceniami trenera – rośnie. Czuję się mocniejszy i to widzę na liczbach. Tak samo przy zmianie wagi. To jest super, bo motywuje do trzymania się w ryzach.

No i tu wchodzimy w ekosystem Garmina. Otwarty tylko dla urządzeń tej samej marki. To znaczy, że waga Garmina wyśle ilość tłuszczu do zegarka. Licznik przeliczy intensywność jazdy na podstawie nie tylko tętna, ale przede wszystkim watów i uwzględni to przy przeliczaniu zmęczenia, potrzebnego snu do pełnej regeneracji lub vo2max. To jest coś czego nie umie jeszcze Wahoo ani Apple. Czekam na zegarek od Wahoo.

Ale jeszcze co do godzin regeneracji. Znów to sugestia. Nie przykaz. Najczęściej te wyliczenia są szacunkowe. Gdybym słuchał tego co mówi mi zegarek to musiałbym zrezygnować z trenera, obozów i większości startów w sezonie. Nie jeździć na rower do Hiszpanii. Bo bym nie pojeździł, ani nie pobiegał.

A propos. To kolejny zegarek Garmina z wbudowanym pomiarem mocy, dynamiki, czasu kontaktu itd. Wcześniej do działania tych funkcji potrzebny był pulsometr za 700 zł. Teraz nie. Choć pojawiła się ich nowa seria z opcją ładowania.

Jednak największą bolączką starszych modeli był mało dokładny GPS. Poprawili. Już teraz w lesie mniej się gubi zaniżając tempo, co potrafiło być irytujące w zagarkach za ponad 2000 zł. I nagle z 5:00 robi się 7:30 bo dookoła drzewa.

Przebiegłem z nim kilka imprez, szukając na mapach wszelkich błędów rejestracji sygnału. Nie zdarzyło mu się coś co ewidentnie by mnie wkurzyło. Z racji końca sezonu nie sprawdziłem go na triathlonie, a jestem ciekaw jak sobie radzi z mierzeniem odległości w wodzie. 

Co z baterią? Jest zarąbista. Podczas codziennego użytkowania bez rejestracji aktywności GPS bez problemu dwa tygodnie. Może nawet dłużej. No chyba, że odpalisz sobie zawsze podświetlony ekran i całodobowy pomiar natlenienia. Wtedy zjeżdżasz do 5 dni. Ja mam to wyłączone i gdy jest okres zimowy i trenuje wyłącznie na trenażerze czy bieżni to w gnieździe ładowania zalęgnąć się zdąży robactwo. A jak już podpinasz do prądu to widać też, że poprawiono prędkość układu zasilania. Wystarczy kilka minut, by dobić do 50%. To akurat dla tych co ładują zawsze na 5 przed zawodami. Chyba, że zapomnisz kabla. 

A jak system? System jest super. Wychwyciłem jedynie błąd WiFi. Z resztą w moim liczniku też się wysypała synchronizacja przez internet. Nie mniej pomiędzy softem liczników Garmina a zegarkami jest gigantyczna różnica. Inna ekipa programistów. Od czasów Fenix 6 nie doświadczyłem samoczynnych resetów. Z kolei na najnowszym liczniku przed miesiącem podczas urlopu 3 crashe razem z uszkodzeniem pliku gpx albo z resetem modułu Bluetooth i Wifi przez co tej pory bez fabrycznego resetu nie da się zsynchronizować 1050 inaczej jak po kablu.

Za sprawą najnowszego Forerunner znów się upewniam w przekonaniu, że zegarek sportowy nigdy nie będzie smatwatchem a smartwatch zegarkiem sportowym. Choć jest tu mnóstwo funkcji stwarzających takie pozory. Można sobie zainstalować kartę płatniczą, odbierać połączenia, SMS, wgrać muzykę, zainstalować tarcze czy dodatkowe aplikacje. Jednak to nie jest tak wygodne i intuicyjne jak na choćby Apple Watchu. Ten zegarek po prostu może wydawać się skomplikowany. I momentami jest. Tym bardziej jeśli chcesz sobie zmienić widok danych podczas biegania albo wrzucić muzykę. Garmin nie potrafi w intuicyjność. Ma swoją filozofię. 

Jednak to co zrobiono dobrze, to płynność działania. Jeszcze 3 lata temu trzeba było pisać petycję o rozpoznanie naciśnięcia palcem. Dzisiaj można bez problemu przewijać ekran bez ciągłych zacięć. Chociaż jak się wchodzi w aplikacje albo dyscypliny sportu to zegarek zamiera i traci responsywność.

Ogółem to super zegarek, który ma praktycznie wszystkie funkcje topowego Fenixa, ale bez nadwagi i kobylastości. Dla mnie to zaleta. Moim zdaniem Forerunner jest idealny na co dzien i do biegania, bo go nie czujesz na ręce. Jest kompaktowy, lekki, nie zwraca też tak krzykliwie na siebie uwagi. Idealny do biegania, triathlonu czy kolarstwa albo tak po prostu do monitorowania codzienności w sposób coraz bardziej precyzyjny. Gdyby liczniki były tak samo mądrze zaprojektowane pod względem hardwareowym i przede wszystkim softwareowym to byłbym fanem Garmina i całego ich ekosystemu.  A tak mogę być co najwyżej fanem tego zegarka. Jednak będąc fanem tego zegarka jesteś skazany na mniej niezawodny licznik i tak tkwisz. 

A na koniec ważna sentencja – tak, może także nic nie monitorować. Większość ludzi tego nie robi i żyje. Australopitek też nie jadł 5 posiłków dziennie i nie zwracał uwagi na HRV. To jest zawsze dodatek. To jest zawsze tylko sugestia. Najważniejsze jest nasze subiektywne samopoczucie a nie to czy Garmin pokazał 61 godzin regeneracji. 

To jest dla jarających się liczbami i statystykami. Co przede wszystkim ma podbudowywać motywację do codziennego działania i zachowania higieny życia. Szkoda jedynie, że wciąż Garmin na tym polu wciąż nie ma żadnej konkurencji, która zbudowałaby kompaktowy ekosystem scalający wszystko razem. Wciąż mam nadzieje, że Wahoo wróci do zegarków albo Apple w końcu zacznie obliczać gotowość treningową w oparciu o realny poziom wysiłku oraz trafnie wyznaczać efektywność mikrocykli. 

W moim sklepie też trwa mikrocykl. Nie mam patronite, sprzęt do testów jak zawsze kupuję za swoje. Jedynie o co proszę to rozważenie zakupu sobie lub komuś prezentu, wybierając jednen z ponad 90 własnych, polskich produktów w moim sklepie. 

 

Prawie.PRO Made in Poland

-5%
(3) Pierwotna cena wynosiła: 419,99 zł.Aktualna cena wynosi: 399,99 zł.

Najniższa cena z 30 dni: 399,99 

?
(2) 273,99 
?
(9) 429,00 
?
(11) 125,99 
?
(5) 69,99 
?
(3) 19,99 
-13%
(16) Pierwotna cena wynosiła: 399,59 zł.Aktualna cena wynosi: 349,00 zł.

Najniższa cena z 30 dni: 399,59 

?
(33) 88,69 
?
(18) 149,00 
?
-7%
(18) Pierwotna cena wynosiła: 319,99 zł.Aktualna cena wynosi: 299,00 zł.

Najniższa cena z 30 dni: 319,99 

?

YouTube Prawie.PROWszystie filmy

Przeczytaj również: